Rozdział 20.

49 13 0
                                        

Patrząc jak ratownicy reanimowali go całą drogę, nie mogłam powstrzymać łez, które spływały po moich polikach...

W pewnym momencie poczułam wibracje na swoim udzie. Szybko wyciągnęłam z kieszeni telefon i odblokowałam go, by móc sprawdzić kto do mnie napisał.

To chyba nie był dobry pomysł...

Niezajomy: Hej piękna! Przeszły już humorki? 😘

Ja: Jezu człowieku! To żeś sobie moment wybrał!

Nieznajomy: Ej... Co cię znowu ugryzło?

Ja: Mój chłopak właśnie walczy o życie, więc daj mi spokoj!

Nieznajomy: Dominik? Co mu się stało?

Po przeczytaniu ostatniej wiadomości mnie zamurowało... Skąd od wie kto jest moim chłopakiem?! Przecież praktycznie nikt nie wie...

Nie odpisałam mu...

Tępo patrzyłam w bladą twarz Dominika próbując znaleźć w niej odpowiedź na pytanie "kim jest ten człowiek?".

W końcu!!

Klatka piersiowa chłopaka zaczęła samodzielnie unosić się i opadać.

W moich oczach zaczęło gromadzić się jeszcze więcej łez. Dopiero teraz zrozumiałam, że naprawdę go kocham. Nie potrafiłabym bez niego wytrzymać...
Nie wybaczyłabym sobie, gdyby tego nie przeżył...

****

Po długiej i wyczerpującej drodze pełnej łez dotarliśmy do szpitala.
Ratownicy szybko przewieźli Dominika do jakiejś sali, do której nie chcieli mnie wpuścić...
Bezlisnie opadłam na jedno z krzeseł ustawionych w rzędzie przy ścianie i zaczęłam płakać z bezradności. Ta cała chora sytuacja jest zbyt trudna... Jestem przecież tylko nastolatką... Jak mam poradzić sobie z czymś takim skoro pewnie niejeden dorosły miałby z tym spory problem..

Zaczęłam rozmyślać, cały czas ocierając łzy z moich policzków. 

Po chwili dostrzegłam przy recepcji jakieś małżeństwo. W sumie to powinnam była ich zignorować...Ale nie mogłam...Ta pani...Ona...Ona była tak łudząco podobna do mojego chłopaka...

Patrzyłam na nią jeszcze chwilę, lecz wywnioskowałam, że to niemożliwe i, że musiało mi się coś przewidzieć.

Oparłam łokcie na swoich kolanach, schowałam twarz w dłonie i wróciłam do swoich przemyśleń...

Wyrwał mnie w nich jakiś głos...

-Dobry wieczór... To ty jesteś dziewczyną naszego syna? - spytała cicho kobieta

Zdezorientowana podniosłam szybko głowę i ujrzałam przed sobą te same dwie postacie! To nie mógł być przypadek! Od początku wiedziałam, że to jakaś rodzina!

Małżeństwo patrzyło na mnie pytającym wzrokiem, a ja nie potrafiłam nic odpowiedzieć. Byłam sparaliżowana strachem...Co miałam powiedzieć? "Dobry wieczór! Tak to ja! Przeze mnie państwa syn walczy teraz o życie?"... Świetny początek znajomości...

Jeszcze przez chwilę panowała cisza, lecz w końcu udało mi się z siebie coś wydusić.

-T-tak...skąd państwo wiedzą?

-Pani w rejestracji powiedziała nam, że na siłę weszłaś do karetki i siedzisz tatuj już kilka godzin czekając na jakiekolwiek informacje. -odpowiedział mężczyzna

-To prawda...Ale nie chcą mi nic powiedzieć bo nie jestem z rodziny...-powiedziałam cicho przymykając oczy ze zmęczenia

-Widać, że jesteś już wykończona...wróć do domu. Prześpij się...

-Nie mogę go tutaj zostawić...

-Już i tak byłaś tutaj bardzo długo...Teraz my jesteśmy, więc nie będzie sam... Nie martw się..- zapewniała mnie pani Magda (mama Dominika)

- Ja dziękuję za państwa troskę, ale wolę tutaj zostać.

-No dobrze...-odpowiedziała kobieta i usiadła obok mnie po czym rzekła do swojego męża :

-Kochanie przynieś jej jakąś kawę, proszę.

Zanim zdążyłam jakkolwiek zaprzeczyć pana Marka już nie było...

Westchnęłam cicho i oparłam głowę o ścianę czekając na lekarza.

Sen jednak był silniejszy...nawet nie wiem kiedy usnęłam.

No dzień dobry! 💕

It's over? [ZAKOŃCZONE]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz