To nie jest super agent, tylko kot

5.2K 557 380
                                        

— Proszę — powiedziałem głośniej, gdy usłyszałem pukanie do drzwi. Te moment później wolno się otworzyły, a przez ich próg przeszedł Nathan.

— Mam nachosy, więc nie pytam, czy mogę wejść — oświadczył, wyjmując zza pleców przed chwilą wspomnianą paczkę.

Dwa dni temu, kiedy jeszcze byłem w szpitalu, ustaliłem z chłopakiem, że porozmawiamy, gdy wrócę do domu. Wcześniej, myśląc o tej rozmowie trochę się stresowałem, ale po tym jednym zdaniu wszystko jakby ze mnie spłynęło.

— Siadaj. — Przesunąłem się na swoim barłogu, robiąc przyjacielowi miejsce. — Mam nowy dip, więc nie powiem, "wybacz za ten nieporządek" — rzekłem, co wywołało u naszej dwójki szerokie uśmiechy.

— Spotkałem twoją mamę i Blaise'a pod domem — oznajmił, biorąc pierwszego chipsa do ręki i maczając go w serowym sosie.

— I całe szczęście, inaczej musiałbym wstać i ci otworzyć — powiedziałem szczerze. — Pewnie wracali z zakończenia Alexisa.

— To już dzisiaj? — Wycharkał chłopak z pełną nachosów buzią.

— Już oficjalnie skończyli liceum — mówiąc to, miałem na myśli nie tylko swojego brata, ale także Victora i Cartiera — z tego, co wiem, to mieli iść od razu opijać ten sukces.

— Nie za wcześnie na balowanie? Dopiero dziewiętnasta.

— W końcu szkołę kończy się tylko raz. — Westchnąłem na myśl o tym, że przede mną najcięższy rok, którego zwieńczeniem będzie kochana przez wszystkich matura.

— Nath? — spytałem chłopaka, gdy finiszowaliśmy paczkę chrupek.

— Wiem, o co chcesz mnie zapytać — powiedział, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć.

— Skoro wiesz, to może mi od razu odpowiesz?

Przyjaciel od razu zmizerniał, a na jego twarzy pojawił się smutny uśmiech. Gdy przez dłuższy moment z jego ust nie wydobył się żaden dźwięk, postanowiłem się odezwać.

— Od jak dawna podoba ci się Cartier?

Nathan unikał mojego wzroku jak ognia. Wpatrywał się w jeden punkt na kołdrze, a swoje dłonie zajął pustym słoiczkiem po dipie.

— Jakoś od początku roku szkolnego. — Padła krótka odpowiedź.

Miałem wrażenie, jakbym był rodzicem, a Nath moim dzieckiem, które narozrabiało, a teraz mi się tłumaczy. Miałem ochotę zadać milion pytań, ale uznałem, że nie będę go, a raczej nas męczyć i ograniczę się do minimum. Musiałem jednak poruszyć jedną kwestię.

— Co masz zamiar dalej zrobić?

— Nie wiem — wzruszył ramionami — na razie mam zamiar dać mu czas po waszym zerwaniu.

Na myśl o tym temacie od razu coś mnie ścisnęło w sercu.

— Nath — po raz pierwszy od początku tej rozmowy przyjaciel na mnie spojrzał — pamiętaj, że nie możesz wiecznie czekać. Cartier kiedyś sobie kogoś znajdzie i nie będzie to taki frajer, jak ja — powiedziałem, nie chcąc nadawać tej wypowiedzi zbyt poważnego tonu — tylko ktoś, kto go naprawdę pokocha i nie da mu odejść.

Chłopak głośno westchnął i położył się na plechach, rozpościerając ręce na całej szerokości łóżka.

— Wiem — rzekł boleśnie, po czym ponownie podniósł się do siadu — ale Cartier to tak strasznie skomplikowana i tajemnicza osoba.

MłodyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz