Rozdział 19

752 30 0
                                        

Kilka nietypowych rozdziałów...

***

Noah

8 lat temu

Miałem dzisiaj osiemnastkę.

Czekałem na ten dzień odkąd skończyłem dziesięć lat. Odliczałem każdy dzień, aż w końcu się doczekałem. Byłem dorosły.

Równało się to z tym, że byłem wolny.

Od ojca, od interesów, od rodziny.

Od całego szamba, które miało cokolwiek wspólnego z moim nazwiskiem.

Moja mama przyklejała właśnie czarną różę na ściankę dekoracyjną. Znowu się odkleiła, a ona za każdym razem z nią walczyła. Bardzo się starała. Doceniałem jej pomoc i zaangażowanie w to wydarzenie. Było dla mnie bardzo ważne.

Ojciec nie kiwnął palcem. Dał mi tylko pieniądze i powiedział, bym zrobił z nimi to, co uważam za słuszne. Tak mi pomógł.

Czyli tak jak przez całe moje życie. Nic się nie zmieniło.

– Mamo! – zawołałem, zbliżając się do niej.

Miała na sobie czarną, długą suknię z dekoltem i wycięciem na plecach. Wokół bioder wisiał sznur czarnych kwiatów. Tak kazałem się ubierać moim gościom.

Zasada była jedna: Mieć na sobie jakikolwiek czarny kwiat.

I ja jako jedyny się do niej nie zastosowałem.

Zamiast muchy przyczepiłem sobie stokrotki. Moja mama je uwielbiała, więc chciałem zrobić coś, przez co zrobi jej się miło. Może będzie się cieszyła, nie tak, jak mój ojciec. Całe życie tylko powaga. Nic więcej.

Impreza zaraz miała się zacząć, a ja czułem, jak stres zżera mnie od środka. Bałem się, że źle wypadnę lub źle się zaprezentuję. Arnold później wydarłby się na mnie, a ja nie miałem ochoty słuchać jego wywodów. Przynajmniej nie dzisiaj. Dzisiaj był mój dzień.

I tylko mój. Miałem zamiar spędzić go jak najlepiej, nie zadręczając się niczym.

– Tak, kochanie? – mruknęła, prostując się. Wlepiła we mnie spojrzenie swoich zielonych oczu i się uśmiechnęła, obserwując mój ubiór.

– Zostaw tę różę. – machnąłem na nią ręką.

Mama potarła moje ramię i pociągnęła mnie w stronę wejścia do budynku.

– Chodź. – powiedziała. – Goście czekają!

Ruszyłem za nią, gotowy rozpocząć najlepszą imprezę w moim życiu.

***

– No dalej, stary! – wołał mój przyjaciel stojący obok mnie. – Musisz to trafić!

Gra w kubki toczyła się od dobrych kilkudziesięciu minut, w ciągu których upiłem się jak świnia. Kontaktowałem, ale zataczałem się z każdym krokiem, a mózg zaczął topić się w papkę.

Rzuciłem piłeczką, znowu pudłując. Wziąłem kieliszek wódki i wlałem ją sobie do gardła. Nie czułem już nawet pieczenia w gardle.

– Muszę iść do kibla! – zawołałem, odpychając się od lepiącego stołu. Obtarłem ręce o garnitur i ruszyłem do łazienki.

Podtrzymywałem się ścian, próbując nie upaść na parkiet. Było ciężko, ale jakoś dałem radę doczłapać się do odpowiedniego pomieszczenia.

Lie To MeOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz