3.2

334 39 1
                                        

Czwartek, 24 stycznia 2002

— Mówię ci, Cas — westchnienie Gadreela zatrzeszczało przez telefon. — On jest koszmarem. Pewnego dnia próbował nas przekonać, że jest „kochany i zabawny".

Cas zaśmiał się. Dyrektor Gadreela od ponad roku był przedmiotem skarg swojego przyjaciela, a Cas był świetnym słuchaczem.

— I rozumiem, że taki nie był? — Cas uśmiechnął się do siebie, słysząc oburzone syknięcie na drugim końcu linii.

— Jeśli miał na myśli w porównaniu do Apokalipsy, to może — Gadreel mruknął, na co Cas przewrócił oczami.

— Tak szczerze — dodał Cas — Jeśli twoi rodzice nazwaliby cię „Metatron", prawdopodobnie nie miałbyś większych szans na to, żeby się jakoś fajnie dostosować.

Jego przyjaciel prychnął.

— Moi rodzice nazwali mnie Gadreel i wysłali do katolickiej szkoły z internatem.

— Prawda — Cas uśmiechnął się. — Ale nigdy nie powiedziałem, że jesteś odpowiednio dopasowany.

— I kto to mówi — Nie było wątpliwości, że Gadreel właśnie przewrócił oczami.

— Co masz na myśli? — Cas zmarszczył brwi. Gadreel westchnął, przez co Cas pomyślał, że jego przyjaciel zmienił swój tryb na 'zmartwionego i nieco apodyktycznego kumpla'.

— Myślisz, że nie wiem dlaczego dzwonisz? Castiel, ty nienawidzisz rozmawiać przez telefon. Co tym razem zrobił Winchester?

Coś zadrżało w klatce piersiowej Casa.

— Nic. Nie chcę o tym rozmawiać.

— Gdybyś nie chciał o tym rozmawiać, po prostu zacząłbyś czytać książkę. Ale zadzwoniłeś do mnie. Więc, co takiego zrobił?

Cas westchnął i położył się na łóżku. Czy on naprawdę był taki przejrzysty? I czy naprawdę jest taki żałosny? Jak do tego doszło, że jego najlepszy przyjaciel wiedział, nawet na niego nie patrząc, że myślał o Deanie? Cas zamknął oczy i przeczesał dłonią włosy.

— Niczego nie zrobił.

— Więc co jest?

Cas odwrócił twarz w bok, aż telefon został wciśnięty między jego policzek a poduszkę.

— Dziś są jego urodziny.

Powiedział to cicho, trochę zawstydzony tym, że jego przyjaciel prawdopodobnie oskarży go o bycie zauroczonym. Zastanawiał się, czy Gadreel naprawdę uniósł brwi, jak to zrobił w wyobraźni Casa.

— ...I?

— I nikt nawet tego nie zauważył! — Cas westchnął. — Nic o tym nie wspomnieli, jego przyjaciele albo nie wiedzieli albo ich to nie obchodziło. A wiem o tym, bo widziałem jak dziś rano wkładał kartkę urodzinową do szafki!

Cas usiadł i przetarł twarz dłonią. Stał przy swojej szafce, trochę za daleko by przeczytać treść kartki, ale była kolorowa i zrobiona własnoręcznie i Cas był prawie pewien, że musiała pochodzić od jego młodszego brata. Obserwował Deana przez całą lekcję angielskiego, potem przez cału lunch, a potem znowu przez całą historię, ale ani razu nikt o tym nie wspomniał. Nia miał babeczki, nie miał żadnych przyjacielskich poklepywań w plecy ani uścisków ze strony drużyny piłkarskiej. Wyglądał na smutnego, a jedyny raz, kiedy Cas widział, jak Dean się uśmiechnął, to ta chwila przy szafce, kiedy przesunął palcem po lekko zdeformowanych, przyklejonych ozdobach na kartce od swojego brata.

Forget-Me-Not BluesOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz