3. Numer rozdartego serca.

501 17 0
                                        

Nora

Zapomniał. A może się rozmyśli?

Jedno było pewne – w moich myślach na stałe zagościła lista rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Szczególnie jej autor.

Minęły trzy dni, od kiedy opuściłam szpital. I dokładnie tyle samo, od kiedy ostatni raz wyszłam z domu. Jedyne wycieczki, jakie sobie fundowałam były tymi do kuchni i łazienki. Może i marnowałam nastoletnie lata na leżenie w łóżku, ale szczerze? Nie obchodziło mnie to. 

Męczyły mnie odgórne założenia, że dopóki nie masz miliona przyjaciół i nie spotykasz się z nimi codziennie, to twoje nastoletnie lata są w stu procentach zmarnowane.

Każdego dnia walczyłam z momentami zwątpienia, tymi podczas których chciałam wyjść z domu i zacząć żyć życiem, jakim rzekomo powinna żyć nastolatka. Jakim, w zasadzie jeszcze niedawno sama żyłam. Pomysły te jednak szybko ulatywały, gdy odcinek serialu kończył się w takim momencie, że grzechem byłoby niewłączenie od razu kolejnego. 

Takim samym grzechem było przerywanie mi w jego kontynuowaniu.

Choć za oknem nadal było jasno, na zegarku wybijała godzina szesnasta, gdy stałam przed lustrem mierząc krótkie koszulki już od co najmniej czterdziestu minut. Ich cała sterta piętrzyła się na łóżku, co nie podobało mi się w żadnym stopniu.

- Ta ci nie pasuje - powiedziała Pel, która siedziała zaraz obok kolorowych topów.

Moja przyjaciółka postawiła sobie za cel zapełnienie mojej szafy kolorowymi ubraniami z najnowszej kolekcji, jaka pojawiła się w butiku jej matki. I choć byłam jej wdzięczna, prawdą było to, że ostatnim na co miałam ochotę było mierzenie ubrań. 

Może i nie miałam planów na ten dzień, ale z pewnością bliżej było mi do zapisania sobie skończenia całego sezonu serialu niż do przebierania się w wymyślne koszulki.

Miałam na sobie luźne szare dresy, które nosiłam już trzeci dzień, oraz krótki top z wyjątkowo dużym wycięciem dekoltu. Był on zupełnym przeciwieństwem moich komfortowych, o wiele za dużych koszulek. Jednocześnie, gdyby ktoś przejrzał moje zdjęcia sprzed półtora roku to na większości z nich miałabym na sobie właśnie coś w takim stylu.

- Żadna mi nie pasuje. - Westchnęłam zrezygnowana patrząc w swoje odbicie.

Wyglądałam tragicznie.

Oprócz bladej cery wyraźnie odznaczały się cienie pod oczami, które powstały na skutek ledwie przespanej nocy. Przyklapnięte włosy spięłam w niechlujnego koka, dzięki któremu nie było widać moich splątanych końcówek.

Nigdy nie miałam niskiej samooceny. Moje problemy ze stuprocentową akceptacją siebie zaczęły się razem z początkiem choroby. Utrata siły i chęci do działania równały się znacznemu osłabieniu organizmu i zmiany mojego wyglądu.

Zdjęłam top i szybko narzuciłam na siebie moją koszulkę. Położyłam się na łóżko i zakryłam twarz rękoma. Czułam na sobie naglące spojrzenie przyjaciółki.

Pelagia była w moim życiu od kiedy tylko pamiętam. W zasadzie pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że była w moim życiu od zawsze. Nasze matki już jako nastolatki wymarzyły sobie dwójkę dzieci w tym samym wieku, więc nikogo nie zdziwiło, gdy zaszły w ciąże w podobnym czasie. Tak samo oczywista była przyjaźń moja i Pelagii. 

Jeden z ulubionych albumów rodzinnych mojej mamy jest wypełniony zdjęciami moimi i Pel z różnych okresów naszego życia. Zaczynając od zabaw w piaskownicy, przez pierwsze dni kolejno w przedszkolu i szkole podstawowej, kończąc na tych, które wywołała zaledwie kilka tygodni temu.

No more hopeOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz