Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

Rozdział 12

898 35 4
                                        

Layla

Wciskając na swoje ciało czarny kombinezon, myślałam, że zaraz mnie coś popierdoli. Materiał w ogóle się nie rozciągał i ledwo mogłam się w nim ruszać. Był to kombinezon Madelyne, ale ona ani razu go nie założyła, więc mi go dała.

Był w chuj niewygodny.

Gdy w końcu go na siebie naciągnęłam, musiałam jeszcze założyć kamizelkę kuloodporną. Ciężar od razu wbił mnie w ziemię, a twardy materiał ścisnął klatkę piersiową, utrudniając oddech. Dopasowałam rzepy do swojej sylwetki, więc leżała jak ulał.

Kaburę przypięłam do uda i schowałam tam latarkę oraz multitool. Podobno te rzeczy były potrzebne.

Potem rękawice. Skórzane, idealnie przylegające do dłoni i palców. Na końcu kominiarka. Naciągnęłam ją na twarz, z tyłu wypuszczając warkocz.

Byłam gotowa. Przejrzałam się w swoim lustrze i westchnęłam. To dziś miałam wkraść się do kancelarii ojca. Plan był gotowy, a ja modliłam się o to, by wypalił. Jeśli nie wyjdzie, wiem, że trafię do aresztu. Dlatego tak bardzo chciałam, by to wszystko się udało.

Czegoś mi brakowało. Czułam, że czegoś nie wzięłam.

Spojrzałam na komodę.

Powolnymi krokami do niej podeszłam i kucnęłam. Zacisnęłam palce na trzeciej szufladzie tak bardzo, że zbielały mi knykcie. Tam było coś, co dostałam. Coś, co sprawiało, że nie czułam się bezpiecznie we własnym pokoju.

Westchnęłam. Teraz to było mi potrzebne. Dla mojego bezpieczeństwa wolałam to ze sobą zabrać.

Otworzyłam szufladę i wyciągnęłam z niej kilka par koszulek, które miałam do spania. Wtedy ujrzałam broń. Połyskiwała lekko, dając wrażenie, jakby była jakąś cenną rzeczą. A może była? Nie miała na sobie moich odcisków palców, wyczyściłam ją.

Złapałam w końcu pistolet i wsadziłam go sobie w kaburę. Czułam na sobie ciężar spluwy, ale próbowałam to zignorować.

Założyłam buty, które były idealne, bo zagłuszały dźwięki kroków. Wszystko dostałam od Aidena, który kazał ubrać mi się we wszystko, co mi dał. Zgodziłam się. Ufałam mu w tej kwestii.

Spojrzałam raz jeszcze w lustro. Wyglądałam jak prawdziwa przestępczyni.

Chwyciłam kominiarkę i ją zdjęłam. Na razie była mi niepotrzebna. Schowałam ją do kieszeni kostiumu i wyszłam z pokoju, zaciskając palce na telefonie, który miał niedługo zawibrować.

Ojciec wyjechał na delegację do Europy. Był bardzo daleko od Stanów, więc z nim miałam spokój. Gorzej z matką, która za kilkanaście godzin miała wrócić do domu. David pewnie jeszcze spał, więc nim się nie przejmowałam. Był wczesny poranek, a on nie był porannym ptaszkiem, a szczególnie we wakacje.

Oparłam się o drzwi wyjściowe i czekałam na cynk. Niecierpliwiłam się, a stres zaczął zżerać mnie od środka. Bałam się, że nie podołam. Że zawiodę Aidena i całą jego rodzinę. A przede wszystkim – że zawiodę siebie.

W moim życiu zawsze dążyłam do tego, by się wyróżniać. By być najlepsza w rzeczach, które lubiłam lub umiałam robić. Rodzice tego ode mnie oczekiwali przez całe życie. Nie powiem, zniszczyło to lekko moje postrzeganie świata, ale z wiekiem zrozumiałam wiele rzeczy. Nikt nie miał prawa niczego ode mnie wymagać. To było moje życie. Moje decyzje. Moje osiągnięcia. Moje wybory. Nie ich. Nie ojca, który próbował mnie kształtować na swoje podobieństwo. Nie matki, która udawała, że mnie wspiera, a w rzeczywistości tylko przytakiwała jego chorej wizji. Nie Aidena, który teraz planował każdy mój ruch. Nie Torresów, którzy mną dyrygowali. Nie nikogo. Nikt nie miał prawa decydować za mnie. Nikt.

Lie To MeOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz