1,5 miesiąca później...
Wrzaski i wiwaty roznosiły się ponad nasze głowy, kiedy wszyscy razem skakaliśmy w okręgu. Szerokie uśmiechy nie schodziły choćby na moment z naszych twarzy. Nawet mokre koszulki czy nieprzyjemny zapach potu nam nie przeszkadzał.
— Jesteśmy w finalne! — krzyknął ktoś po raz setny, kiedy już rozłączyliśmy nasze objęcia.
— Nie mogę uwierzyć — szepnął do siebie Alain, opierając ręce na swoich kolanach i ciężko oddychając. Mimo że był bramkarzem, zmęczył się nie mniej od nas.
— Jeszcze jeden mecz i puchar jest nasz! — powiedział Richard, nasz drugi obrońca.
Nie zdziwiłem się jego nadmiernym entuzjazmem. W ostatnich minutach wybronił strzał, który mógł zaważyć o naszej przegranej. Na szczęście w następnej kontrze zdobyliśmy zwycięską bramkę.
— Żeby to było takie proste — ostudził jego zapał Alexis, ale niestety, to była prawda.
Naszym kolejnym rywalem była szkoła, która przez ostatnie trzy lata zdobywała pierwsze miejsce i złoty puchar. Jedynym plusem dla nas w tej sytuacji było to, że ich dwaj zawodnicy z pierwszego składu już skończyli swoją edukację. Jednak nie zmieniało to faktu, że mieli bardzo dobry zespół z paroma zawodnikami trenującymi piłkę nożną w klubach.
— Dobra, mamy jeszcze tydzień. Na razie chodźmy świętować! — rzekł Alain z nowymi pokładami energii. — Idziemy dzisiaj do baru? — zapytał, na co reszta odpowiedziała wielkim entuzjazmem.
Gdy schodziliśmy z boiska, spojrzałem na naszą dzisiejszą drużynę przeciwną. W przeciwieństwie do nas sprawiali wrażenie wypranych z wszelkich sił życiowych. Ich twarze były wykrzywione w grymasie, a u jednego z nich zauważyłem nawet skapujące łzy. Zastanawiałem się, czy za kilka dni to my będziemy tak wyglądać...
W szatni, kiedy się przebieraliśmy, nasz zapał wcale nie opadł. Pomieszczenie było wypełnione śmiechem i fałszowanymi przyśpiewkami. Mimo pogodnego nastroju zbieraliśmy się prędko, aby jak najszybciej wrócić do domu, umyć się i pognać do baru się bawić. Wyszedłem jako jeden z ostatnich. Było już po szesnastej, więc szkolne korytarze były puste i oświetlone jedynie promieniami słonecznymi. Zaszedłem jeszcze do łazienki, gdzie odłożyłem plecak i podszedłem do umywalki przemyć twarz zimną wodą. Gdy już to uczyniłem i spojrzałem w lustro przed sobą, ujrzałem dobrze znane mi bordowe włosy i piękne, zielone oczy.
— Prawie się przestraszyłem — powiedziałem, odwracając się do chłopaka i próbując udawać, że wcale nie zabiło mi szybciej serce i ledwo, co powstrzymałem drgnięcie z zaskoczenia.
— Ładny mecz — oznajmił, po czym krótko mnie pocałował.
— Oglądałeś? — spytałem zdziwiony. Cartier nigdy nie był fanem sportu, więc rzadko kiedy przychodził oglądać nasze rozgrywki. Sam go do tego nie zmuszałem, wiedząc, że nie każdy lubi oglądać, jak parunastu mężczyzn biega za piłką z jednej do drugiej bramki.
— Znaczy, wiesz — zerknął w bok i się lekko uśmiechnął, po czym wrócił wzrokiem na mnie — miałem dodatkowe zajęcia, ale patrzyłem raz na jakiś czas przez okno. — Parsknąłem na jego słowa. Był cudowny.
Chłopak zbliżył się do mnie, a następnie chwycił pod uda i podniósł, sadzając na parapecie. W tym czasie objąłem go za szyję i nie puszczałem, nawet, kiedy już zostałem usadzony. Cartier stanął między moimi nogami, położył dłonie na moich biodrach i głęboko pocałował. Przez te prawie dwa miesiące udało mi się w pełni odkryć jego nie-niewinną stronę, którą uwielbiałem tak samo, jak tę drugą.
CZYTASZ
Młody
Fiksi RemajaVincent jest posiadaczem dwóch braci, wrednego futrzaka i uczuć, które ulokował w niewłaściwej osobie... W osobie, którą zna od lat W osobie, która jest chłopakiem... W osobie, która jest przyjacielem jego starszego brata... Zapraszam do czytania pr...
