Niedziela, 8 czerwca 2014
Kiedy Dean obudził się w niedzielny poranek, czuł poczucie winy, które ściskało mu żołądek. Cała złość i frustracja, którą poczuł poprzedniej nocy, rzucana w niego od obiadu, zniknęła tak nagle, że Dean czuł się teraz jak gówno za przesadną reakcję.
Podciągnął się do pozycji siedzącej i przetarł oczy. Cas nadal spał na rozkładanym łóżku i to kolejna rzecz, która sprawiła, że Dean zarumienił się ze wstydu. Kiedy wczoraj wieczorem wrócił do domu i zastał Casa już leżącego na tym na cieniutkim materacu, Dean nie czuł się wygrany.
Zegar na stoliku między nimi mówił mu, że była prawie dziewiąta rano. Dean nigdy nie śpi do tak późnej godziny, ale wczoraj miał problemy z zaśnięciem. Śmieszna kłótnia z Casem odgrywała się w pętli w jego głowie, obraz Casa w okularach ponownie przywrócił stare wspomnienia na pierwszy plan. I teraz był tutaj, zmęczony, winny i smutny, jaki nie czuł się od lat.
Wstał tak cicho, jak tylko mógł i powoli przeszedł obok łóżka Casa. Nie mógł powstrzymać uśmiechu, widząc, jak Cas był opatulony w kocach, jakby to był środek zimy, jak skulony owinął ręce wokół jednej ze swoich poduszek. Dean nie widział jego twarzy, tylko potargane, ciemne włosy wystające z jego kocowego gniazdka i umieścił ten widok w folderze w swojej głowie, którego nie otwierał od lat. W Kalifornii był środek lata, a mimo to Cas nadal lubił się dodatkowo ogrzewać.
Dean pomyślał również, że Cas był prawdopodobnie osobą, która jednak lubiła się przytulać, niż sugerowałoby to jego wczorajsza postawa, jednak starał się o tym nie myśleć. Nie musiał znowu podążać tą drogą.
Westchnął, gdy wszedł pod prysznic. To trochę śmieszne, jak jego mózg kręcił się wokół Casa, nawet gdy z całych sił próbował myśleć o czymś innym. Próbował skupić się na wczorajszym wieczorze z Samem i na tym, jak miło było po prostu spędzić czas z bratem. Ale potem przypomniał sobie, jak ledwo myślał o Casie, będąc pochłonięty Sammym, a to sprawiało, że teraz znowu myślał o Casie.
Próbował pomyśleć o Bennym, ale to sprawiło, że czuł się dziwnie, biorąc pod uwagę fakt, że był pod prysznicem. Więc skupił się na swoim ogrodzie. Zamknął oczy i wyobraził sobie trawnik, ale to w niewytłumaczalny sposób poprowadziło go z powrotem do Casa. Nie było ku temu żadnego prawdziwego powodu, żadnego oczywistego związku, ale Dean zastanawiał się, czy Cas miał swój ogród i w taki oto sposób wrócił do punktu wyjścia.
Okej, więc potrzebował nowej strategii. Gniew na Casa prowadził tylko do poczucia winy. Może Cas czuł się nieswojo, kiedy w wieku osiemnastu został podrywany, ale czy Dean miał jakiś dowód, że faktycznie tak się czuł? Cas nie do końca był wczoraj wobec niego przyjacielski, ale może nadszedł czas, aby Dean przyznał, że nie był dla niego przyjacielski przez całe liceum.
I tak po prostu, całe stare poczucie winy wróciło. Pamiętał to całe gówno, które zrobił w imię zadowolenia swojego ojca i zapewnienia Sammy'emu bezpieczeństwa. Benny miał rację co do tego, co powiedział w jednostce - tylko dlatego, że Dean znał powody, dlaczego to robił, nie oznaczało, że Cas również je znał.
Bez względu na to, jak bardzo starał się próbować odwracać ich uwagę od Casa, powinien powiedzieć "pieprzcie się" tym kutasom w chwili, gdy kazali mu zabrać okulary Casa. Powinien był opuścić drużynę. Powinien był dołączyć do klubu astronomicznego i siedzieć obok Casa podczas lunchu.
Dean szczotkował zęby ze stalową determinacją i z jakiegoś powodu poczuł się trochę lepiej, niż przed tą kontemplacyjną wycieczką do łazienki. Być może ten tydzień nie miał być przypomnieniem o jego żalu i upokorzeniu, a drugą szansą, o której zawsze marzył. Może Cas zapomni o swoim uprzedzeniu do jego orientacji seksualnej, jeśli uda mu się wynagrodzić całe gówno, na które go wcześniej naraził.
CZYTASZ
Forget-Me-Not Blues
FanficSam i Jess brali ślub i Dean nie mógł się z tego powodu bardziej cieszyć. Szczerze, oboje obrzydliwie perfekcyjnie do siebie pasowali i Dean był całkiem podekscytowany, że spędzi z nimi cały tydzień przed ceremonią. Był drużbą Sama i wcale nie przes...
