Rozdział 19.

49 15 0
                                        

Nie! To nie może być prawda! Niee! - krzyczałam  zrozpaczona.

Nagle znowu poczułam na sobie czyjeś dłonie. Zaczęłam się szarpać, lecz usłyszałam głos, który mnie trochę uspokoił.

-Kochanie? Co Ci się stało? -  lekko mną potrząsał.

Przerażona otworzyłam oczy.

-To ty?!

-No ja.

-Co ty tutaj robisz?!

-No siedzę...przyjechaliśmy tutaj razem. - patrzył na mnie zdziwiony.

-Chciałeś mnie zabić! Jesteś taki sam jak oni! I co? Teraz będziesz udawał, że wszystko jest super?!- szybko wstałam na równe nogi.

Chłopak wstał tuż po mnie.
Zaczęłam się cofać.

-Zuza poczekaj...ja nie rozumiem o co Ci chodzi.

-Zostaw mnie! Nie podchodź!

Nadal się cofałam, lecz przeszkodziła mi w tym jakaś głupia gałąź!- upadłam na ziemię.
Dominik zaczął iść w moją stronę.
Po chwili kucnął obok mnie i położył dłoń na moim udzie.

-Nie dotykaj mnie! Brzydzę się tobą! Jak mogłeś mi to zrobić!

-Ej! Co się stało?

-Jak możesz tak udawać?!

Nie odpowiedział...zbliżył się do mnie i mnie przytulił. Kiedy to zrobił poczułam jak zbiera się we mnie złość. Automatycznie go odepchnęłam i zaczęłam uciekać.

Cały czas nasłuchiwałam czy za mną biegnie, lecz nic nie słyszałam.  Nie odwracałam się. Chciałam być jak najdalej od niego.

Uciekałam jeszcze przez chwilę, ale cały czas coś nie dawało mi spokoju.Odwróciłam się...Nie było go...Nie biegnął...

Myślałam, że dał sobie spokój, lecz nadal czułam się jakoś źle...

Zatrzymałam się i powoli zaczęłam iść w stronę miejsca gdzie to wszystko się zaczęło...

Na początku nie widziałam nic podejrzanego.

Podeszłam bliżej...

-Boże Dominik!! Co Ci się stało?! - patrzyłam na niego wystraszona.

Stałam bez ruchu wpatrując się w kałużę krwi, która otaczała głowę chłopaka.

Uklękłam obok niego i położyłam dłoń na jego brzuchu.

-Przepraszam...ja nie chciałam...-mówiłam cicho ze łzami w oczach.

Szybko zadzwoniłam po pogotowie. Mimo, że nadal go nienawidziłam to nie chciałam mieć człowieka na sumieniu!
Przecież kiedyś go kochałam! Nie mogłam tego tak zostawić! W końcu to moja wina.

Ułożyłam Dominika w bezpiecznej pozycji i czekałam na przyjazd pogotowia.

Od momentu, w którym dowiedziałam się jaki on jest naprawdę nie potrafię nazywać go swoim Dominisiem...Od tamtej pory go nienawidzę!

Przyłożyłam ucho do jego twarzy, by sprawdzić puls...

Nie oddycha!! Jezu co ja zrobiłam!

-Dominik!! Obudź się!! Wstawaj!! Ja nie chciałam!!- krzyczałam przerażona.

Muszę coś zrobić...Ale co?!  Reanimować? Ale jak?! Przecież ja nigdy tego nie robiłam!
Trudno...Muszę spróbować! Od tego zależy jego życie!

Obróciłam go szybko na plecy i przyłożyłam dłonie do jego klatki piersiowej.

Wykonałam pierwsze uciśnięcie...Uff...chyba nie jest tak źle...
Powtórzyłam czynność po raz drugi.
Zrobiłam to jeszcze kilka razy do momentu, w którym usłyszałam dźwiek karetki.

Ratownicy szybko zabrali chłopaka do samochodu...

- Czy ja mogłabym jechać z wami? - zapytałam załamanym głosem.

- A kim pani jest dla niego? - zapytał mężczyzna.

- Jego...dzi...dziewczyną. - powiedziałam wahając się.

- W takim razie przykro mi. Tylko rodzina...przepraszam musimy już jechać.

Nie słuchałam go...
Weszłam tam na siłę...

Kiedy spojrzałam na Dominika, wydawał się taki bezbronny...Nie potrafiłam się na niego gniewać...

Patrząc jak ratownicy reanimowali go całą drogę, nie mogłam powstrzymać łez, które spływały po moich polikach...

Cdn.

It's over? [ZAKOŃCZONE]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz