Wracam z Harrym do stolika. Śmiejemy się i żartujemy, a ja jestem najszczęśliwszą osobą pod słońcem, że mam takiego kochanego i już pewnego chłopaka. Wszystko się ułożyło w ciągu jednego dnia! Udało mi się trochę zmienić Paige na lepsze, doszłam do porozumienia z Zayn'em, a obok siebie mam teraz cudownego chłopaka, który obejmuje mnie jakbym była jego całym światem.
Telefon chłopaka leżący na stoliku zaczyna wibrować, a na jego ekranie pojawia się imię "Eric".
Harry puszcza moją rękę i sięga po urządzenie przygładając go do ucha. Spogląda na mnie, a ja mogę wyczytać z jego ust słowo "Przepraszam"
Chcę podsłuchać jego rozmowę, ale muzyka zagłusza jego głos i prawie nic nie rozumiem, a pochylanie się w jego stronę będzie wyglądać głupio.
- Kochanie powiem ci coś, ale się nie denerwuj, okej? - Odkłada telefon i przybliża się do mnie, pocierając kciukiem mój policzek. - Muszę iść teraz wygrać wyścig. Wrócę za godzinkę dobrze?
Wpijam paznokcie w udo, żeby nie zacząć na niego krzyczeć. Staram się uspokoić, ale po prostu nie potrafię. Serce wali mi jak oszalałe, a ja mam ochotę go zaciągnąć do kibla, zamknąć w kabinie i nigdy nie wypuścić.
- Nie Harry, nigdzie nie idziesz - Prostuję się - Nie zgadzam się, zostajesz tutaj.
- Proszę cię Zara! Traktuję to tylko jak moją pracę - Jego twarz jest załamana.
- Nie psuj wszystkiego, jasne? - Marszczę czoło - Idę do łazienki, a jak wrócę masz siedzieć na dupie w tym samym miejscu! - Pokazuję palecem w dół i wstaję, przeciskając się obok niego.
Oczywiście gdy wracam, Harry'ego nie ma. Rozglądam się wkurzona, dookoła i zauważam go idącego w stronę wyjścia. Bięgnę w jego stronę i łapię za łokieć.
- Czego nie zrozumiałeś w moich słowach? - Krzyczę
- Przepraszam cię Zara, ale muszę wyjść - Mówi jakgdyby nigdy nic i zostawia mnie.
Wychodzi, a jego cień znika, zanim dociera do mnie co się właśnie stało.
Wracam do naszego stolika, przy którym stoi Liam.
- Liam muszę iść - Chwytam za torbę i ignorując jego pytania wybiegam z klubu.
Samochód Styles'a zniknął, a ja ze łzami w oczach macham w stronę taksówki.
Wsiadam do niej i mam ochotę zwymiotować przez smród. Najnormalniej w świecie śmierdzi menelem, co jest dziwne, bo za kierownicą siedzi dość młody mężczyzna.
Podaję mu ulice i po 15 minutach wysiadam przed uliczką. Widzę kilka osób, z papierosami i puszkami piw w dłoniach, ale omijam ich szerokim łukiem i pośpiesznym krokiem idę w stronę miejsca wyścigów. Pisk opon, sprawia, że chcę stąd uciec, ale nie mogę tego zrobić. Jestem cholernie zła na Harry'ego i mam zamiar sprawić, że przestanie brać w nich udział. Nie wiem jeszcze jak, ale to zrobię. Wspinam się na palce, widząc tłum ludzi patrzących na dwa samochody. Podchodzę bliżej, łapiąc się za barierkę, żeby nie upaść.
Serce mi staje gdy czarny samochód, wpada w poślizg. Zjeżdża na bok taranując drugi. Zakrywam usta, a łzy z oczu zaczynają spływać po moich policzkach. Wpadam w panikę. Ludzie krzyczą i kilka osób pędzi w stronę przewróconego auta.
To niemożliwe. Dlaczego ja poszłam do tej głupiej toalety?! Samochód Harry'ego właśnie leży nie tą stroną, którą powinien i nikt z niego nie wychodzi. Potykam się o własne nogi i upadam. Nie zwracając uwagi na wzrok innych podnoszę się i zaczynam biec wzdłuż barierek. Popycham ludzi nie spuszczając oczu z kilku facetów wyciągających chłopaka w czarnej bluzie. Wpadam w czyjeś ramiona. Zaczynam odpychać tę osobę i krzyczeć, żeby mnie puścił, bo mój chłopak właśnie miał wypadek. Z transu wyrywa mnie znajoma chrypka.
- Zara! - Potrząsa mną - Zara cholera jasna to ja!
Łzy zamazują widok chłopakaprzede mną. Wycieram oczy, a moje nogi stają się miękkie. W ułamku sekundy czuję jakby wszystko co złe zleciało ze mnie. Harry stoi przede mną cały i zdrowy. Wpatruje się we mnie ze strachem w oczach, a ja zaczynam go popychać jak opętana.
- Nienawidzę cię dupku! Jak mogłeś mnie zostawić! Myślałam, że to ty jechałeś tym pieprzonym samochodem! Jesteś nienormalny Styles! Chyba chcesz, żeby umarła na zawał kiedyś! Cholera jasna ty walony dupku! - Krzyczę nie przestając uderzać go w klatkę piersiową.
- Zara uspokój się - Łapie mnie za ramiona i krzyczy kilka milimetrów od mojej twarzy.
Jęczę, wypłakując chyba już moje ostatnie zapasy łez.
- Nienawidzę cię - Przytulam go i ściskam mocno, bojąc się, że mnie znowu zostawi.
Wtulam się w jego pachnącą bluzę, którą założył przed wyjściem z klubu. Musiał mieć ich chyba kilka, bo jedną już taką mam.
- Przepraszam, że cię wystraszyłem - Odgarnia moje włosy z twarzy i się uśmiecha - Tutaj wypadki to normalność.
- Myślałam, że ty byłeś w tym samochodzie - Jąkam się
- Bo miałem tam być - Spoważniał - Powiedziałem Eric'owi, że nie chcę brać udziału w dzisiejszych wyścigach, bo ty mi nie pozwoliłaś, więc postanowił zrobić to za mnie.
Uśmiecham się na jego słowa. Posłuchał mnie i to jest dla mnie najważniejsze.
- Piłeś alkohol, jak mogłeś prowadzić? - Poddenerwowana ściskam jego ramie
- Wypiłaś całego mojego drinka, nawet nie miałem okazji - śmieje się, a przez moje ciało przechodzi znajomy, przyjemny dreszcz.
- Dlaczego ubieracie się w te same rzeczy? No wiesz... Ty i tamci - Pytam
- Pogadamy o tym później, teraz zabieram cię do domu - Obejmuje mnie w pasie i tylko spogląda jeszcze na miejsce wypadku.
Zastanawiam się czy w ogóle się tym przejął. Może się nie lubili? Nie, to byłoby bez sensu...
***
Jedziemy do domu Harry'ego. Od razu po przekroczeniu progu drzwi wejściowych, podnosi mnie i prowadzi do swojego pokoju. Kładzie na łóżku i każe wejść pod kołdrę. Zanim to robię zdejmuję sukienkę i z szafy wyciągam jedną z koszulek. Przebieram się i zdejmuję wszystkie ozdoby wiszące na mojej szyi i nadgarstkach.
Po 10 minutach przynosi mi kubek herbaty i pudełko ciastek. Z chęcią otwieram wieczko i wyjmuję czekoladowego piernika.
- Czekam na wyjaśnienia - Mówię z pełną buzią, na co Harry całuje mnie w czoło i zaczyna się śmiać.
- Należę to tzw. " Bandy Bloodshot'ów". Jesteśmy najlepsi, ale oczywiście to ja jestem liderem - Mówi dumnie, a ja przewracam oczami
- Skromność to podstawa - Rzucam
- Wracając... Mamy bluzy z takim napisem i po prostu na każdym wyścigu jesteśmy w nie ubrani, żeby pokazać, gdzie należymy.
- Dlaczego nie przejąłeś się wypadkiem tego chłopaka? - Przed moimi oczami pojawia się obraz wypadku.
- Mamy umowę - Zaczyna
- Co? - Domagam się dalszych wyjaśnień
- Obiecaliśmy sobie, że jeśli komuś z nas stanie się coś podczas wyścigów, nie zwrócimy na to uwagi. Rozumiesz prawda? Jeśli kogoś z nas zgarnie policja nie wydajemy nikogo z grupy.
- To okropne! - Mówię wypluwając prawie ciastko z buzi
- Wiem, ale zgodziliśmy się na to i nie mamy już wyjścia - Wzrusza ramionami.
To znaczy, że jeśli coś się stanie Harry'emu oni nie kiwną nawet palcami. Czy to się nazywa prawdziwa przyjaźń? To idiotyzm! Dmucham na gorącą herbatę i wypijam trochę, żeby pozbyć się resztek ciastka z buzi. Harry kładzie się obok mnie i przytula uśmiechając na widok jego koszulki. Muska moje usta i przytula. Kłądę głowę na jego torsie i zaczynam zastanawiać się czy z jego kolegą jest wszystko w porządku. Zamykam oczy i zasypiam, słysząc nad uchem dwa najcudowniejsze słowa.
- Kocham cię
♥
Jeśli przeczytałeś/aś ten rozdział i spodobał ci się, zagłosuj na niego i skomentuj! (:
CZYTASZ
I Do It Right || h.s.
FanfictionZara Horan nigdy nie była osobą, która lubi normalność. Zawsze musi zmieniać swój kolorowy świat na szare barwy i jako jedna z nielicznych potrafi walczyć do samego końca, który dla niej jest zwycięski. Inteligenta i piękna dziewczyna musi się jedn...
