Zemsta nosi rudy kolor

6.2K 705 149
                                        

Ostatecznie wbiegłem na murawę boiska kilka minut po rozpoczęciu treningu.

Było źle...

Zobaczyłem, jak mój brat odłącza się od ćwiczącej grupki i zaczyna iść w moją stronę. Widząc współczujące spojrzenia kolegów z drużyny, przełknąłem ciężko ślinę zalegającą nieprzyjemnie w gardle. Nawet Victor, który normalnie zacząłby się ze mnie nabijać, teraz siedział cicho.

Było bardzo źle...

Gdy Alexis stanął przede mną, zaplatając ręce na piersi, nieśmiało spojrzałem na niego z przepraszającym uśmiechem. Liczyłem na cud.

— Sześć minut spóźnienia — zaczął zimnym tonem, który sprawił, że na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Normalnie nie dałbym się stłamsić, ale na boisku to on rządził i lepiej było tego nie podważać. — Pomnóż sobie wszystkie ćwiczenia, jakie dzisiaj wykonamy, razy sześć. Zaczynając od trzech kółek dookoła boiska. — Coś czułem, że jutro nie wstanę. Wróć, nie doczłapię się do domu. — No już! — krzyknął, na co się lekko wzdrygnąłem i bez słowa zacząłem biec.

Tak jak myślałem, nie dane było mi dzisiaj pograć. Co więcej, męczyłem się dalej z Alexem, a było już dwadzieścia minut po treningu. Jakby tego było mało, co chwila mnie pośpieszał, mówiąc, jaki to ja nie jestem wolny. Ciekawe, czy on byłby taki szybki po przebiegnięciu osiemnastu kółek wokół wcale niemałego boiska.

Zostało mi jeszcze parę ćwiczeń do wykonania, ale z pozostałą siłą było już gorzej. Miałem tylko jedną krótką przerwę na napicie się wody po biegu. Alexis stał nade mną i skrupulatnie sprawdzał, czy w pełni wykonuję wydane przez niego zadania. Zaczynało mi brakować powietrza, mokra koszulka przylegała do mojego ciała, a włosy kleiły się do czoła. Myślałem, że za moment upadnę, jeśli nie przestanę. Lecz wtem zdarzył się wyczekiwany przeze mnie cud.

— Zostaw go już, bo zaraz nam tu umrze — powiedział Cartier, spoglądając na mojego brata.

— Nie ma mowy, spóźnił się, to teraz ma karę. Jeżeli będę mu odpuszczać, to nigdy nie nauczy się punktualności.

Jęknąłem w myślach, tracąc nadzieję, że ominie mnie dalsza męczarnia.

— No spójrz na niego. Ja widzę wyraźną skruchę na jego twarzy. — Puścił do mnie oczko i się uśmiechnął. — Następnym razem będzie na czas. Prawda, Vini?

— Tak! — wrzasnąłem, wciąż nie przestając ćwiczyć.

Alexis spojrzał na mnie niechętnie, ale po chwili westchnął i powiedział:

— Niech będzie, ale jak jeszcze raz zrobisz coś takiego, to pomnożę ci wszystko razy dziesięć i spędzisz na boisku całą noc. — Po tych słowach momentalnie się zatrzymałem i upadłem na ziemię, próbując złapać oddech.

Wybawca kucnął obok mojego nieżywego ciała z czułym uśmiechem na ustach.

— Ty to umiesz się załatwić, co? — Zachichotał, odgarniając moją spoconą grzywkę.

— Mhm. — Tylko na taką odpowiedź było mnie teraz stać. — Poproszę mamę, aby zrobiła twoje ulubione ciasto w podzięce za ratunek. — Chłopak zaśmiał się cicho na moje słowa.

Udało mi się wykrzesać trochę siły, aby na niego spojrzeć. Jego bordowe włosy opadały na ramiona, a te trochę krótsze na twarz. Z tyłu głowy, jak zwykle, był zawiązany mały kucyk z ich pasm. Cartier w przeciwieństwie do Victora i Alexisa nie lubił sportu. Był typem intelektualisty, dlatego przy swoich przyjaciołach wyglądał dość mizernie. Nie wolno było jednak zwodzić się pozorami. Był on jedyną osobą, która umiała poskromić ich charakterki. Można wręcz powiedzieć, że chłopcy czasami się go bali. Wielu ludzi w szkole nie przepadało za bordowowłosym i nie mogło zrozumieć, dlaczego przyjaźni się z lubianą przez wszystkich dwójką. Cartier wytwarzał wokół siebie aurę niedostępności, a na twarzy nosił maskę obojętności, rzadko kiedy śmiejąc się przy innych. Ja jednak znałem jego inne oblicze. Otwierał się jedynie na nieliczne osoby, a ja byłem jedną z nich. Wiele lat temu, kiedy byliśmy jeszcze dziećmi, Alex przyprowadził go do domu i nas sobie przedstawił. Nie zważając na jego początkowe sceptyczne nastawienie wobec mnie, szybko się polubiliśmy, co podobno było ewenementem w jego przypadku. Za młodu, kiedy miałem problemy, bądź Victor i moje rodzeństwo po prostu się ze mnie nabijało, on zawsze stawał po mojej stronie i tak zostało do dziś.

MłodyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz