Drogi pamiętniku,
znam Stefana już od tygodnia. Nadal nie potrafię odnaleźć się w drużynie, ale on konsekwentnie mi w tym pomaga. Nie zostawia mnie samego ani na chwile, kiedy robimy jakieś ćwiczenie w parach zawsze mi towarzyszy. Czasami próbuje przekonać do mnie swoich znajomych, ale na pierwszy rzut oka widać, że pałają do mnie dość dużą niechęcią. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest, może zawsze reagują tak na nowych.
Co mogę napisać o Stefanie? Jest strasznie irytujący, robi mi wszystko na złość, co chwile mówi tylko "Michi to, Michi tamto". Poza tym cały czas rzuca swoje złote życiowe rady. Np. ostatnio kiedy mieliśmy trening na skoczni strasznie słabo mi szło, nie potrafiłem przekroczyć nawet punktu konstrukcyjnego skoczni. Kraft to zauważył i kiedy byłem na dole zeskoku i przeklinałem wiatr i wszystkie inne możliwe czynniki moich fatalnych skoków, podszedł do mnie i powiedział.
— Oj, Michi. Tak wiele musisz się jeszcze nauczyć. Dałem Ci już życiową radę numer jeden, ale widzę, że prosisz się już o drugą — chwycił mnie za ramiona i spojrzał mi głęboko w oczy — Michi to nie wina wiatru, że skaczesz tak słabo wszystko siedzi tu — dotknął palcem mojego czoła — i tu — wskazał na moją klatkę piersiową — Wszystko siedzi w twojej głowie, musisz oczyścić ją z wszystkich zbędnych myśli, uwolnić się od otaczających Cię problemów, musisz poczuć się wolny jak ptak. Wolność poniesie Cię jak na skrzydłach — powoli rozsunął suwak mojego kombinezonu i położył swoją dłoń w okolicach mojego serca, poczułem ciepło jego skóry, całe moje ciało przeszły dreszcze — Czujesz to? To bicie twojego serca. Skoro jesteś skoczkiem pewnie masz w nim osobne miejsce na swoją pasję. Kochasz to, prawda? — kiwnąłem głową — Więc rób to z serca. Wyobraź sobie, że każde uderzenie to dodatkowy metr, który przelecisz. Traktuj skakanie jak kochankę. Nie pozwól, żeby myślała, że przestajesz o niej myśleć, dbaj o nią, a efekty same przyjdą.
Kiedy dawał mi te swoje złote rady czas na chwilę stawał w miejscu. Stefan mówił o tym wszystkim z taką pasją, z takim zaangażowaniem, jakby to były ostatnie słowa, które do mnie mówi. Chciałem być taki jak on, chciałem być jak najbliżej niego.
Tego samego dnia podszedł do mnie i zapytał czy nie chce iść z nim i z dwoma kolegami z drużyny na piwo, wolałem iść z nim sam, ale skoro już zabrał ich to szkoda byłoby odmówić. Istniała szansa, że któryś z nich mnie polubi i oprócz Stefana będę miał innych przyjaciół. Zabrał mnie ze sobą do niewielkiego baru, przy jednym ze stolików siedziało dwóch gości, których kojarzyłem właśnie z kadry. Nie miałem pamięci do nazwisk, ale jeden z nich miał na imię Manuel, a drugi chyba Gregor.
— Cześć, przepraszam, że musieliście na nas tak długo czekać, ale sami wiecie, korki i te sprawy — powiedział Stefan.
— Nie ma problemu, miło było posiedzieć tu sobie z Gregorem, który sączy piwo z sokiem malinowym jak baba — Manuel przewrócił oczyma, ściszył głos — Czasami zastanawiam się czy przypadkiem nie miał być dziewczyną — zaśmiał się pod nosem — Ty pewnie jesteś Michael? — zwrócił się do mnie.
— Tak, jestem Michael. Nie było wcześniej okazji, żeby się bliżej poznać — odparłem.
— No tak, okazja nie trafia się sama, okazję trzeba sobie stworzyć — powiedział Manuel —Wybacz, że tak długo z tym zwlekaliśmy, ale nasza Primadonna — skinął delikatnie głową w kierunku Gregora — nie chciała powiększać swojej świty, ale powiem Ci, że nie warto się z nim zadawać. Straszny z niego buc.
— Hola, hola, wypraszam to sobie — rzucił rozzłoszczony Gregor — Przecież wiesz Manuel, że beze mnie byście zginęli. Jestem waszą gwiazdą, rozświetlam wasze życie.
— Tak samo działa neon nad burdelem. Nie szczyciłbym się tym tak — powiedział Manuel.
Gregor naburmuszył się, wstał i przesiadł się do innego stolika. Stefan patrzył na całą tę scenkę z politowaniem.
— Manuel, Gregor, czy wy choć raz możecie się nie kłócić o byle gówno? — zapytał — Co sobie Michi pomyśli? Ciebie Fettner uzna pewnie za najbardziej chamskiego i zgryźliwego faceta świata, a Ciebie Schlieri za największą ciotę świata skoków. Na pewno tego chcecie?
Spojrzeli na siebie, Gregor cały czas wyglądał na obrażonego, ale wstał, podszedł do Manuela i wyciągnął do niego rękę na zgodę. Manu rzucił na nią okiem i zapytał:
— A umyłeś ją chociaż?
O ile wcześniej zanosiło się na to, że będzie zgoda, o tyle po tych słowach było już wiadomo, że nic z tego nie będzie. Gregor zabrał swoją kurtkę i opuścił lokal. Stefan patrzył na Manuela z nienawiścią w oczach.
— No co, ja przecież nic nie zrobiłem — powiedział Manu.
— Ta jasne, oprócz tego, że zachowałeś się jak dziecko to nie zrobiłeś nic, no faktycznie, jak zawsze — powiedział Stefan po czym poszedł zamówić piwo dla siebie i dla mnie.
Wieczór w towarzystwie tej dwójki minął mi naprawdę fantastycznie, Manuel okazał się spoko facetem i nawet go polubiłem. Mam nadzieję, że następnym razem poznam też lepiej Gregora, o ile Manu znowu nie zabłyśnie swoją zgryźliwością.
CZYTASZ
the thorn birds
FanfictionKiedy los brutalnie odebrał Stefanowi to co miał najcenniejsze, jego życie straciło sens. Uwięziony jak ptak w klatce, nie może uciec. Prześladowca pragnie jego miłości, ale czy można pokochać kogoś, kto zamienił twoje życie w piekło. Kogoś, kto chc...
