22. Cisza przed burzą.

313 9 7
                                        

Nora

Największym błędem powstałym przy wyznaczaniu zadań do wykonania, było pozostawienie kuchni w ręku chłopaków. Kolejnym, jedynie minimalnie mniejszym, była nieobecność mnie i Liv w ich okolicy.

Nastał dzień urodzin. We dwie byłyśmy zajęte rozwieszaniem ozdób, by zamienić dom Lily w istną wylęgarnie Halloweenowych ozdób. Byłam tu pierwszy raz i stale nie mogłam wyjść z podziwu, jak pięknie prezentował się tu styl vintage. Duża zielona kanapa idealnie wyglądała na tle jasnych beżowych ścian i ozdób w tym samym kolorze.

Całość zaczynała wyglądać naprawdę dobrze. Salon przyciemniły czarne dekoracje. Pod sufitem wisiały czarne balony, obwieszone materiałem przypominającym pajęcze sieci. Na ścianach także zawitały małe pajączki, które już teraz zaczynały wzbudzać moją odrazę. 

W samym centrum, na małym stoliku stało wiaderko z torebkami, tak dobrze znanymi fanom Pamiętników Wampirów. Ich czerwona zawartość miała przyciągnąć uwagę wielu osób.

Porozstawiałyśmy świece i girlandy, które największe wrażenie zrobią dopiero po zgaszeniu światła. Sama nie mogłam doczekać się efektu końcowego.

Lily nie było z nami, co wyjaśniła potrzebą zrobienia dodatkowych zakupów. Choć wiedziałam, że prawdziwy powód wynikał z obecności pewnego chłopaka, który okupował jej kuchnię. 

Byłam szczerze ciekawa, jak ma zamiar wyjaśnić ich mały konflikt. Bałam się niezręczności, jaka mogłaby przytłoczyć nas tej nocy, jeśli dwójka organizatorów imprezy będzie się skutecznie unikać. A miałam do tego powody zważając na to, że dziewczyna wolała po prostu wyjść z własnego domu niż porozmawiać z Harry'm.

- Nie uważasz, że jest trochę za cicho? - spytała Liv, odrywając się od oklejania jednej ze ścian.

- Myślałam, że to normalne.

Octavia spojrzała na mnie z politowaniem.

- Normalne? Cisza, w ich okolicy zawsze oznacza coś złego.

Przewróciłam oczami na jej słowa, ale zaczęłam rozumieć jej pytanie. Zdążyłam poznać tę dwójkę na tyle, bym sama mogła powiedzieć o nim dokładnie to samo.

Wskazałam głową na drzwi i podniosłam się. Dziewczyna zrozumiała przekaz, bo sama ruszyła zaraz koło mnie. 

I dokładnie w momencie, gdy opuściłyśmy salon, na korytarzu pojawił się Thomas. W niecodziennym wydaniu.

- Co ty... - Liv zaczęła, ale zaniemówiła nim dokończyła swoje pytanie. Dłoń przyłożyła do głowy i westchnęła przeciągle.

Chłopak uśmiechał się nieśmiało. A przynajmniej tak to wyglądało. Nie sposób było rozpoznać wyraz jego twarzy, bo cała jej powierzchnia była pokrytą mąką. Z resztą nie tylko ona. Jego brązowej włosy wyglądały niczym przyprószone śniegiem, a całe ubranie od szyi w dół wyglądało równie nieciekawie.

- Wybuchło - rzekł skromnie.

Stałam z otwartymi szeroko oczami, podzielając reakcje Liv. Przyłożyłam dłoń do ust.

- Ale spokojnie! Wszystko gra - dodał, gdy żadna z nas nie odezwała się nawet jednym słowem.

Patrząc na niego zachciało mi się śmiać. Swoim białym przebraniem kontrastował z czarnym pomieszczeniem. Pod jego nogami widniały pierwsze ślady opadającego z niego proszku. 

Liv wyminęła go i wściekłym krokiem ruszyła do kuchni. Jedną ręką złapała chłopaka tak, by ten poszedł za nią. Nie zwlekając zdecydowałam się ją dogonić tak, by ominąć wszystkie ślady, jakie zostawił po sobie Thomas.

No more hopeOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz