Poszłam do fizjo w rodzinnym mieście, i w końcu po prawie półtora roku moja kostka jest znowu całkowicie stabilna!
Oznacza to, że już nie będę czuła tego dziwnego kłującego bólu, który na szczęście czułam już coraz rzadziej. I że ćwiczenia przyniosły efekt. Oczywiście nadal muszę ćwiczyć, bo zależy mi na tym, by móc w przyszłości uprawiać niebezpieczne dla stawów sporty (koszykówka, krav maga, gimnastyka) czy być w stanie ubrać buty na obcasie, ale przynajmniej jest wyraźny postęp.
Cóż mogę więcej napisać. Byłam chora przez dwa tygodnie, a potem byłam w domu rodzinnym.
O dziwo waga całkiem ładnie spada, obecnie to 68,2kg a jestem na początku okresu, więc może za parę dni okaże się jeszcze niższa. Czyli od początku października schudłam 3 kg, mimo że oddałam krew, byłam chora i byłam w domu.
Znowu jestem w stanie robić pajacyki!
Bardzo mnie to cieszy, bo to jedno z tych ćwiczeń, które są bardzo proste i zawsze pojawiają się na rozgrzewkach, a od kiedy skręciłam sobie kostkę nie byłam ich w stanie wykonać (inne tego typu ćwiczenia to podskoki obunóż czy krok odstawnodostawny).
I jestem w stanie skakać na skakance lajkonikiem.
Ćwiczę małe skoczki i żabkę.
Myślę, że sąsiedzi z dołu muszą mnie uwielbiać.
Muszę się zebrać z nauką języków obcych, bo nie mam żadnych zajęć bezpośrednio z tym związanych na uczelni, a nie chciałabym stracić swoich umiejętności. No i wzięłam z domu rodzinnego materiały, więc szkoda byłoby tego nie wykorzystać. Jakieś rady, na powrót do regularnej nauki języków obcych po dłuższej przerwie?
CZYTASZ
Dziennik samodyscypliny
DiversosMój dziennik, albo raczej tygodnik, o powrocie do formy, odchudzaniu i życiu.
