-W ogóle powiedz mi jak ty się tam znalazłeś? -zapytałam siedząc z Jamesem u niego w salonie. Miałam założoną na siebie jego wielka bluzę, która mnie ogrzewała.
-No wiesz... -podrapał się po karku.
-Chyba mi nie powiesz, że mnie śledziłeś? -zaśmiałam się.
-Jasne, że tak. Chciałem cię porwać, zgwałcić, a później zabić i wyrzucić twoje zwłoki w lesie -powiedział śmiertelnie poważnie, a na końcu jeszcze się uśmiechnął jak psychopata. Wytrzeszczyłam na niego oczy, a ten wybuchnął śmiechem.
-
Ty! Nie mów nigdy więcej takich rzeczy -zachichotałam i uderzyłam go w ramie.
-Hahaha jakbyś widziała swoją minę.
-Dobra, dobra już skończy -powiedziałam z rozbawieniem.
-Ale to było takie śmieszne. Hahaha, jak ty mogłaś w to uwierzyć.
-Skąd mogę wiedzieć czy nie jesteś jakimś gwałcicielem? -zapytałam z przejęciem, a po chwili już obydwoje wręcz turlaliśmy się ze śmiechu.
-Chciałabyś być moja ofiarą? -zapytał nieustannie się śmiejąc.
-Nie, tylko nie to! -oznajmiłam z rozbawieniem.
Po chwili wreszcie się uspokoiliśmy, a ja zdałam sobie sprawę, że spędzamy czas jak normalni... przyjaciele? Chyba mogę użyć tego określenia.
To jest wręcz niemożliwe jak szybko ten mężczyzna poprawił mi humor i jak ja się swobodnie czuję przy nim.
-Dobra, teraz gadaj jak się tam znalazłaś -spojrzałam na niego groźnie z powagą na twarzy, ale długo nie wytrzymałam i na moich ustach pojawił się uśmiech.
-Dzięki twojemu mężowi -odpowiedział obojętnie, podkreślając ostatnie słowo.
-Co?
-Dzwonił do mnie -powiedział nadal niewzruszonym tonem.
-Ale jak? Po co? -byłam zdezorientowana.
-Mamy ze sobą kontakt, a on mi powiedział, że prawdopodobnie się u mnie nie pojawisz w ustalonym terminie, bo się wkurzyłaś i wyszłaś z mieszkania.
-Poczekaj! Jaki był termin? -wstałam z kanapy, a irytacja we mnie z każda chwila rosła.
-Na jutrzejszy ranek.
-Aha... Czyli pojechałeś po mnie, bo tak to bym do ciebie nie przyszła?!- w moim głosie słychać było zdenerwowanie.
James podniósł się z kanapy i stanął na przeciwko mnie.
-Nie! Po prostu się martwiłem, bo twój mąż to jakiś kompletny idiota, pozwalając ci o tej godzinie tak po prostu wyjść z mieszkania! Na pewno nawet nie pomyślał, że może ci się coś stać! Nie mogłem na to pozwolić byś chodziła po mieście nocą! Co jakby cie ktoś zaatakował?! Nie mogłem ponownie strac... -nagle przestał mówić uświadamiając sobie, że przez emocje omal nie wyznał mi jakiejś tajemnicy.
Patrzyliśmy sobie w oczy, stojąc na przeciwko siebie i żadne z nas się nie odzywało.
-Dziękuje -wyszeptałam niepewnie i przygryzłam delikatnie wargę.
-Nie ma za co -podszedł do mnie i zamknął w szczelnym uścisku, a ja od razu także go objęłam.
-Właśnie, że mam. Nie wiem co bym zrobiła jakby nie ty.
-Ale wiesz, że jesteś idiotką -parsknął śmiechem, a ja zachichotałam -Nigdy więcej tak nie rób, naprawdę się martwiłem -mocniej mnie do siebie przycisnął, a dodatkowo ucałował jeszcze w czubek głowy.
Już się nic nie odezwałam, tylko pokiwałam twierdząco głową. Chciałam tak jeszcze zostać w jego objęciach, czułam się tak bezpiecznie, tak wyjątkowo. Biło od niego przyjemne ciepło, które ogrzało całe moje ciało. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. James odsunął się ode mnie i tym razem złapał mnie za dłoń. Znowu to przecudowne poczucie bezpieczeństwa i to ciepło.
-Chodźmy spać, bo widzę, że już padasz- posłał mi szczery uśmiech i zaczął ciągnąć w stronę sypialni.
James dał mi swoja koszulkę i bokserski, nie potrzebowałam spodenek, bo bluzka sięgała mi przed kolana. Udałam się do łazienki, wzięłam szybki prysznic i ubrana w jego ubrania powędrowałam do sypialni, gdzie zobaczyłam Jamesa, który leżał na łóżku i stukał w dotykowy ekran swojego telefonu. Odchrząknęłam, a on od razu uniósł się do pozycji siedzącej.
-O! Już jesteś -uśmiechnął się, ukazując przy tym rząd białych ząbków -Dobrze, w takim razie ty śpij tutaj, a ja pójdę do pokoju obok -puścił mi oczko i podniósł się z materaca.
Przez mój mózg przebiegła pewna myśl, potrzeba. Chciałam ponownie poczuć jego ciepło, uczucie bezpieczeństwa.
Camilla, nie rób tego, będziesz żałować!
-Poczekaj!- zatrzymałam go, jak chciał już wychodzić z sypialni.
Ostrzegałam...
-Em... Mógłbyś spać tutaj...? -zapytałam niepewnie.
-Mi to nie robi różnicy, gdzie będę spać, jak chcesz możesz tam iść - wzruszył ramionami.
-...Ze mną? -na moich policzkach automatycznie pojawiły się rumieńce.
Mężczyzna spojrzał na mnie z niedowierzaniem, ale po chwili chyba powrócił do rzeczywistości.
-Ym, jasne -odpowiedział jakby to do niego jeszcze nie doszło.
-Ugh to było głupie, nieważne, zapomnij -machnęłam ręką -Pójdź tam spać, a ja tu -wypchnęłam go z pokoju, nie dając mu nawet prawa głosu.
Westchnęłam głośno i położyłam się do łóżka.
Głupia! Trzeba było mnie słuchać, a nie idiotkę z siebie robić! Czy ty naprawdę musisz być zawsze taka nie rozgarnięta? Nie potrafisz trzymać języka za zębami?
Ugh... Koniec! Stało się. Czasu nie cofnę, choć bardzo bym tego chciała...
Wtuliłam się w poduszkę i zamknęłam powieki, starając się usnąć. Jak już prawie odpłynęłam do krainy Morfeusza usłyszałam jak drzwi się otwierają, a następnie ponownie zamykają. Po chwili materac obok mnie się ugiął. Mój oddech automatycznie przyspieszył, już wiedziałam kto to jest. Nie musiałam czekać długo i już zaraz przyciągnęły mnie do siebie silne ramiona, przytulając mnie do nagiego, rozgrzanego i umięśnionego torsu. Od razu poczułam uczucie bezpieczeństwa i to przyjemne ciepło, którego mi tak brakowało, chyba zaczynam się od tego uzależniać...
-Mówiłem, że chce spać z tobą -usłyszałam spokojny głos Jamesa -Dobranoc, księżniczko -pocałował mnie w tył głowy.
A jednak było warto...
****
Hejo!
Kochani, chciałam wam powiedzieć, że całe oowiadanie będzie miłało 21 rozdziałów + epilog 😁😍 Ogólnie mam już skończone całe opowiadanie i teraz pozostało mi tylko publikowanie go 😘
Jeżeli uważasz, że rozdział na to zasłużył dostaw proszę gwiazdkę i komentarz ⭐🗨
Trzymajcie się misiaczki 💕
~Patuś 💋
CZYTASZ
Niemoralni ✔
RomanceDwudziestosześcioletni miliarder daje niemoralną propozycje mężowi przepięknej kobiety. Czy mężczyzna zgodzi się na spędzenie jednej nocy jego ukochanej z nieznanym mężczyzną?Jak potoczy się ich dalszy los? Czy ich małżeństwo przetrwa tą próbę...
