Najpierw największe osiągnięcie tego tygodnia:
Jestem znowu w stanie skakać na skakance. Na razie tylko lajkonikiem, ale mam nadzieję, że niedługo będę w stanie skakać także żabą. Zwłaszcza, że zbliża się okres jesienno-zimowy i za parę tygodni będę musiała porzucić regularne bieganie i myślę, że dobrą alternatywą, tj. taką, która jest zarówno dobra na kondycję, jak i przyzwyczaja staw skokowy do aktywności wysoko kompresyjnych, będzie właśnie skakanka.
W poprzednim tygodniu zaczęłam być w stanie schodzić po dwa stopnie po schodach bez asekuracji (w sensie bez trzymania się poręczy i zapierania się o ścianę) i ortezy. Także są postępy.
Mam własne pieniądze i nikt nie kontroluję tego, jak je wydaję. Kupiłam sobie brokatowe długopisy z Action i nikt nie może mi na ten temat niczego powiedzieć. Świetne uczucie. Myślę, że jak w tym miesiącu oszczędzę, to w listopadzie kupię sobie porządny komplet kredek. Nie wiem jeszcze tylko, gdzie będę je trzymać na wakacjach, ale coś wymyślę.
Wzięłam ze sobą książki z domu i poukładałam je na półkach. W domu nie wolno mi było tego robić, bo tworzy to optyczny bałagan (przypomianam, że chodzi o porządnie ułożone na regale książki, nie jakiś syf). Musiałam wynieść książki na strych, więc stwierdziłam, że wezmę je ze sobą. Większości pewnie nie będę czytać, ale z nimi jest w pokoju o wiele przytulniej.
Może tworzy to bałagan optyczny, niewiem, nie mnie to oceniać. Ale moim zdaniem, regały i półki na których nic nie ma, nie wyglądają na schludne i uporządkowane, a na puste i pokój tak urządzony na smutny i pozbawiony życia.
Kupiłam sobie kalendarz na rok akademicki (tak właściwie to na szkolny, ale w nim zawiera się akademicki, więc mogę tak go używać) i nowy sweter. Zwykły szary, ale podoba mi się i jest dokładnie taki jak szukałam, a nawet nie kosztował bardzo dużo.
Muszę wrócić do bardziej regularnej aktywności, bo od niedzieli biegałam tylko dwa razy, a chciałabym wykorzystać czas, dopóki jest dość ciepło na ćwieczenia na powietrzu.
Jeśli znacie jakieś dobre termosy na jedzenie, to polećcie coś proszę. Najlepiej, żeby nie kosztowały fortuny, bo wtedy cała oszczędność z niekupowania jedzenia na kampusie zniknie.
CZYTASZ
Dziennik samodyscypliny
RandomMój dziennik, albo raczej tygodnik, o powrocie do formy, odchudzaniu i życiu.
