Sen jednak był silniejszy...nawet nie wiem kiedy usnęłam.
Podniosłam się i usiadłam na krześle, tak jak powinno się siedzieć...
Przede mną stali rodzice Dominika.
- Zuza, możesz już wejść do jego sali! Obudził się! Żyje! - powiedziała mama mojego chłopaka.
Nic nie odpowiadając pobiegłam do miejsca, gdzie leżał Dominik. Po cichu weszłam do jego sali...
Chłopak siedział na łóżku. Bardzo cieszyłam się, że żyje, ale coś było nie tak. Dominik miał jakiś inny wyraz twarzy. Wyglądał jakby coś go gnębiło. Kiedy go przytuliłam i chiciałam mu powiedzieć, że bardzo go kocham, przyłożył palec do moich ust...W momencie, gdy wypowiedział moje imię, spojrzałam na niego, lecz nie byłam w stanie rozczytać jego słów, bo zagłuszał je krzyk i płacz jakiejś kobiety...
Otworzyłam oczy. Ujarzałam rodziców Dominika. Płakali. Nie wiedziałam, co się wokół mnie dzieje.
- Co się stało? - zapytałam.
- On...Dominik...- mówiła zrozpaczona kobieta - Tam leży! Oni go reanimują!
Bez zastanowienia pobiegłam do miejsca, gdzie leżał mój Dominiś...
Spojrzałam przez szybę w drzwiach. Łzy ponownie napłynęły mi do oczu. Nie wiedziałam, co zrobić. Złapałam za klamkę i wbiegłam na salę. Nie zdążyłam podejść do jego łóżka, bo pielęgniarka zastawiła mi drogę.
- Proszę mnie puścić! Ja muszę! - krzyczałam przez łzy.
- Pani nie może tutaj przebywać. Proszę wyjść i nie utrudniać nam pracy. - powiedziała, po czym popchnęła mnie w stronę drzwi.
Stałam na korytarzu ze łzami w oczach patrząc ślepo w jeden obiekt - Dominika.
Nie wiem ile tak stałam, zupełnie straciłam rachubę czasu.
Nagle poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Nawet przez chwilę nie spojrzałam na osobę, która stała za mną. On był teraz najważniejszy.
-Prosze pani. Proszę pójść ze mną, dam pani coś na uspokojenie. -powiedziała jakaś kobieta spokojnym tonem.
Nie miałam siły się sprzeciwiać. Poszłam za nią...
Po zażyciu tych tabletek, trochę się uspokoiłam.
Wyszłam z gabinetu zabiegowego i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Chciałam być przy nim, lecz nie chciałam jeszcze bardziej załamywać jego rodziców.
Wyszłam ze szpitala i udałam się w stronę pobliskiego parku, by trochę ochłonąć.
Mój telefon zaczął dzwonić. Szybko go wyciągnęłam i odblokowałam .
Lauri 💕: No i jak tam? Co robicie gołąbeczki?
Zastanawiałam się co jej odpisać. Kompletnie nie miałam pomysłu co zrobić, więc nic nie napisałam. Chciałam jej cokolwiek odpisać, ale nie byłam w stanie. Próbowałam nie myśleć o nim ani o tej chorej sytuacji, ale...ale nie potrafiłam! Kiedy każda moja myśl kierowała się w stronę Dominika, zaczynałam płakać...
Dobra! Nie mogę dłużej się tym zadręczać! Muszę coś zrobić!
Złapałam za telefon i wybrałam numer swojej przyjaciółki, po czym wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo, Laura? - szeptałam, dławiąc się łzami.
- Hej Zuza! I jak tam? - pytała radosnym głosem.
- Nie no, ze mną wszystko dobrze...tylko Dominik...- znowu się rozpłakałam.
- Jak to?! Co z nim?!
- No wiesz...jest w szpitalu, co chwilę go reanimują...
- Co?!
- W sumie to nie jest źle...przynajmniej poznałam jego rodziców...
- Zuza trzymaj się! Zaraz tam będę! Nie rób niczego głupiego!
Rozłączyła się...
I co teraz?! Z jednej strony chcę tam wrócić, ale z drugiej nie...dobra. Idę tam!!!
Kiedy znalazłam się na korytarzu, powoli podeszłam do szklanych drzwi, za którymi miał leżeć Dominik...
Niepewnie weszłam do sali...
Spojrzałam na jego łóżko. Co to jest?! Był przykryty białym " prześcieradłem" . Jego klatka piersiowa nie poruszała się, a cała aparatura była odpięta.
-Bardzo mi przykro zrobiliśmy,co w naszej mocy. -powiedział jakiś męski głos.
CZYTASZ
It's over? [ZAKOŃCZONE]
Nouvelles20.07.2017r - #88 w OPOWIADANIE 22.07.2017r - #76 w OPOWIADANIE -Aleks! Przestań! Ja mam chłopaka! Jego wyraz twarzy od razu się zmienił. Zrobił się jakiś groźniejszy. Nie miałam wyjścia. Musiałam działać. Bezmyślnie chwyciłam nóż i pchnęłam nim w...
![It's over? [ZAKOŃCZONE]](https://img.wattpad.com/cover/89527087-64-k544899.jpg)