Raven spojrzała jeszcze raz na sporządzone przez siebie notatki.
Czy naprawdę nie może już ufać nikomu? Nawet najlepszej przyjaciółce?
Co fakt, w ostatnich miesiącach jej zachowanie uległo znacznej zmianie, co nie oznaczało jednak, że przestaje myśleć o niem w taki sposób. W głębi serca czuła, że nadal jej ufa. Tylko nie w takim stopniu jak kiedyś.
Czemu tak się wściekła gdy skłamała, że nie ma pojęcia o żadnej książce? Czy może wiedziała coś, czego ona nie? Teraz rzeczywiście zaczynała zastanawiać się, jakie jeszcze tajemnice skrywa spoczywająca w skrytce na dachu książka. Może, gdyby ją przeczytała...
Nie. Odrzuciła od siebie tę myśl.
Po chwili naszła ją nowa. A co, jeśli blondynke wyprowadziło z równowagi nie kłamstwo, ale sam fakt, że ona, Raven, jej jak dotąd jedyna przyjaciółka skłamała? Zastanowiła się, jak wszystkie wydarzenia ostatniego czasu ją zmieniły. Prowadziła interesy z Kentinem. Nawiązała kontakty z osobami, do których przyżekła sobie w duchu już nigdy sie nie odezwać. Kłamała. Kłamała, z coraz większą sprawnością, jak jeszcze nigdy dotąd. Zaniedbywała swoje dotychczasowe życie. Wszystkie dobre relacje, jakie miała ze znajomymi i i nauczycielami. Przez ostatnie tygodnie traktowała wszystko i wszystkich jakby była jedyną osobą, która zasługuje na litość, a to właśnie jej powinno się okazać jej najmniej! Nie o nią tu chodziło, tylko o odnalezienie zabójcy Maurycego!
Jak bardzo stała się ślepa?!
Skupiła myśli. Jeszcze raz podsumowała każdego z ciasnego grona podejrzanych.
Cóż, Grace, choć miała najsłabsze motywy, jej niezaszczytną kandydaturę popierało zbyt wiele faktów. Sam fakt, że była niemalże w centrum wydarzeń, skłaniało Raven do myślenia, że byłaby to niezwykle dobra przykrywka. Czy ktokolwiek podejrzewałby głównego bohatera? I coś jeszcze. Będąc wciąż w środku wydarzeń, była doskonałym źródłem informacji, dla zainteresowanych osób trzecich. Gdyby ktokolwiek chciał śledzić co się dzieje na bierząco, nie mógłby znaleźć lepszego sojusznika od Grace.
Patrząc na to z innej perspektywy taki układ byłby jak najbardziej przemyślany. Potencjalny napastnik, najpierw potrzebuje informatora. Im bardziej nienawidzi ofiary, cóż, tym lepiej. Informator dostarcza najważniejszych wiadomości, a kiedy znajduje odpowiedni moment, uderza, zrzucając winę, na osobę trzecią. Tylko, kto mógłby wystąpić w roli napastnika?
Kentin?
Co prawda, bezgłośne stąpanie po dachu, jeszcze nie robi z niego mordercy, ale z pewnością chłopakowi na ręke byłaby śmierć Maurycego. Bądź co bądź był niejaką konkurencją, nie tak skuteczną i subtelną, ale z pewnością tańszą. Obie grupy były w stanie dostarczyć potrzebnych informacji zainteresowanym. Obie miały potencjał. Obie mogły zawiązać współprace. Oczywiście, gdyby nie różnice w wieku, przekonaniach i metodach obu drużyn oraz cichej niechęci do przeciwnika.
Ma sie rozumieć, że w takiej sytuacji bezpośrednia konfrontacja zbliżała sie nieubłaganie. Najpierw ciche, mało znaczące sprzeczki, przeradzające się stopniowo w jedną, wielką kłótnie, ledwie zapowiedź nadchodzącej potyczki, gdy wtem... no właśnie. Jeden z przywódców ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Niezwykle wygodne rozwiązanie dla strony przeciwnej, szybkie zażegnanie konfliktu i przejęcie terenu.
Mimo wszystko, czuła, że chodzi tu o coś więcej. Jakiś element tej układanki w dalszym ciągu pozostaje poza jej zasięgiem.
Może chodzi o zgoła kogo innego? W końcu zdarza sie, że mordercą okazuje sie ktoś najmniej o to podejrzany. Kto jeszcze mógłby chcieć śmierci Maurycego?
Odpowiedź nasunęła się sama. Ktoś najbliżej postawiony. Ktoś pragnący władzy. Ktoś, kto nie mógł znieść ciągłego poniżania i spychania na drugi plan.
Wice-przewodniczący bandy Maurycego, George.
'-Czemu wcześniej o tym nie pomyślałam!' pomyślała nagle ożywiona Raven.
Oczywiście! George, nie obdarzony zbyt wielkimi zdolnościami przywódczymi nie miał szans na miejsce przywódcy, jednak dzięki swoim mięśniom, był ważną częścią zespołu. Czy byłby zdolny do pozbycia się "przeszkody" w taki okrutny sposób?
'-Ehh... Zdecydowanie za dużo "czy", jak na jeden dzień'
Mimo to, wstała, zdecydowana działać od razu. Może nie dowie się wiele na sam początek, ale nie zaszkodzi spróbować. Pospiesznie wyrwała zapisane przez nią kartki z dziennika. Nie zamierzała ryzykować, że Grace jeszcze raz postanowi przeszukać jej rzeczy.
Była w połowie schodów, gdy instynkt kazał jej zwolnić. Coś w rodzaju szóstego zmysłu, zaledwie krótka myśl, która przemknęła jej przez głowę. Jednak nie postanowiła jej zignorować. Znacznie ciszej, krok po kroku posuwała się w stronę podnoża schodów. Wychyliła sie zza barierki, spoglądając wgłąb korytarza.
Idealnie, aby zobaczyć Grace wychodzącą z pokoju.
Dwoma susami Raven znalazła się na półpiętrze. Skulona w rogu, nasłuchiwała.
Usłyszała kroki. Ciche, jakby osoba, która je wykonywała wcale nie chciała zostać nakryta.
Grace oddalała się, jej kroki stały się głośniejsze i pewniejsze przy schodach i stopniowo zanikały, gdy schodziła na parter. Tymczasem Raven skupiła się na czym innym.
Była w stu procentach pewna, że pokojem, z którego wychodziła był pokój Kentina.
Podeszła jak najbliżej mogła w kierunku mieszkania chłopaka. Delikatnie przyłożyła ucho do drzwi i uważnie słuchała, kurczowo ściskając w dłoni kartki z zapiskami. Czekała w napięciu na chociażby najmniejszy szmer z wnętzra pomieszczenia.
I wtedy drzwi się otworzyły.
Wytrącona z równowagi Raven zatoczyła się i w końcu upadła uderzając plecami o pokrytą dywanem podłogę.
Kartki rozsypały się dookoła niej.
Kentin zdezorientowany najpierw nie wiedział co robić, po chwili jednak ocknął się i zapytał:
-Nic ci się nie stało?
Pomógł jej wstać i ochoczo zaczął zbierać porozrzucane papiery. Już miał na nie zerknąć gdy treść przysłoniła mu dłoń dziewczyny.
-Dzięki i... Przepraszam.
-Nie masz za co. Przecież, specjalnie nie stanęłaś pod tymi drzwiami, prawda? - uśmiechnął się kpiąco
Wiedziała, że za tym uśmiechem skrywa sie znacznie więcej, niż zwykłe zakłopotanie i rozbawienie z zaistniałej sytuacji.
-Jasne - odpowiedziała i na tyle przekonująco, na ile pozwalały jej na to niechęć do chłopaka i złość na siebie samą, że dała tak łatwo sie przyłapać, uśmiechnęła się.
Chłopak schylił się i podał jej jeszcze jedną kartkę.
-To chyba ostatnia.
Spojrzał jej w oczy. Nie wytrzymała spojrzenia i spuściła wzrok. Co oni oboje ukrywają?
Chłopak odwrócił się i zszedł schodami na dół. Raven została sama na pustym, cichym korytarzu.
Nagle jej wzrok przyciągnęła zagięta kartka w jej dłoniach. Ostatnia, którą podał jej Kentin.
Odgięła kartkę i o mało nie upadła.
Na częściowo zapisanej przez nią kartce widniał wypisany w poprzek czerwonym markerem napis: "Strzeż się"
CZYTASZ
The Forgotten
Misterio / SuspensoHistoria lubi się powtarzać, a duchy lubią powracać w to samo miejsce. Czy Raven odkryje tajemnice zanim będzie za późno? Kto jest mordercą?
