Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

Rozdział 10

901 33 2
                                        

Noah

Miałem ochotę coś rozjebać.
Gdy ojciec zadzwonił do mnie i powiedział mi, że Josh do nas jedzie, prawie powyrywałem włosy lasce, która lepiła się do mnie na wyścigu. Odepchnąłem ją i ruszyłem przed siebie. Bez zastanowienia wsiadłem do samochodu i przyjechałem z powrotem do Atlanty. Na szczęście byłem już po wyścigu, który zresztą wygrałem, a pieniądze wpłynęły na moje konto. Zaczęła zbierać się tam bardzo ładna sumka. Gdy jechałem, zadzwoniłem do Victora, by przyjechał do domu, bo Josh nas odwiedził. Niestety, w popłochu pomyliłem numery i zadzwoniłem do Darcy'ego. Moje szczęście nie istniało, a pech towarzyszył mi na każdym kroku.
Wjechałem na posesję naszego domu i dostrzegłem na parkingu czarnego Mercedesa. Zawsze jeździła w nim Layla, ale pewnie był jego.c Wziąłem torbę z miejsca pasażera i wyszedłem z auta, trzaskając drzwiami. Krew drżała w moich żyłach. Nie dość, że mieliśmy dużo na głowie, to jeszcze ten kutas coś od nas chciała. Ja pierdolę.
Ten człowiek nie miał wstydu ani godności.
Wpadłem do domu jak rakieta i od razu skierowałem się do salonu. Nikogo tam nie zastałem, więc wszedłem po schodach i stanąłem przed drzwiami gabinetu mojego ojca. Chwyciłem klamkę i ją przekręciłem, rzucając torbę na podłogę obok. Pchnąłem drzwi i wpełzłem do środka, łapiąc za pistolet, który miałem w kieszeni. Na wszelki wypadek, bo nie wiedziałem, czego mam się spodziewać.
Ojciec siedział za biurkiem, ubrany w czarną koszulę. Jego włosy były ulizane, a zarost przystrzyżony idealnie. Obracał w dłoni pustą szklankę, wpatrując się lodowatym wzrokiem w Josha. Ten za to siedział na kanapie pod ścianą i wyglądał jakby miał się zesrać, choć udawał, że wszystko ma pod kontrolą. Wyglądał jak typowy człowiek, który za wszelką cenę chce złapać i zamknąć wszystkich złych ludzi. Miał na sobie jakieś pedalskie szmaty, które wyglądały, jakby kupił je na dziale damskim. Żenada.
– Będziemy robili nowy interes? – zapytałem, spoglądając na ojca. – O nazwie cyrk?
Arnold się nie odezwał, tylko kiwnął głową, dając mi znak, żebym usiadł na krześle przed jego biurkiem. Chwyciłem je i odwróciłem w stronę naszego gościa. Usiadłem na nim, opierając łokcie o uda. Wbiłem wzrok w Josha i czekałem.
– Wiem, że masz obsesję na naszym punkcie, ale wchodzenie do naszego domu to chyba nie przystoi, prawda? – kipiłem ironią, ale mój wyraz twarzy był poważny.
– Zostałem tutaj wpuszczony, więc to nie wtargnięcie, a czyste odwiedzenie innych ludzi. – odpowiedział tak profesjonalnie, że mnie aż wykręciło. Ja pierdolę.
– Doprawdy? – parsknął ojciec, a w jego głosie wyraźnie drżała wściekłość. – Z tego co wiem, jebnąłeś moim ludziom nakazem prosto w twarz, a potem wbiłeś tu jak do siebie. – Zmrużył oczy. – Tak jeszcze ludzi nie zapraszałem do mojego domu.
– Ktoś w końcu musiał przyjść zobaczyć, co dzieję się w tym... – przerwał, rozglądając się po pomieszczeniu. Cmoknął trzy razy. – Burdelu.
– Czego chcesz? – zapytałem z zaciśniętą szczęką.
– Noah... – spojrzał na mnie, łapiąc do ręki swoją teczkę. – Myślisz, że jesteś królem życia. – pokręcił głową, poprawiając okulary na swoim nosie. – Muszę cię zmartwić. Nie jesteś.
Josh powoli otworzył teczkę, a jego ruchy były tak spokojne, że aż mnie zirytowały. Jakby chciał pokazać, że to on tu ma przewagę, że to my powinniśmy się denerwować. Wyjął cienką teczkę z kilkoma dokumentami, ułożył ją na kolanach i podniósł na mnie spojrzenie.
– Jednym podpisem mogę was wszystkich rozłożyć na łopatki – powiedział chłodnym, opanowanym tonem, który jeszcze bardziej działał mi na nerwy. – Na papierze jesteście legalną fundacją. Pomagacie ludziom, inwestujecie, dajecie miejsca pracy... – machnął ręką, jakby to wszystko było jedną wielką farsą. Bo było. Tylko on miał o tym nie wiedzieć. – Ale nieoficjalnie? Jesteście największą organizacją przestępczą w tej części stanu. I wierzcie mi, wystarczy jeden telefon, a wszystko to, co tak starannie budowaliście, pójdzie w diabły.
Zacisnąłem dłoń w pięść. Kurwa mać. Chciałem powiedzieć, że nie miał racji, że byliśmy w stanie się wybronić. Ale nie. On miał papiery. Dowody. Miał wszystko. Miał nas... w garści. I to wkurwiło mnie najbardziej.
– Nie wiem, o czym ty mówisz. – powiedział Arnold. Wstał, zapalił papierosa i stanął za mną. – Masz obsesję na naszym punkcie. My pomagamy ludziom, a ty chcesz nas zamknąć. Za co? – zaśmiał się. – Za to, że próbuję pomagać ludziom?
Lee w odpowiedzi jedynie się uśmiechnął i popatrzył na nas dłuższą chwilę.
– Jesteście do siebie tacy podobni... – westchnął, kręcąc głową. Zupełnie zignorował słowa mojego ojca, jakby w ogóle nie miały znaczenia. – Ale Noah wciąż masz w sobie dużo z matki. – chciałem go zmiażdżyć, gdy wspomniał o matce. – Arnold... Żałuj, że ją zostawiłeś. To była wspaniała kobieta.
Mój ojciec zacisnął szczęki i pięści. Wiedziałem, że temat Ursuli go bolał. Nienawidził, gdy ktoś o niej wspominał. Nawet ja. Była jego pierwszą miłością, a moją matką. Nikt nie miał prawa o niej rozmawiać.
– Wypierdalaj stąd. – warknąłem w jego kierunku. Zaśmiał się, ale posłusznie się podniósł.
– To jest nakaz aresztowania Noaha, ale mogę też wydać was wszystkich. – dodał, kładąc na biurku papier. Potem znowu na nas spojrzał i ukazał swoje zęby w szerokim uśmiechu. Chciało mi się rzygać. – Jeden podpis i idziecie siedzieć na długie lata.
– Odpierdol się od nas. – wstałem z fotela i stanąłem za nim. Górowałem nad nim dużo, więc czulem się pewniej.
– Odpierdol się od mojej córki. – spojrzał mi głęboko w oczy, jakby samym spojrzeniem chciał przekazać, co miał mi do powiedzenia. – Inaczej podpiszę te papiery, podrzucę ci jeszcze kilogram heroiny do samochodu i wpakuję za kratki na dożywocie, rozumiesz?
Zamarłem. Nie wiedziałem nawet, co mam odpowiedzieć.
– Byłeś królem życia. – wyszeptał, bym tylko ja słyszał. – Korona ci już spadła, a zamek zaraz się zburzy. Królowa odejdzie, a ty zostaniesz z niczym.
Królowa odejdzie.
Musiałem z nią porozmawiać.
Coś mi tu śmierdziało. Był zbyt pewny tych słów.
– Zbędnym słowem ustnie karam, biorę torbę i spierdalam. – rzucił na odchodne i wyszedł z pomieszczenia. Zostawił po sobie tylko zapach drogich perfum.
Spojrzałem na ojca, który wpatrywał się w jeden punkt.
– Trzeba go odjebać, tato. – oznajmiłem twardym, stanowczym tonem. – On nas zniszczy.
– O tym zadecyduję ja, Noah. – odpowiedział, wkładając ręce do kieszeni. – I decyduję, że ma żyć. Layla to załatwi. – spojrzał na mnie z czymś, czego nie umiałem określić. – Wierzę w nią.
Wyszedłem stamtąd, trzaskając drzwiami.
O co tutaj chodziło?
***
Uderzałem w worek bez opamiętania. Moje ręce odmawiały posłuszeństwa, ale nadal zadawałem ciosy. Potrzebowałem tego. Chciałem choć na chwilę oderwać myśli od tego szamba, ale się nie udawało. Moja głowa wybuchała od gromadzących się w niej myśli. Nie umiałem ich wyciszyć, przejęły nade mną kontrolę, sterując moim umysłem.
Layla pokazywała mi, że zaczyna być po naszej stronie. Nawet zacząłem myśleć o tym, że mogę jej zaufać. Ale po dzisiejszym? Zacząłem w to wątpić. Nie miałem pojęcia, czy coś o tym wszystkim wiedziała, ale pragnąłem się tego dowiedzieć.
Wiedziałem jednak, że jej nienawiść do niego jest prawdziwa. Widziałem to w jej spojrzeniu, gdy o nim mówiła. Znałem takie spojrzenie. Doskonale je znałem.
Josh naprawdę musiał odjebać niezłe gówno, że jego córka aż tak go nienawidziła.
Layla nosiła grubą maskę. Chciałem wiedzieć, jakie naprawdę ma wobec nas zamiary. Czy nas zdradzi czy okaże się naszym wybawieniem?
I o ile zastanawiało mnie to, jaka naprawdę jest ta dziewczyna, to przez umysł przebijała się jedna głośna myśl.
Mój ojciec.
To wszystko zaczęło być podejrzane i to bardzo. Dokładnie wiedział, że Layla nie przejmie interesów Josha, więc dlaczego od razu go nie zlikwidował? Nie miał nic do stracenia, a ludzie Lee chuja mogli nam zrobić. Ten skurwiel był tylko przeszkodą, marnym elementem naszej gry. Arnold kombinował i to bardzo. Znałem go na tyle, by wiedzieć, że ma jakiś drugi plan. Mój tata nie słynął z okazywania litości jego wrogom. Bez skrupułów ich zabijał lub się na nich mścił. Jednak z Joshem była inaczej.
Arnold coś ukrywał.
Ojciec nie przewidział, że ja też jestem przebiegły i sprytny. Wychował mnie tak, jak mnie wychował. Na bezuczuciowego skurwiela. Przynajmniej tak myślał. Oczywiście, że miałem uczucia. Byłem człowiekiem, musiałem je mieć. Ja po prostu ich nie okazywałem na prawo i lewo. Nauczyłem się je wpychać do środka i o nich nie mówić.
W naszym świecie emocje i uczucia oznaczały zgubę.
Zacząłem nurkować w niebezpieczne głębiny.
Moje rozmyślenia przerwało szarpnięcie. Odwróciłem się i dostrzegłem Michaela, który miał na sobie jedynie czarne spodenki. O ile ludzie często uważali mnie za mrocznego i niebezpiecznego, to przy nim wyglądałem jak jebany harcerzyk. Michael nie miał w sobie ani grama emocji. Żadnej radości, żadnej złości, żadnego życia.
Ojciec uczył nas braterstwa, trzymania się razem nawet wtedy, gdyby cały świat się na nas zawalił. I faktycznie, między braćmi Torres było coś więcej niż więzy krwi. Mogliśmy sobie ufać bez granic. Ale Mike? On zawsze stał z boku. Z nami, ale jakby obok. Jego domem był cień, a jego oddechem – mrok. Bo to był jego dom. Mrok i cień. Czeluści najgorszych miejsc na tej ziemi. Michael nie żył. On egzystował.
– O czym tak myślałeś, że mnie nie słyszałeś? – zapytał niskim głosem, który idealnie do niego pasował. – Powinieneś być czujny.
– We własnym domu? – zmarszczyłem brwi, a mój brat kiwnął głową, zakładając rękawice na ręce.
– Szczególnie tutaj.
Obserwowałem, jak uderza pięściami w powietrze, podskakuje, robi uniki. Mike był najlepszy z nas wszystkich. Był w stanie pokonać każdego. Może dlatego, że od dzieciaka ćwiczył bardzo intensywnie. I może dlatego, że pierwszego człowieka zabił w wieku jedenastu lat.
Od tamtego dnia był inny.
Zmienił się.
– To dziwne. – mruknąłem, siadając na ławce.
– Co jest dziwne?
– Ten cały układ. – oparłem głowę o worek i spojrzałem na swoje rękawice. – Nie rozumiem ojca, od razu mogliśmy go odstrzelić.
– No, mogliśmy. – poparł mnie Michael. Uniosłem głowę i napotkałem jego czarne tęczówki. Jak zwykle były puste. – Stary zawsze wymyśla swoje gierki, a ty jak jego pies posłusznie w nie grasz.
– To ma drugie dno, Michael, jestem tego pewny. – zeskanowałem ciało mojego brata, ignorując jego słowa, bo niestety, miał rację.
Chłopak odszedł na bok i wszedł na ring. Przewróciłem oczami, bo wiedziałem, że chcę stoczyć pojedynek. Ruszyłem za nim i również wpełzłem na matę. Niepotrzebnie z nim o tym gadałem, mogłem przewidzieć, że nie będzie wiedział, co ma powiedzieć. On nie umiał rozmawiać o myślach, emocjach, uczuciach, bo po prostu nigdy sam tego nie poczuł i nie wiedział, jak to jest.
– Nie szukaj dziury w całym. – oznajmił, na co uniosłem brwi. – Nie zawsze wszystko ma drugie dno i ukryte znaczenia.
– To akurat ma. – zdjąłem rękawice i włożyłem ochraniacz do ust. Michael do mnie podszedł i zapiął mi rękawice z powrotem. Kiwnąłem głową i zrobiłem krok do tyłu. Wyciągnąłem rękę, a gdy jego dotknęła mojej, ruszyłem do przodu.
Wymierzyłem cios w twarz, ale Michael perfekcyjnie go ominął. Odskoczyłem na bok, a chłopak się wyprostował i zaczął kierować się w moją stronę. Jego nogi były zbyt stabilne, nie było po co w nie celować i tak nic by to nie dało.
Kolejny mój cios przeciął powietrze. On zrobił unik tak płynny, jakby od zawsze wiedział, co zrobię. Nim zdążyłem się obrócić, jego pięść wylądowała w moim żebrze. Syknąłem, a on parsknął.
– Ja pierdolę, już nawet Darcy broni ten cios. – zaśmiał się, na co przewróciłem oczami.
Nawet tego nie skomentowałem.
Gdy stanął przede mną, zauważyłem, jak jego prawa ręka zbiera się do ataku. Schyliłem się, a jego ręka przeleciała nad moją głową. Szybko się zamachnąłem i wymierzyłem cios w szczękę od dołu. Jego głowa odleciała do tyłu, a ja szybko się podniosłem i na niego skoczyłem. Poprawiłem się i zacisnąłem jego głowę między moje uda. Od razu zaczął się wyrywać, ale ja trzymałem z całych sił.
Nagle jego nogi pojawiły się wokół mojej głowy. Nim się odsunąłem, złapały mnie i zacisnęły. Michael się wyprostował, uwalniając głowę z mojego uścisku. Teraz on mnie dusił.
– To było dobre. – usłyszałem jego głos, gdy szybko się poprawił i objął mnie rękoma.
Zaczęło brakować mi powoli tlenu, opadałem z sił. Nie chciałem tu umierać. Jeszcze nie teraz.
Po kilku sekundach odklepałem, więc mnie puścił. Opadłem plecami na podłogę. Wyplułem ochraniacz z ust i zębami odpiąłem rękawice. Ściągnąłem je obie, kładąc głowę na ringu. Moje dłonie były czerwone i mnie bolały, ale lubiłem ból fizyczny. Pomagał mi zapominać o tym psychicznym.
– Kolejny raz cię pokonałem. – odezwał się zziajanym głosem. Wpatrywałem się w czarny sufit, aż nagle zawisł nade mną.
– Tylko tobie się to udaję. – powiedziałem, a na moje usta wpłynął uśmiech.
– Mam czuć się wyjątkowy?
– Chyba tak. – wzruszyłem ramionami, podnosząc się. Stanąłem na ringu i lekko się zakołysałem, ale szybko złapałem równowagę. Moja głowa zaczęła boleśnie pulsować. Pora wziąć tabletki.
– Zacznij przewidywać moje ruchy. – poklepał mnie po ramieniu i skierował się do wyjścia.
Nie odpowiedziałem mu. Słyszałem, jak zaczął uderzać w worek. Westchnąłem i zgarnąłem ręcznik, który leżał na ławce, a następnie wszedłem do łazienki. Rozebrałem się i wszedłem pod prysznic, a kiedy zimna woda zderzyła się z moim ciałem, odchyliłem głowę do tyłu i zacząłem myć całe ciało.
Nie mam pojęcia czemu, ale do mojej głowy wpadła Layla. Musiałem do niej pojechać i z nią porozmawiać. Nie obchodziło mnie to, że była już prawie noc. To ja dyktowałem zasady i to ona miała się pod nie dostosować.
Dodatkowo, za cztery dni razem z Aidenem miała włamać się do biura jej ojca. Wiem, że spotkali się u niego w domu dwa razy, by obmyślić plan. Podobno był już gotowy. Nie znałem go, ale wierzyłem, że mój młodszy brat wszystko ogarnął. A ona nie mogł się wycofać.
Wsiadłem do auta i dodałem gazu, kierując się na jej osiedle.
Ojciec zabije mnie, gdy jakimś cudem dowie się, co chciałem zrobić.

***

sorki za przerwe

tt: lilyyautorka

#lietomewatt

Lie To MeOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz