Layla
Od godziny szlajałam się z Goodie po mieście, w poszukiwaniu jakiegoś dobrego klubu, który nie byłby wypchany po brzegi ludźmi. Nie mogliśmy takiego znaleźć, a w dodatku byłyśmy ubrane jak profesjonalne prostytutki, więc każdy, kogo mijałyśmy na ulicy, obrzucał nas krzywym spojrzeniem.
Przyjaciółka wyciągnęła mnie z domu, bo twierdziła, że zamknęłam się tam na cztery spusty i odcięłam się od mojego codziennego życia. Zgodziłam się na to wyjście tylko dlatego, że moje miejsce zamieszkania nie przypominało teraz domu, a jakieś pierdolone skupisko gliniarzy. Nie miałam sił tam przebywać, więc robiłam wszystko, byleby tam nie siedzieć. Może wyjście do klubu dobrze mi zrobi, bo od trzech dni myślałam, że oszaleję.
Kiedy wróciłam od Noaha w dniu włamania, policja już była w moim domu. Przesłuchiwała ojca, ale mnie też musieli wypytać o kilka rzeczy. Na szczęście, wstąpiłam do Lopes i się przebrałam, zostawiając u niej wszystkie ciuchy z włamania, by nikt ich nie znalazł. Usiadłam przy stole, tak jak mi kazano i zaczęłam zeznawać. Musiałam bezczelnie okłamywać każdego, że byłam u Noaha przez cały dzień i spędziłam tam również noc. Sprawiło to, że go wyczyściłam, co pewnie wkurwiło ojca, bo zapewne chciał mu to dokleić do akt, by go zamknąć, ale nie miałam zamiaru mu na to pozwolić. Noah był mi potrzebny na wolności, a nie za kratkami.
Nie żałowałam, że u niego byłam i że zrobiłam to, co zrobiłam. Zasłużył sobie na to. Nie miałam zamiaru dać się sobą pomiatać. Nie byłam tą dziewczyną, którą mógł sobie podporządkować, choć czasami na taką się kreowałam. Nie miałam zamiaru stosować się do ich zasad i rozkazów, tak jak powiedział mi Vulcan, bo przecież tak naprawdę na imię miał Aiden. Nie byłam ich pierdolonym psem.
Byłam przecież twarda i silna, nie mogłam pozwolić na takie zachowanie wobec mnie.
Prawda?
Mój żołądek boleśnie się zacisnął, kiedy w mojej głowie wybrzmiało to pytanie. Czy na pewno tak było? Czy po prostu grałam w ich grę i starałam się ją wygrać, mimo że byłam sama na planszy, a na przeciwko mnie nadal stało siedem pionków?
– Kończą mi się już pomysły. – westchnęła dziewczyna obok mnie, przerywając natłok myśli w mojej głowie. Jej blond włosy kaskadami opadały jej na ramiona i pudrowo różową sukienkę do uda. Na stopach miała koturny, również tego samego koloru.
Ja za to ubrałam na siebie dopasowaną, czarną sukienkę o nowoczesnym kroju, z wycięciem przy dekolcie i długimi, obcisłymi rękawami. Do tego założyłam czarne, zamszowe kozaki za kolano na wysokiej szpilce. Całość przełamałam złotą biżuterią i okularami ze złotymi bokami.
– Mi też. – zgodziłam się z nią, chociaż od początku krążyła mi po głowie jedna myśl. – Ale w sumie, to znam jedno miejsce.
Goodie podskoczyła, jakby nagle rozpalił ją entuzjazm. Kiedy tylko na mnie popatrzyła, przewróciła oczami, chyba wiedząc, jaki klub miałam w głowie.
– Nie wpuszczą nas do Amnezji. – oburzyła się, zakładając ręce na piersi i wymachując swoją małą torebką. – Musisz mieć dwadzieścia jeden lat i dowód, więc możemy tylko pocałować ochroniarzy w ich wielkie tyłki.
Parsknęłam śmiechem, kręcąc głową. Miała rację. Ten klub był bardzo dobrze strzeżony i nie słyszałam, by jakikolwiek uczeń z naszej szkoły tam kiedyś zawędrował.
Ja chciałam złamać tę klątwę.
– Chodź. – pociągnęłam ją za rękę. – I tak nie mamy gdzie iść.
Nic nie odpowiedziała, tylko przytaknęła i szła przy mnie. Gdy w końcu doszliśmy do klubu, przełknęłam ślinę.
Wielki, czerwony szyld wisiał na przodzie budynku, wsparty na metalowych rurach. Cała budowla była zbudowana z czarnych cegieł, który układały się w łuk na środku, co dawało niesamowite wrażenie. Przy wejściu stało dwóch ochroniarzy, którzy wyglądali jak goryle. Sprawdzali dowód każdej osoby, a jeśli ktoś nie miał wymaganego wieku, popychał ją, by wyszła. Nie przejmował się tym, kogo dotyka.
CZYTASZ
Lie To Me
Storie d'Amore„Wchodziła w jego życie jak burza. A on... po czasie nauczył się tańczyć w deszczu." Layla Lee całe życie spędziła za murami ochrony - z dala od brutalnego świata mafii, który oddycha przemocą, tajemnicami i zdradą. Ale ten świat nie zapomina. I nie...
