Rozdział 27

117 10 5
                                        

Pierwsze co zrobiłam po powrocie do domu to upewnienie się, że cień nie czyha w sypialni. Była pusta, od razu zabrałam nagranie z mojej skrytki, musiałam zastanowić się gdzie jest trzecie. Potrzebowałam go, muszę zabrać wszystko na policję.

Ruszyłam pewnym krokiem do garażu, raz jeszcze postanowiłam przeszukać kawasaki.
Klęknęłam przed motorem i kawałek po kawałku szukałam jakiejś paczki przyczepionej, ale bez skutku.
Wstałam zrezygnowałam, głośno wzdychając, przez przypadek strącając kombinerki.

— jasna cholera — syknęłam, gdy upadły na moją stopę, usiadłam na podłodze i sięgnęłam pod szafkę z narzędziami, gdy coś przykuło moja uwagę.

Była to metalowa rączka. Przesunęłam szafkę, złapałam za nią i pociągnęłam z dużym wysiłkiem.

Były tam schody. Zmarszczyłam brwi, to mogło by wyjaśnić jak Cień i mój brat pojawiali się w domu niezauważenie.

Powolnym krokiem zeszłam na sam dół, od razu zapaliły się swatała, czułam się jak w jakimś filmie seien sfiction, szłam korytarzem aż natrafiłam na drzwi. Niepewnie przesunęłam je i teraz stałam w szafie, wyszłam z niej.
Ukryte drzwi, sprytne. Stałam w naszej piwnicy. Kto to zbudował?. Czy były tutaj jak się wprowadziliśmy?. Tata i Rayan spędzali najwiecej czasu w garażu, musieli obaj o tym wiedzieć, czy wiedziała mama?.

Jak zamknąć te drzwi, nie ma tutaj zamka, muszę kupić jaka kłódkę i zamontować w rączce w garażu. Pozostaje jeszcze pytanie gdzie może być ostatnie nagranie?.
Wtedy przypomniałam sobie, jak przed śmiercią Rayana dostałam od niego różowego misia, był brzydki i cały w cekinach. Myślałam, że się ze mnie nabija, że jestem zbyt dziecinna.

Niemal biegiem ruszyłam do domu Taylor. Zapukałam, drzwi otworzyła mija przyjaciółka.

— Laya, hej — zdziwiła się

— masz misia, którego Ci dałam, tego którego dostałam od Rayan — powiedziałam bez ogródek.

Popatrzyła na mnie zdezorientowana, ale kiwnęła głowa
— możesz mi go dać? Chce zrobić dla rodziców tablice pamiątkową— wymyśliłam na poczekaniu

— tak, wejdź — odsunęła się od drzwi, abym mogła wejść.

Taylor tak spodobał się ten miś, że go jej podarowałam. Czułam się okropnie, że teraz chciałam go z powrotem.

Po chwili niosła w ręce różowego misia

— dziękuję — odparłam biorąc zabawkę.

— wsystko dobrze? — zapytała zmartwiona

— tak — uśmiechnęłam się — do zobaczenia — pożegnałam się i ruszyłam do siebie, po drodze próbując wyczuć czy miś ma w sobie jakaś zawartość.

Gdy tylko dotarłam do domu, chwyciłam nożyce i rozcięłam zabawkę, wyciągałam wypełnienie, aż natrafiłam na mały przedmiot.

— mam cię.

Patrzyłam na karte sim, bojąc się co może skrywać, wysunęłam ja do kieszeni, wziąłem wdech i ruszyłam na komisariat. Tym razem musi się udac. Nie byłam pewna czy oddam nagrania, a tym bardziej czy powinnam oglądać ostatnie.

Gdy tylko dotarłam zaczęłam się wahać, ale skoro podjęłam decyzje to miałam zamiar się tego trzymać.

— dzień dobry muszę z kimś porozmawiać, byłam.... świadkiem morderstwa, ktoś też chce mnie zabić — powiedziałam od razu.

Cóż spodziwalam się zamieszania, pomocy, a młody policjant popatrzył na mnie unosząc brwi.

— proszę za mną — powiedział chłodno.

Ruszylismy korytarzem. A on wskazał mi pokój przesłuchań.

— proszę turaj poczekać, zaraz ktoś podejdzie.

Usiadłam na krześle przebierając nogami, nie byłam pewna czy robię dobrze.
Po chwili wkroczył wysoki dobrze zbudowany młody mężczyzna, który zasiadł na przeciwko mnie.

— opowiedz po kolei
Wiec zaczęłam, omijają niektóre szczegóły.

— dlatego potrzebuje ochorony policji jak i moja rodzina — dokończyłam

— ciekawe, nie mamy zgłoszenia znalezienia zwłok w żadnym z tych miejsc o których mówisz.

— przecież tłumacze, że wsyztsko jest tuszowane — zmarszczyłam brwi

— proszę powtórzyć nazwiska

— przecież mówiłam, że nie znam — to małe kłamstwo postanowiłam zachować dla sobie, mie chciałam by Cole i inni mieli problemy.

— proszę tutaj poczekać, przyprowadzę kolegę, który jest bardziej zapoznany ze światem przestępczym.

— potrzebuje ochrony policji — powiedziałam niemal jękiem.

Czułam, że mi nie wierzą, znów. Przecież chyba powinni potraktować to poważniej.

Drzwi otworzyły się i już miałam znów tłumaczyć jak pilnie potrzebuje ochrony bo ktoś wydał na mnie zlecenie, gry w drzwiach stanął Colę. Przełknęłam ślinę. Rozpiął swoją granatowa marynarkę i usiadł na przeciwko mnie.

— Kataleya, Kataleya, zawiodłaś mnie — zaczął, a jego twarz nie zdradzała żadnych emocji.

Zupełnie jakby był jakimś cholernym robotem, albo manekinem.

— ja... ja potrzebuje żeby moaj rodzina była bezpieczna

Przechylił głowa lekko

— cały czas staramy zapewnić Ci bezpieczeństwo, a Ty co? — zapytał — biegniesz na komisariat?.

Uderzył ręka w stół, aż podskoczyłam
— do jasnej cholery mówiłem Ci, że prawie cała policję mam w garści, czego się spodziewałaś? .

Wstałam tak gwałtownie, że krzesło upadlo na podłogę

— co będzie jeśli ich nie znajdziecie, a moi rodzice wrócą?! Czy coś im będzie grozić? Czy ochronisz ich? — łzy zaczęły napływać mi do oczu.

— nie mogę Ci tego obiecać.

Patrzyłam na niego zdezorientowana

— obiecałem Rayanowi, że bedziesz bezpieczna, wiec słowa dotrzymam, nie wspominał nic o rodzicach wiec nie mam obowiązku ich pilnować — dodał

— jesteś potworem! — krzyknęłam

Wstała zapiął guzik marynarki

— potworem probuajacym utrzymać Cię przy życiu.

Ruszył do drzwi, otworzył je i zaprosił gestem ręki, abym się ruszyła. Nie wymieniliśmy ani słowa przemierzając komisariat, co jakiś czas Cole wymieniał uściski dłoni i skinienia głowy z policjantami. A ja zdałam sobie sprawę w jaką otchłań wpadłam, nikt mi nie pomoże. Gdy wyszliśmy na zewnątrz, zobaczyłam czarnego jaguara stojącego na parkingu.

— czeka na Ciebie — dodał

To nie wróżyło nic dobrego.
Weszłam do środka na miejsce pasażera, jak zawsze w masce, ale jego oczy były zdenerwowane. Ruszył z piskiem opon.

— coś Ty sobie myślała ? — zapytał zaciskając ręce na kierownicy

— moi rodzice, muszą być bezpieczni.

Jeszcze bardziej przyspieszył, zaczynało mi się kręcić w głowie od tym migających drzew. Zacisnelam rękę na drzwiach.

— mógłbyś zwolnić.

Zerknął na mnie, zwolnił na chwilę, ale nie minęło nawet pięć minut, gdy znów przyspieszył.

Zauważyłam ze zerka co chwila w lusterka, a jego jazda stawała się agresywna. Wyciągnął telefon i podał mi.

— dzwoń do Cola i powiedz gdzie jesteśmy, już — powiedział skręcając tak ostro, że uderzyłam głowa w szybę.

Wtedy poczułam uderzenie, samochód dachował, słyszałam swój krzyk, i czułam rękę Cienia, jakby próbował mnie osłonić. Czułam jakbyś spadała w otchłań, wszystko wirowało, ból głowy się nasilił i nastała ciemność.

ApogeumOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz