Poprawiony rozdział 🖤
***
Noah
Ostatni raz spojrzałem w lustro. Wyglądałem dobrze. Miałem na sobie zwykłą czarną koszulkę i tego samego koloru jeansy. Włosy jak zwykle pozostawiłem w nieładzie, bo ulizane zazwyczaj mnie wkurwiały. Psiknąłem się perfumami i ruszyłem do sali.
Dostrzegłem Michaela, kiedy już byłem w korytarzu. Stał przed wielkimi drzwiami, które prowadziły do pomieszczenia gdzie miało odbyć się spotkanie. Miał na sobie to samo, co ja, tylko jego koszulka bardziej opinała jego szerokie barki. Przestępował z nogi na nogę co oznaczało, że się denerwuję.
– Co? – zapytałem, przez co przeniósł na mnie swój wzrok. Zatrzymałem się obok niego i oparłem o ścianę.
– Co co? – warknął sucho, marszcząc brwi. Jak zwykle był bez życia.
Chwilę skanowałem go wzrokiem, aż w końcu parsknąłem śmiechem. Mike posłał mi pytające spojrzenie, na co wzruszyłem ramionami.
– Co cię tak bawi? – zapytał wpatrując się we mnie, jakby właśnie zobaczył mnie po raz pierwszy.
– Ty i ta twoja niechęć do całego świata. – przewróciłem oczami, ruszając ustami w dziwny sposób. – Weź trochę korzystaj z życia, a nie chodzisz jak ostatni gbur.
Gdyby wzrok mógł zabijać, dawno już leżałbym na podłodze, ale po takim czasie, jaki z nim spędziłem, nie bałem się go ani nie obawiałem się, że coś mi zrobi. Może i nie miał kręgosłupa moralnego i uczuć, ale był moim bratem. Wiedziałem, że w głębi serca mnie kocha. Po prostu nie umiał tego okazać.
– Weź ty się odpierdol od mojego stylu życia, co? – odparł i wyjął z kieszeni paczkę papierosów, a następnie wsadził jednego między wargi. – Ciągle się mną interesujesz. Nie mam pojęcia, czy kiedykolwiek się to zmieni.
Miał rację. Był interesujący od zawsze i musiałem przyznać, że jego życie mnie ciekawiło.
Kiedy był nastolatkiem często miał kłopoty, bo kogoś pobił, albo zaczął go szarpać. Ojciec zawsze starał się mu przetłumaczyć, że nie może bić przypadkowych osób, bo wyleją go ze szkoły. Cóż, nigdy nikt nie odważyłby się tego zrobić. Michael również w to nie wierzył, bo nie zmienił się do dziś.
– Po prostu masz ciekawe życie. – parsknąłem i wbiłem wzrok w wielką doniczkę naprzeciwko mnie.
Kolejne minuty mijały nam w ciszy, aż w końcu przerwały ją odgłosy kroków. Spojrzałem w tamtym kierunku i dostrzegłem resztę moich braci. Wszyscy byli ubrani w luźne ciuchy. Dresy, koszulki, bluzy. Szli pewnym krokiem w naszym kierunku, a ja odbiłem się od ściany. Zatrzymali się obok nas i rozejrzeli po korytarzu. Poza nami było tu tylko dwóch ochroniarzy, którzy zapewne na polecenie Michaela powędrowali w drugi koniec korytarza.
– Nie weszliście jeszcze? – zapytał Gavin siadając na małej kanapie. Darcy usiadł na fotelu, a Aiden stanął obok mnie. Od razu poczułem zapach jego wody kolońskiej. Skurwiel zawsze wylewał na siebie cały flakon, by na pewno każdy wokół go poczuł. Victor podszedł do stoliczka, na którym stała butelka irlandzkiej whiskey i nalał sobie trunku do małej szklanki. Wziął małego łyka i odwrócił się w naszą stronę. Włosy jak zwykle miał zaczesane do tyłu, a zarost idealnie ogolony. Wbił spojrzenie w Darcy'ego, który teraz przyglądał się swoim paznokciom.
– Wejdziemy, kiedy ojciec nas zaprosi. Jest teraz z Madelyne. – odpowiedział lodowatym tonem, który u obcych osób zawsze wywoływał ciarki. Na nas nie robił wrażenia.
– Ruchają się? – zaciekawił się Darcy, na co się uśmiechnąłem.
– Boże, Darcy. – westchnął Victor. – Zbierają jakieś papiery na Josha. – odparł spokojnie, a uśmiech z mojej twarzy zniknął. Zacisnąłem mocniej szczękę, a moje dłonie zaciskałem w pięści.
– Wiedziałeś, o czym chcę z nami gadać? – burknąłem wymierzając w niego palca. Kiwnął głową i upił kolejnego łyka. Wkurwiało mnie to, że zawsze dowiadywałem się o wszystkim jako ostatni. Czasami naprawdę miałem dość tej rodziny.
– Nie zachowujcie się jakbyście mieli po pięć lat. – wtrącił się Aiden.
– Tak, ale... – zacząłem, ale przerwał mi dźwięk otwieranych drzwi obok mnie. Spojrzałem w tamtym kierunku i zauważyłem Madelyne, która otworzyła szerzej skrzydło.
– Wchodźcie. – powiedziała zachrypniętym głosem. Miała na sobie czarną obcisłą sukienkę. Wysokie szpilki wydłużały jej nogi, a czarne jak noc włosy zostawiła rozpuszczone. Miała delikatny makijaż, przez co jak zwykle wyglądała pięknie.
Madelyne Torres była żoną Arnolda Torresa od dwóch lat. Nasz ojciec poznał ją na wyjeździe i stwierdził, że się zakochał. Po kilku miesiącach postanowili wejść w związek, a po kilku tygodniach Arnold się jej oświadczył. Szybko wzięli ślub, na który zaprosił tylko najbliższych. Mimo, że dzieliło ich osiemnaście lat, kochali się bezgranicznie.
Chociaż nie miałem pojęcia, jakim cudem kobieta jeszcze nie była w ciąży. Ale nie chciałem, by się to zmieniło.
Wszedłem do pomieszczenia, a moje policzki owiał chłodny wiatr. Dwa okna były otwarte, przez co w pokoju było dość chłodno. Na białej ścianie wisiał nasz rodzinny obraz. Ojciec na fotelu, Madelyne na jego kolanach, a my wszyscy dookoła. Z wysoko sklepionego sufitu zwisał złoty żyrandol. Przede mną stał wielki podłużny stół, na którym leżało dość sporo papierów. Telewizor na jednej ze ścian był wyłączony.
Na jednym z foteli siedział ojciec. Miał w rękach jakiś papier i wlepiał w niego wzrok. Był ubrany w czarną koszulę i czarne spodnie, a jego czarne włosy były ładnie ulizane do tyłu. Nawet na mnie nie spojrzał, kiedy usiadłem na miejscu obok niego. Jego szczęka była zaciśnięta tak bardzo, że nie wiedziałam, jak nie wykruszył sobie zębów.
Po lewej stronie ojca usiadła Madelyne. Kolejno obok mnie usiedli Victor, Michael, Aiden, Gavin i Darcy. Czekaliśmy, aż ojciec się odezwie, ale tego nie zrobił. Zamiast tego wstał i podszedł do okna z dłońmi w kieszeniach spodni.
– Tato, co się dzieje? Victor mówił, że coś z Joshem. – ciszę przerwał Darcy, ale jego głos był niepewny.
– Jak wiecie... – zaczął ojciec – Josh Lee wiele razy próbował podłożyć mi kłody pod nogi. Parę razy się o nie potknąłem, ale nigdy nie upadłem. Starał się zniszczyć mój interes, ale mu się nie udało. Po wielu próbach zniknął na trzy miesiące. Myślałem, że odpuścił, ale nie. Oczywiście, że nie odpuścił. – parsknął i odwrócił się w naszą stronę. Wzrok utkwił w szklance na stole. – Nie byłem zszokowany. Byłem zaskoczony, że nadal próbuje. Jak zwykle nic mu nie robiłem, pozwalałem, by się pobawił, a później odszedł ze spuszczoną głową.
– Tato, do sedna. – powiedziałem, bo znałem te historie.
– Znów próbuję. Zawsze miał taktykę, by odstraszać ode mnie klientów, bo wiedział, że firma to tylko przykrywka. On wie, czym dokładnie się zajmujemy i kim jesteśmy. Wie, że jestem mafiosom. Wczoraj miałem bardzo ważne spotkanie. Czekałem już w gabinecie na mojego gościa. Aż dostałem telefon. Mój człowiek zadzwonił do mnie i powiedział, że Josh rozmawiał z tym człowiekiem. To jeden z moich najważniejszych wspólników. Zdenerwowałem się, ale nic nie zrobiłem. Myślałem, że pogada i nic to nie zmieni. Ale zadzwonił mój wspólnik. Powiedział, że wycofuję się ze współpracy ze mną. Wściekłem się. Wiedziałem, że to sprawka Josha. I wiem, że to zaszło za daleko. – mówił spokojnym tonem, ale wiedziałem, że w środku jest bliski od wybuchu.
– Od wczoraj szukałam o nim jakiś przydatnych informacji. – powiedziała Madelyne, przez co na nią spojrzałem. Trzymała w rękach ten sam papier, który przed chwilą trzymał Arnold. – Znalazłam ich wystarczająco.
– No? – ponaglił ją Gavin.
– Josh ma dwójkę dzieci. – zaczęła Madelyne, ale Darcy jej przerwał.
– No tak. Laylę i Davida.
– Nie przerywaj mi. – zarządziła, na co spuścił głowę. – Ma syna i córkę. Layla ma osiemnaście lat, a David trzynaście. Z początku myślałam, że oboje są dziećmi jego i Jasmine, czyli jego żony. Owszem, Layla tak, ale nie David. Zdradził Jasmine. Nie wiadomo, co stało się z matką Davida. Od zawsze był ze swoim ojcem i jego rodziną. Ma bardzo dobre relacje ze swoją macochą i przyrodnią siostrą. Jak wiadomo, w organizacji, do której należy Josh trzeba mieć dzieci ze swoją żoną. Firmę odziedzicza syn. Musi mieć potomka. Jednak jeśli chłopiec nie jest z małżeństwa, nie może być brane pod uwagę jako przyszły dziedzic. Josh o tym wiedział, więc chciał mieć jeszcze jednego syna, tym razem z Jasmine. Okazało się jednak, że nie jest w stanie już zajść w ciąże w związku z komplikacjami przy porodzie Layli. Był załamany, kiedy się o tym dowiedział. Bał się, że jego wieloletnia praca pójdzie na marne. – mówiła, a ja ledwo za nią nadążałem.
– Długo szukaliśmy jego słabego punktu. – wtrącił ojciec. – Odpowiedź była banalna.
– Czy on ma, kurwa, jakieś słabe punkty? – zapytał Gavin przez zaciśnięte zęby.
– Ma. Jeden. – odpowiedziała Madelyne i spojrzała na Arnolda. – Przez wiele godzin rozmawiał z organizacją, czy jego córka mogłaby odziedziczyć jego firmę. Zgodzili się. Kiedy Josh Lee umrze, jego stery ma przejąć Layla Lee. Jednak ona tego nie chce.
– I co to ma w związku z nami? – zapytałem, nie rozumiejąc.
– Layla Lee jest jego słabym punktem. Kiedy uderzymy w nią, Josh będzie przerażony.
– Co masz na myśli mówiąc, że w nią uderzymy? – zapytał Victor.
– Layla nie zgodziła się na przejęcie firmy po ojcu. Nienawidzi go. Nie wiem jednak czemu. Josh ciągle stara się ją przekonać, ale na razie jest nieugięta.
– Ale co nas to obchodzi? – warknął Aiden. – Odstrzelić go i po sprawie.
– Któryś z was musi wejść z nią w związek. Udawany. Mamy nadzieję, że Layla się na to zgodzi. – powiedziała, a ja byłem pewny, że żartuję. Jej poważna mina jednak nie wyrażała ani trochę rozbawienia. Zastygnąłem w miejscu i wpatrywałem się w nią jakby co najmniej była przybyszem z innej planety. Reszta braci wyglądała tak samo.
– Tak, pewnie zastanawiacie się po co, dlaczego. Już wam mówię. – burknęła widząc nasze miny. – Kiedy Josh się dowie, wścieknie się. Zapewne zacznie ją wypytywać, dlaczego akurat Torres. Wtedy dziewczyna zacznie wyciągać z niego informację. Popyta dlaczego tak nas nienawidzi i jakie ma wobec nas zamiary. Odpowie jej, bo chce zdobyć jej zaufanie. I chcę, by zgodziła się na przejęcie firmy. Kiedy już się dowiemy, będziemy mogli skończyć to przedstawienie. Zakładamy, że potrwa to góra trzy, cztery miesiące, bo musi to wyglądać wiarygodnie. Któreś z was będzie z nią gdzieś chodzić, a paparazzi będzie miało nowy temat do plotek. Pojawicie się na kilku bankietach, imprezach. Chcemy, by w taki sposób Josh się dowiedział. Kiedy go złapiemy, najpewniej go zabijemy. Chcemy dowiedzieć się, ile wie i czy jesteśmy zagrożeni. Może komuś powiedział, jeśli ma dowody. Jest przeszkodą, którą trzeba wyeliminować. Kiedy już go złapiemy, ten, kto będzie z nią udawał, poinformuję w social mediach, że niestety, ale wasze drogi się rozeszły. Taki jest plan. Trzeba go wdrożyć jak najszybciej. Josh może knuć kolejne akcję, a my nie chcemy tracić wspólników i dobrej reputacji. Jeśli Layla się jednak nie zgodzi, sami go złapiemy. Będzie to trudne, ale damy radę. Chcemy się trochę z nim pobawić.
Nie byłem zdziwiony. Byłem w takim szoku, że przez chwilę nie oddychałem. Tak, mój ojciec był pojebany, ale nie sądziłem, że aż tak bardzo. Nie wiem, czy Arnold naoglądał się za dużo filmów akcji, ale to nie była fikcja. To było prawdziwe życie.
To nie miało żadnego sensu, skąd mógł wiedzieć, że ta dziewczyna się zgodzi? To jego córka. Myślał, że któryś z nas do niej pójdzie, przedstawi plan, a ona z uśmiechem na twarzy się na to zgodzi? Czy on był jebnięty? Mógł od razu go złapać, a nie wykorzystywać nas.
– Wiesz, od zawsze wiedziałem, że byłeś pierdolnięty. – zaczął Victor, wlepiając rozwścieczony wzrok w ojca. – Ale nie wiedziałem, że aż tak! Myślisz, że ona się na to zgodzi? Że wyda własnego ojca, bo ty tego chcesz? Skąd wiesz, że go nienawidzi?
– Synu, po pierwsze, główkowałem nad tym całą noc. Nie zmrużyłem oka, bo próbowałem wymyślić coś, żeby zniszczyć tego kutasa. Po drugie, informacje, które przedstawiła Madelyne są w stu procentach prawdziwe, bo je sprawdziłem. Po trzecie, nie brałem cię pod uwagę jako potencjalnego kandydata na jej udawanego chłopaka. Prędzej by uciekła, niż weszła z tobą w udawany związek. – odparł spokojnie Arnold i z powrotem usiadł na fotelu.
– A kogo brałeś pod uwagę? – zapytał Aiden.
– Jednego. – odparł ojciec, a ja zesztywniałem. Miałem nadzieję, że nie miał na myśli mnie.
– Kogo? – zapytałem, coraz bardziej się denerwując.
Arnold spojrzał na mnie a w jego czarnych oczach dostrzegłem małą iskierkę. Chwilę jeszcze mi się przyglądał, aż w końcu spojrzał na swoją żonę.
– Pokaż jej zdjęcia. – powiedział i wskazał na telewizor.
Madelyne wzięła do rąk laptopa i zaczęła coś na nim klikać. Po chwili na ekranie telewizora wyświetliło się zdjęcie.
Fotografia przedstawiała brunetkę, która szeroko się uśmiechała. Jej białe, równe zęby odbijały blask słońca. Jej wielkie, zielone oczy wpatrywały się w stronę nieba. Na policzkach było widać lekki rumieniec. Miała na sobie zwiewną błękitną sukienkę, która pod wpływem wiatru opięła jej ładne ciało. Za nią rozciągał się ocean i plaża. Była piękna.
Kolejne zdjęcie przedstawiała ją i jej brata. Oboje mieli naburmuszone miny, i wydęte usta. Patrzyli w innym kierunku. Layla miała spięte włosy, a ręce założone na klatce piersiowej. David miał jasnobrązowe włosy, które były w nieładzie. Jego niebieskie oczy nie były tak wielkie jak jego siostry, ale wciąż nie małe. Oparł się dłońmi o krzesło, na którym siedział i lekko się uniósł.
Po chwili ekran telewizora zgasł, a ja wlepiłem wzrok w swoje złączone na stole dłoniach. Przełknąłem ślinę, bo już wiedziałem. Wiedziałem, kogo wybrał mój ojciec.
– Czy po tych zdjęciach wiecie, kogo wybrałem? – zapytał ojciec, przez co spojrzałem na moich braci. Każdy wlepił we mnie wzrok. Ich wyraz twarzy wyrażał współczucie.
Layla była podobna do mnie.
Była taka jak ja.
– Mnie. Wybrałeś mnie. – powiedziałem, spoglądając na ojca. Uśmiechnął się, pokazując swoje białe zęby.
– Dokładnie, Noah. Wybrałem ciebie.
Czasem zastanawiałem się, jak wyglądałoby moje życie gdybym był w związku. Czy ciągle bym gdzieś z nią wychodził? Czy wieczorami mielibyśmy oglądać filmy i pochłaniać tony popcornu? Czy byłbym w stanie oddać za nią życie? Czy kochałabym ją bezgranicznie? Miałbym pokazywać się z nią na wszystkich bankietach i mówić, że jest miłością mojego pojebanego życia? To do mnie nie pasowało. Więc dlaczego, do kurwy, ojciec wybrał mnie? Dlaczego w ogóle wymyślił coś takiego? Ile my mieliśmy lat?
– Dlaczego? – zapytałem ojca. – Wiesz, że to do mnie nie pasuje. Wychodzenie z jakąś dziewczyną na bal, czy na zwykłe spacery. Miłość nie jest dla mnie i dobrze o tym wiesz. Nawet udawana.
Naprawdę go nie rozumiałem. Arnold znał mnie jak nikt inny i wiedział, że nie umiem okazywać uczuć i nie umiem kochać nikogo poza moim rodzeństwem. Nigdy nie byłem w poważnym związku, a seks traktowałem jako zabawę.
– Bo możesz zdziałać najwięcej. Jesteś najstarszy i umiesz najlepiej manipulować. A tutaj trzeba ją zmanipulować, by się zgodziła. Nie masz z tym problemu, więc dlatego. – odpowiedział i spojrzał na resztę rodzeństwa. – Kiedy się zgodzi, zaprosimy ją na kolację. Oczywiście nie powiemy jej o całym planie, tylko o jego części. Jeśli poznałaby nasze prawdziwe zamiary, wątpię, by się zgodziła.
– Ta? I co powiemy? – zaśmiał się Darcy, patrząc na ojca jak na osobę z zespołem downa. – Cześć, jesteśmy mafią i chcemy cię wykorzystać, żeby zajebać twojego ojca. Super pomysł, nie sądzisz?
– Nie powiemy jej, że chcemy go zabić ani że jesteśmy jakąś mafią, puknij się w głowę. – dodał, biorąc do ręki szklankę z wodą. – Powiemy, że musimy dowiedzieć się, jakie ma wobec nas zamiary. Przecież mamy tyle fundacji, jesteśmy dobrymi ludźmi.
Oficjalnie, prowadziliśmy fundację charytatywnę. Dla dzieci, dorosłych, starszych. Dla wszystkich z każdej możliwej okazji jaka była. Musieliśmy pokazywać, że pomagamy ludziom, a nie ich zabijamy czy krzywdzimy. Policja i tak na nas spogląda od długiego czasu. Dokładnie wiedzieli, że te akcje to tylko przykrywka, ale nie mieli na nic dowodu, także mieliśmy wolne życie. Mogliśmy robić co chcemy, tylko tak, by się nie zdradzić.
– Jak mam jej zaproponować tej jebany związek? – zapytałem, coraz bardziej się denerwując. – Czy ja w ogóle muszę się zgadzać?
Ojciec popatrzył na mnie, jakbym był idiotą. Po chwili wstał z fotela, trzymając w dłoni już pustą szklankę. Byłem tak zamyślony, że nie zorientowałem się, kiedy ją opróżnił. Stanął tyłem do nas.
– To twoja decyzja. Wiesz, ile złego nam wyrządził. Wy wszyscy wiecie. Nie chciałbyś patrzeć, jak się bawimy, a on staje się bezradny, bo jego córka jest z jednym z Torresów? – zapytał ochrypłym głosem, w którym było słychać tonę cynizmu.
Czy chciałem? Wiedziałem, ile razy próbował nas zniszczyć. Pragnąłem zemsty, ale czy do tego musieliśmy wykorzystywać jego córkę? Jeśli to miało go zlikwidować, byłem w stanie to zrobić.
– No właśnie. – dodał ojciec, bo moje milczenie wyraźnie oznaczało to, że się zgodziłem.
CZYTASZ
Lie To Me
Romance„Wchodziła w jego życie jak burza. A on... po czasie nauczył się tańczyć w deszczu." Layla Lee całe życie spędziła za murami ochrony - z dala od brutalnego świata mafii, który oddycha przemocą, tajemnicami i zdradą. Ale ten świat nie zapomina. I nie...
