^zdania podkreślone wymawiane są w języku rumuńskim^
-T-to mój dom- wydukała wciąż trzymając swoje dłonie na ustach. Szeroko otwartymi oczami badała teren wokół niej. Powoli wstała i małymi krokami zmierzała ku kolumnadzie przed skromnym ogrodem.-Tutaj bawiłam się z Tudorem i resztą, a tam wchodzi się od razu do komnaty gościnnej- palcem wskazała na łukowate przejście pozbawione drzwi, znajdujące się za kolumnami.
-Czyli jednak trafiliśmy idealnie na trop Twojego ojca- szarowłosy szybko podsumował całą sytuację.-Teraz wystarczy, że Cię mu oddamy i po sprawie. Zapytaj się, gdzie on jest i te porwane dziewczynki
-Gdzie on jest? Mój tata?-niechętnie zapytała wilkołaka, który nagle zmieszał się.
-On musiał wyjechać i nie mówił, kiedy wróci. Za to wiem, gdzie są dziewczynki!- szybko uprzedził niebieskooką, jak zobaczył jej irytację.-Proszę za mną panienko, państwo- Tudor dłonią wskazał na łukowate przejście. Ruca weszła jako pierwsza, kierowała się w zupełnie inną stronę, niż prowadził wilkołak, co nie umknęło mu uwadze.-A panienka dokąd? Musimy zejść do piwnic
-Chcę zobaczyć swoją komnatę- rzuciła szybko i zaczęła wchodzić po krętych schodach, jednak gwałtownie zatrzymała się.-Też chcecie ze mną iść, czy ruszacie za Tudorem do dziewczynek?- zapytała po cichu.
-Dokąd?- granatowooki hrabia zareagował najszybciej, przez swoją niecierpliwość.
-Do mnie- wydukała widząc powagę wymalowaną na twarzy chłopca.
-Idź z nią, później dołączycie, skoro tak bardzo chce iść na górę- stuknął swojego lokaja w ramię i odwrócił się na pięcie do nastoletniego szlachcica, który jedną nogą był już w piwnicach.-Raczej oni nic mi nie zrobią, nie martw się- rzucił na odchodne i zniknął w ciemności podziemi.
-Chodź- pociągnęła za rękaw czerwonookiego.
Oboje zmierzali na piętro zamczyska, tylko po to, aby zobaczyć starą komnatę Ru. Przechodzili przez szare korytarze z małymi oknami, co chwile mijając stare drzwi. Jedne z nich były uchylone, na samym końcu korytarza właśnie tam, gdzie była jej komnata. Zastygły w czasie tak, jak je zostawiła po ostatnim przebraniu się. Przyśpieszyła kroku o mało nie wywracając się o spódnicę sukni. Sebastiana nie dziwiło zachowanie dziewczyny, w końcu nie była w domu przez długi czas, a zobaczyć swoje stare włości mogą być nie małym szokiem, dlatego zachowując milczenie, pozwalał prowadzać się po zamczysku wedle jej woli. Nieśmiało otworzyła drzwi na oścież oraz widząc całe wnętrze komnaty lekko zachwiała się na nogach, wszytko wyglądało zupełnie tak, jak wcześniej, podłogę zdobił spory, czerwony dywan lekko zawinięty przy dębowym łóżku oraz brudny w jednym rogu. a na brązowym fotelu leżała niedbale rzucona książka. Na łóżku spoczywała lekko rozciągnięta, zielona dziecięca sukienka, jakby nie z tej epoki, tuż pod nią stały maleńkie trzewiki. W półce, gdzie były książki panował chaos poprzez poprzewracane w niej grube lektury o różnej wielkości, zaś na dębowej toaletce stała otwarta szkatułka z wnętrzem wyżłobionym na znak krzyża identycznej wielkości, jaki miał wisior niebieskookiej. Przez spore okna, słońce oświetlało cały pokój, nadając mu niewinnego i rodzinnego klimatu. Dziewczyna przyglądając się temu wszystkiemu z ogromnym szokiem, natrafiła na oprawiony w złotą ramę, średniej wielkości obraz małej dziewczynki. Uważnie przyglądała się jej uśmiechniętej twarzy i roześmianym, dużym, niebieskim ślepiom. Mocniej złapała za dłoń kamerdynera, aby nie uronić żadnej łzy przepełnionej smutkiem.
-Chodźmy stąd- powiedziała ledwo słyszalnie.
-Jak sobie życzysz- czerwonooki odpowiedział jej neutralnym głosem, aby nie zmuszać Ru do zalania się łzami. Delikatnie przełożył jej dłoń pod jego ramię, aby dodać dziewczynie choć trochę otuchy i skierował się na parter zamku.-Chodźmy do panicza i reszty, musimy wypuścić te dziewczęta- oznajmił łagodnie.
CZYTASZ
Hybryda || Kuroshitsuji ||
Fanfiction-Ale Ty mnie nie zostawisz, prawda? -Mojego skarba nigdy nie zostawię [Akcja z anime(akcja rozgrywa się w uniwersum drugiego sezonu) została wydłużona oraz kolejność zdarzeń trochę zmieniona na potrzeby książki 😗]
