Rozdział 17

50 9 0
                                    

  Idąc na balkon czułam na sobie jego zimne spojrzenie, a kiedy kątem oka się spojrzałam w jego stronę, tuż przed wejściem na balkon, miał zaciśniętą szczękę, a z oczu rzucał gromy. Nic nie powiedział i nie skomentował moich poczynań.

Znowu postawiłam na swoim. To go zdenerwowało, a mnie usatysfakcjonowało.

    Przeszłam przez balkon, zaciągając się letnim powietrzem i podeszłam do balustrady. Oparłam się o nią oraz zanim wybrałam numer Amelii, westchnęłam rozkoszując się widokiem. Chwila wolności i spokoju momentalnie mnie zaatakowała, a wystarczyło wyjść z tej jaskini zwanej moim tymczasowym pokojem.

Jednak, przypominając sobie osobę, która siedzi w nim, przez moją twarz przeszedł grymas, a następnie ze zdenerwowania zagryzłam wargę. Mój wzrok automatycznie powędrował na smartfona trzymającego w ręce. Kliknęłam na zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha, słysząc dźwięk wybierania.

  Czekałam ze zniecierpliwieniem, aż przyjaciółka odbierze. Wiedziałam, że ona mi doradzi. Mimo jej szalonej natury, zawsze mogłam na nią liczyć.

— Halo? - usłyszałam pogodny głos mojej przyjaciółki.

— Hej - mruknęłam, oglądając się do tyłu w stronę mojego pokoju.

— Siema, laska! - krzyknęła, a ja zauważyłam jak dosłownie na przeciwko mnie, za otwartymi drzwiami, oddalony jakieś sześć metrów, stoi Alexander i wpatruje się we mnie ze zmarszczonymi brwiami oraz widocznie zniecierpliwiony.

Przerażający.

  Zamrugałam zdziwiona i z niezręcznym uśmiechem, który mu posłałam, odwróciłam się powoli. Kiedy ponownie byłam przodem do ogrodu, sama ściągnęłam brwi i pomrugałam zdezorientowana.

— Halo? Lili, jesteś tam? - usłyszałam zaniepokojony głos Amelii w słuchawce. Chrząknęłam i zwilżyłam usta językiem.

— Jestem, jestem - potwierdziłam szybko — Am, mam problem - powiedziałam, nie owijając w bawełnę. Oparłam się o balustradę, na łokciach, przez co się schyliłam.

— Kochana, co się stało? Gadaj mi tu na uszko - rzekła, udając po pierwszym pytaniu, głos starszej pani mieszkającej obok jej ciotki Lindy.

Mimowolnie zachichotałam na jej ton i ku mojej uciesze, rozluźniłam odrobinę. Trwało to zaledwie chwilę, bo przypomniałam sobie o powadze sytuacji i wszystko wróciło.

— Nie wiem już co mam zrobić - westchnęłam, przyglądając się moim paznokciom.

Powinnam je pomalować, najlepiej na czarno. Nie lubię ciemnych kolorów i normalnie bym ich na taki nie pomalowała, ale skoro i tak mam być sztywna, czyli nie być sobą, to nie widzę problemu. Zresztą odwzorują mój nastrój.

— Lili - usłyszałam bezradny jęk blondynki — Mówisz o tym ślubie? - spytała się, ale ja dobrze wiedziałam, że wie. Zna mnie.

— Tak - powiedziałam, zamykając mocno oczy, a następnie, żeby się uspokoić wzięłam pare głębokich wdechów. Blondynka w tym czasie, westchnęła.

— Wiem, że jest to ciężkie i pewnie denerwujące - rzekła — A jak się trzymasz?

— Szczerze? - spytałam retorycznie i uniosłam wzrok na niebieskie niebo — Fatalnie - wypuściłam ciężko powietrze i spuściłam ponownie spojrzenie na moje paznokcie.

Life SecretsOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz