- I co ja mam teraz zrobić? - pytałam sama siebie.
Ja zaraz zejdę na zawał! Trup w moim pokoju! Dobra Charlotte myśl trzeźwo.
Podeszłam do martwego mężczyzny i kucnęłam przy nim, aby lepiej mu się przyjrzeć. Był ubrany w bordowy, hotelowy garnitur. Platynowa plakietka na jego piersi głosiła, że mężczyzna miał na imię Jerry i był kierownikiem tego hotelu. Boże Jerry jak ja ci współczuję. Miał już siwe włosy i delikatne zmarszczki pod oczami, i na czole. Wyglądał na około czterdzieści lat. Jego orzechowe oczy były szeroko otwarte, usta uchylone, a broda i kołnierzyk koszuli były strasznie obślinione.
- Okay Charlotte! Pomyśl. Nie możesz zostawić odcisków bo wtedy staniesz się główną podejrzaną o morderstwo.
Nawet w kryzysowych sytuacjach starałam się myśleć wyprzedzając wydarzenia. Zawsze wszystko musiałam przemyśleć, dzięki czemu nie popełniałam zbyt wielu błędów. Chociaż teraz może trochę przesadzałam? ALE JA MAM TRUPA NA PODŁODZE! Jak mam nie panikować?
W kosmetyczce mam gumowe rękawiczki do farbowania włosów. Szybko przeszłam przez pokój do walizki i wygrzebałam niebieskie rękawiczki. Wzięłam je razem z rozjaśniaczem i farbą do włosów o kasztanowym odcieniu, gdybym musiała zmienić wizerunek.
Sprawnie nałożyłam rękawiczki na ręce i ponownie podeszłam do mężczyzny. Dla upewnienia się, pochyliłam się nad Jerrym i przyłożyłam mu dwa palce do tętnicy szyjnej, aby sprawdzić czy na pewno nie ma pulsu. Nie miał go, ale był jeszcze ciepły. To znaczyło, że zmarł najdalej dziesięć godzin temu. Ciekawe nieprawdaż? Wszystkie swoje umiejętności zawdzięczam studiom medycznym.
Znowu wzięłam głęboki wdech i powoli rozpoczęłam inspekcję. Sprawdzałam czy Jerry nie ma ran po postrzale lub po ostrym narzędziu. Szukałam śladów na głowie, bo mógł zostać czymś mocno uderzony. Odpięłam pierwsze guziki u koszuli Jerryego i zobaczyłam sine ślady na szyi. To znaczy, że był duszony. Kiedy już miałam się wyprostować poczułam dziwny zapach wydobywający się z ust trupa.
Kiedy tylko poczułam tę woń zachciało mi się wymiotować. Momentalnie ją rozpoznałam, jak gorzkie migdały. Zawsze przyprawiała mnie o mdłości. W przeszłości miałam do czynienia z tą substancją na studiach. Ktoś musiał mu podać kapsułkę z cyjankiem potasu, chyba że Jerry sam chciał popełnić samobójstwo, w co autentycznie nie wierzyłam. Jeżeli ktoś go otruł, to Jerry musiał nie jeść nic od kilku godzin, bo inaczej reakcja cyjanku z kwasem żołądkowym trwałaby na tyle długo, że Jerry zdążyłby wyjść z tego pokoju i zmarłby gdzie indziej. Chyba że został zatrzymany. O tym, że to sprawka cyjanku utwierdziły mnie różowe plamy na rękach i karku Jerryego. Rozpięłam mu koszulę - na klatce piersiowej też miał plamy. Pojawiały się one zazwyczaj na skutek zatrucia.
Spojrzałam na zegarek. Zaraz będzie pierwsza a ja ślęczę nad jakimś trupem. Nawet jeszcze nie zadzwoniłam na policję, ani do Louisa. Kiedy dowie się, że zwlekałam z telefonem to mnie chyba zabije i posadzi obok Jerrego...
Podeszłam do balkonu żeby móc bliżej przyjrzeć się zamkowi. Był naruszony, oczywiste, że ktoś przy nim majstrował co może oznaczać włamanie. Spojrzałam w stronę Jerryego. To nie on się włamał bo tu pracuje, czyli on wszedł przez drzwi, a ktoś inny przez okno i doszło do konfrontacji.
No to teraz mam z grubsza zarys wydarzeń. Ktoś się tu włamał, najpewniej czekał na mnie. O ironio. Uśmiechnęłam się cierpko. Przed takimi ludźmi jak Wilson nie da się uciec. Dalej. Kierownik usłyszał hałas, albo był już w tym pokoju. Kiedy Jerry zobaczył włamywacza ten musiał się jakoś wybronić, więc podał mu truciznę przygotowaną - najpewniej – na mnie, po czym go poddusił. Kiedy Jerry stracił przytomność włamywacz zyskał czas na ucieczkę, a trucizna zyskała czas na to aby wejść w reakcję z kwasem żołądkowym.
CZYTASZ
Czarna Orchidea
ActionCharlotte, dziewczyna, która dowiedziała się zbyt wiele. Gnana niebezpieczeństwem musi uciekać z rodzinnej Francji do San Jose w USA. Ale nawet wyjazd za granice nie pomaga jej uniknąć zagrożenia. Postanawia, więc wziąć sprawy w swoje ręce. Wydawało...
