Wylądować w buzi

4.3K 373 116
                                        

Zapukałem na tyle mocno do drzwi, że chwilę później musiałem rozmasować obolałe kostki. Nerwowo tupałem stopą o podłoże, ale na szczęście nie musiałem długo czekać, aż upragniona osoba mi otworzy.

— Vincent? — spytał zdziwiony Victor, jakbyśmy wcale nie byli na dzisiaj umówieni. — Myślałem, że przyjdziesz trochę później.

— Bo tak miało być, ale trochę się wydarzyło... — powiedziałem tajemniczo, uśmiechając się gorzko pod nosem.

— Co się stało? — zapytał, wcześniej mnie wpuszczając do środka.

— Możemy najpierw usiąść? — Dopiero tutaj w pewnym stopniu opuściły mnie emocje i poczułem się niezwykle zmęczony.

— Tak, jasne. Pójdź do salonu, ja za chwilę do ciebie dojdę — oznajmił i szybko wycofał się w głąb domu.

Zaciekawiony pośpiechem chłopaka, poszedłem jego śladami, które zaprowadziły mnie do kuchni. Wciągnąłem cudowną woń, która sprawiła, że w ustach zebrała mi się ślina, a w brzuchu zaburczało. W końcu nie zjadłem z braćmi kolacji...

— Miała być romantyczna niespodzianka, ale wyszło jak zawsze — rzekł mój partner, śmiejąc się i wyłączając kuchenkę gazową.

— Wybacz. — Podszedłem do niego, po czym go objąłem od tyłu, a w tym czasie moje serce roztapiało się po usłyszeniu wypowiedzianych przed momentem słów.

— Nic się nie stało, to tylko kolacja. — Próbował mnie uspokoić, głaszcząc moje dłonie. — Mieliśmy chyba pogadać, prawda?

Wygodnie umościliśmy się na kanapie, naprzeciwko siebie, a kiedy miałem zacząć opowiadać, poczułem, jak złość, której się wyzbyłem po zobaczeniu Victora, znowu powraca.

— Vini, o co chodzi? — zapytał, zapewne zaniepokojony moją miną.

Spojrzałem na niego zbolałym wzrokiem i chwyciłem za rękę w ramach wsparcia, a następnie zacząłem szczegółowo opisywać wydarzenie sprzed chwili. Widziałem, jak z każdym moim słowem oczy Victora rozszerzają się ze zdziwienia niczym w kreskówce. Byłem pewien, że spodziewał się wielu rzeczy, ale nie tego.

Nie potrafiłem mówić o tym spokojnie, jeszcze nie teraz. W moim wnętrzu znowu zapalił się ogień. Ledwo usiedziałem w miejscu, a mój głos wiele razy podnosił się o kilka tonów za wysoko. Tak jednak było tylko na początku, bo z czasem złość przekształcała się w rozgoryczenie i żal. Obecność chłopaka i jego wzrok pełen szczerego współczucia i zaangażowania, wyciszały mnie.

Gdy skończyłem, nastała cisza. Victor nie odzywał się przez dłuższy moment, tylko gładził skórę na moim nadgarstku.

— Naprawdę nie wiem, co mogę powiedzieć, oprócz tego, że jest skończonym fiutem — rzekł, mocno mnie przytulając.

— Jak dla mnie taka forma mowy mi wystarcza. — Wtuliłem się w jego wręcz gorące ciało, zapewne od dłuższego przebywania przy nagrzanych sprzętach w kuchni.

— Będziesz chciał poznać jego syna? — spytał, nie wypuszczając mnie z objęć.

— Na chwilę obecną nie chcę mieć nic wspólnego z jego osobą — odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

— Może jednak kiedyś dasz mu szansę? Jeśli faktycznie będzie się starał i zobaczysz u niego zmianę. Nie ciekawi cię, jaki jest ten Izaak?

— Z jednej strony tak, ale jestem prawie pewien, że jego „zmiana" będzie trwała, dopóki mu nie powiem, że jestem gejem. Dlatego nie nastawiam się na jego dłuższy pobyt tutaj — powiedziałem niewyraźnie, przez wciśnięty policzek w pierś dziewiętnastolatka.

MłodyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz