Rozdział 20

8.8K 247 31
                                        

Matteo:

- sory że przerywam te sielankę ale jakieś podejrzane auta podjechały od przodu, musicie się ulotnić- powiedział szybko Michael i zastanawiam się skąd ten ktoś może wiedzieć że tu jesteśmy? Są tylko dwie opcje, kret u mnie albo u Sergio
- nie możemy zostawić Sergio - odezwała się Lara patrząc to na mnie to na brata
- poradzę sobie małpeczko- powiedział spokojnie - odciagne ich od Was...zabierz ją i ma być bezpieczna- dodał poważnie a po chwili wyjął broń i wstał trzymając się za bok, Lara podbiegła do niego i się przytuliła
- nie możesz! Rozumiesz nie możesz! Dopiero co Cię odzyskałam! Nie pozwalam!- krzyczała płacząc on tylko pocałował ją w czubek głowy a później oderwał się od siostry
- to mój obowiązek Lara, jako starszy brat muszę Cię osłaniać - powiedział a po chwili wyszedł, dlatego ja nie czekając już na nic wziąłem Larę za rękę i pociągnąłem w stronę wyjścia , Michale prowadził nas na tyły a w między czasie dałem znać moim żeby dyskretnie tam gdzieś czekali na nas.

I niestety jak tylko wyszliśmy ktoś nas zauważył a moi nie zdążyli do nas dołączyć, więc zaczęła się jadka. Musiałem improwizować więc pociągnąłem Larę w stronę lasu który był przy szpitalu. Biegliśmy ile sił w nogach trzymając się za ręce, strzały było słychać cały czas ale nie tylko wroga, moich ludzi także.
Nagle Lara się potknęła i przewróciła, szybko ją podniosłem i biegliśmy dalej. To był morderczy wyścig z czasem ale i też o życie mojej ukochanej, wiem że nie możemy się poddać, ale w takich chwilach los wystawia nas na próbę i nie wiem jakim cudem przed nami pojawili sie jacyś ludzie, dlatego szybko się zatrzymaliśmy i już mieliśmy zawrócić ale tam też już nas blokowali. Wziąłem Larę za siebie i wystawiłem broń, kurwa to nie może tak się skończyć, nie ona!
Po chwili zza tych ludzi wyszła jakaś postać....kobieta w kapturze, szła powolnym krokiem i stanęła przed nami
- w końcu się spotykamy Marchetti - zaczęła ściągając kaptur, nie kojarzyłem tej blondyny - oddaj mi te sukę a przeżyjesz - dodała z dziwnym uśmiechem
- po moim kurwa trupie - zawarczałem ostro
- no to da się zrobić przystojniaku - zaśmiała się patrząc dziwnie na mnie - chociaż szkoda takiej ładnej buźki - no kurwa psycholka jakaś stwierdziłem
- czego chcesz od Lary?- zapytałem wkurwiony
- jaaa? Ja tylko pracuje, mam na nią zlecenie - stwierdziła lekko co mnie jeszcze bardziej wkurwilo
- to je kurwa anuluj, zapłacę podwójnie ile tamci dali - powiedziałem hardo. A ona zaczęła cmokać i kiwać przecząco palcem
- przystojniaku to tak nie działa, jest zlecenie musi być trup, ja nie uznaje pół środków - powiedziała spokojnie, kurwa wkurwia mnie ta blondyna, może odstrzele jej ten łeb i będzie po sprawie?- no już obiecjuej szybką śmierć, kulka w główkę, nie poczujesz  nawet lalunia - dodała z uśmiechem a we mnie się zagotowało na maxa, wymierzyłem w nią pistolet a ona znów zaczęła cmokać i widzę jak wszyscy dookoła nas mierzą do mnie - to głupi pomysł Marchetti, pomyśl tylko razem zdziałamy wiele, po co Ci taka .....dziewczynka?- znowu się zaśmiała i już chciałem jej coś powiedzieć ale wtedy usłyszeliśmy krzyk
- ANI MI SIE KURWA WARZYĆ STRZELAĆ!!! - to był Sergio, wszedł powoli i stanął obok nas - co tu do kurwy się odpierdala Valeria?- krzyknął do tej kobiety
- oj no ja tylko wykonuje swoją pracę...bracie - odpowiedziała ze słodkim uśmiechem...zaraz bracie? No i już wiem skąd wiedzą gdzie byliśmy. No coraz to kurwa lepiej się robi
- kto?- Warknął do niej
- wiesz że nie mogę powiedzieć - zaczęła z uśmiechem
- nie pierdol... tylko mów do jasnej kurwy!- podszedł do niej i chwycił ją za gardło
- twoi byli starzy a tej małej obecni - zaśmiała się
- nie możliwe - usłyszałem za sobą szept Lary - kłamiesz!- wybiegła przede mnie krzycząc w stronę tej laski, a ona zaczęła się śmiać
- nie wierzysz to twoja sprawa, ale Twoi starzy zapłacili mi cały milion za Twoją głowę - oznajmiła patrząc wyzywająco Larze w oczy , Lara padła na kolana a do niej dobiegł Sergio
- nie pozwolę na to małpeczko....przysięgam - powiedział przerażonym głosem
- znasz zasady Sergio- teraz odezwała się bardzo poważnie - ona musi zginąć - dodała wystawiając broń przed siebie, zauważyłem jak od tył podchodzili moi ludzie i zaraz będzie tu ostro i mam nadzieję że Lara wyjdzie z tego cała. Podszedłem do Lary i Sergio
- moi ludzie tu są, zaraz będzie rzeź - wyszeptałem do Sergio po czym przytuliłem Lare.

I tak jak powiedziałem tak się zaczęło, strzały zaczęły padać jeden za drugim , szybko wziąłem Larę i znowu biegliśmy, tym razem Sergio był z nami, a kilkoro moich ludzi biegło koło nas. Lara była już zmęczona więc musiałem ją ciągnąć żeby jak najszybciej wydostać się z tego gówna, znowu strzelano w naszą stronę , Lara się oglądała - Biegnij!- krzyczałem do niej , tu każda sekunda jest na wagę złota. Po dłuższej chwili dostaliśmy się znowu pod szpital, tam czekało na nas auto, wepchnąłem Larę do samochodu na tylnie siedzenie, a my z Sergio usiedliśmy, z przodu, ruszyłem z piskiem opon ale niestety oni nie dopuszczali, po chwili zaczęli jechać za nami- kurwa miłą masz tę drugą siostrę - odezwałem się nerwowo
- jak widać rodziny się nie wybiera - odpowiedział również wkurwiony
- jeśli to prawda co ona mówiła...- zacząłem ale on mi przerwał
- jeśli jest zlecenie to zasady nie pozwalają nam w żaden sposób tego anulować, tylko śmierć zleceniodawcy może to przerwać - powiedział szybko - bo wtedy nie dostaną resztę zapłaty - dodał ponuro a ja wiem że mamy kurwa sytuację w chuj patową - wiem o czym myślisz Matteo...sytuacja bez wyjścia...- odezwał się po chwili
- oddajcie mnie jej - powiedziała nagle poważnie Lara
- oszalałas do reszty?! Nie ma takiej kurwa opcji!- krzyknąłem, co za pojebany pomysł
- a widzisz jakieś inne wyjście Matteo? Albo ja zginę i coś wam się przy tym stanie, albo trzeba zabić rodziców, albo zabić siostrę Sergio....to jedyna opcja żeby nic innym...Wam się nie stało - również krzyczała a ja chciałem  Zatrzymać to auto i jej przetrzepać tyłek
- nie waż się Lara- zawarczał Sergio- coś wymyślimy - dodał po chwili
- co  takiego wymyślicie Sergio? Będziecie ciągnąć zapałki, kogo zabić?- zapytała ironicznie - to nie ma sensu, odwlekamy tylko to co już jak widać nieuniknione....a może dzięki temu Wam nic nie zrobią - dodała smutno
- NIE WAŻ SIE KURWA TAK MYŚLEĆ!- wydarłem się na cały głos a ona zaczęła płakać, i gdy w końcu dojechaliśmy do domu chciałem z nią poważnie pogadać ale poczułem się słabo , każdy krok stawał się dla mnie coraz trudniejszy, obraz zaczął się rozmazywać
- MATTEO!-  to było ostatnie co usłyszałem.....

Tak wiem przepraszam że wczoraj nic nie dodałam ale za to dzisiaj specjalnie dla was nowy rozdział 🤩 🤩 🤩 🤩 mam nadzieję że się podoba 🤩 😍

Obsesja Gangstera Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz