Bez namysłu rzuciłam się na łóżko, wtuliłam w dużego pluszowego misia i przyciągnęłam laptopa. W pokoju, jak zawsze, było ciemno. Ciemne rolety ograniczały promienie słoneczne które i tak próbowały przedostać się do pomieszczenia. Jedyne światło dawał ekran laptopa. Weszłam w czat na którym spędzam bardzo dużo czasu, pisząc z osobą, która jako jedyna mnie doskonale rozumie.
Użytkownik fuckoff napisał do ciebie.
Z uśmiechem włączyłam okno czatu.
fuckoff: Nienawidzę tej szmaty, mówię ci wyrwę jej kiedyś te doczepy!
ja: Widzę, że masz za sobą ciekawy dzień.
fuckoff: No świetny po prostu. Tęsknię za tobą i tamtą szkołą.
ja: Wróć.
Na czacie to tylko głupie stwierdzenie którego i tak nie weźmie na poważnie, a w mojej głowie to błaganie. Błagam za każdym razem gdy to piszę. Jeszcze rok temu wszystko wyglądało inaczej. Przed przeprowadzą Charlie było lepiej. Przy niej potrafiłam sobie poradzić bo zawsze dodawała mi siły. Teraz z dnia na dzień coraz bardziej ją tracę.
fuckoff: Chciałabym :/
ja: Wróciłam dzisiaj później do domu. Zasnęłam w szkole.
fuckoff: Skarbie...
ja: Był w domu.
fuckoff: Chcesz pogadać czy coś obejrzeć?
ja: Obejrzeć.
Użytkownik fuckoff dzwoni do ciebie.
Kliknęłam zieloną słuchawkę. Dziewczyna siedziała na łóżku ze skrzyżowanymi nogami, miała na sobie krótkie, czarne spodenki i czerwoną bluzę. Jak zawsze wyglądała uroczo. Posłała mi smutny uśmiech na który odpowiedziałam tym samym.
Obie ułożyłyśmy się wygodnie na łóżku, kładąc laptopa obok siebie. Włączyłyśmy film w tym samym momencie. Oglądałam go już chyba 3 raz, jednak za każdym razem odpływałam analizując cały miniony dzień.
Po skończonym seansie porozmawiałyśmy jeszcze chwilę o bezsensownych rzeczach.
–Uciekam spać.
–Dobranoc, musisz się wyspać, żeby znowu nie spać w szkole. Pilnuj się tam mała.
–Postaram się, dzięki.
Rozłączyłam się. Odłożyłam laptopa na biurko i poszłam wziąć szybki prysznic.
***
Obudziłam się kilka minut przed budzikiem. Założyłam wcześniej przygotowane ubrania, przeczesałam włosy i pomijając śniadanie na które nie miałam ochoty wyszłam z domu. Włożyłam do uszu słuchawki zanim zdążyłam włączyć muzykę usłyszałam swoje imię.
–SKYLER! –odwróciłam się i zobaczyłam blondyna biegnącego w moim kierunku.
Wzruszyłam lekko ramionami i odwróciłam się z powrotem kierując się w stronę przystanku autobusowego. Słyszałam coraz głośniejsze kroki. Poczułam jego ciężka rękę na ramieniu. Odwróciłam się do niego szybko zrzucając przy tym jego rękę. Chłopak oparł dłonie na kolanach starając się uspokoić swój oddech.
–Cześć. –uśmiechnął się przyjaźnie.
–Czego ty jeszcze chcesz. Pokazałam ci szkołę.
–Może po prostu pogadać?
–Zły pomysł. Ty chyba serio nie wiesz co robisz. Matt ci nie wytłumaczył?–powiedziałam naciskając na imię chłopaka z klasy.
–Wytłumaczył. Ale nie mam zamiaru go słuchać. Nie obchodzi mnie co myślą o tobie inni. – zaczął mi się przyglądać.
–Nie licz, że będę nastawiona równie optymistycznie. –ruszyłam szybszym krokiem.Chłopak nie miał problemu żeby mnie dogonić. Szedł równym krokiem dostosowując się do mojego tempa. W kilka minut doszliśmy na przystanek.
–Zawsze wychodzisz o tej godzinie na przystanek?– spojrzałam zirytowana.
–Teraz zdecydowanie muszę zmienić mój grafik wychodzenia z domu. –chłopak zaśmiał się na moje słowa.Na autobus czekaliśmy w ciszy. Pojazd przyjechał do mniej więcej 10 minutach. Blondyn pokazał ręką że mam iść pierwsza.
Usiadłam w losowym miejscu pod oknem, a torbę położyłam obok siebie. Chłopak bez namysłu usiadł obok mnie, zabierając moja torbę na kolana.
–Uparty jesteś.
–Też cię lubię. –mrugnął w moim kierunku.Zrezygnowana westchnęłam i w końcu włączyłam muzykę z telefonu. Podróż minęła szybko. Aż za szybko. Zdecydowanie wolałabym siedzieć w tym autobusie cały dzień niż w znienawidzonym budynku zwanym szkołą. Luke przepuścił mnie przodem, zabrałam torbę z jego kolan i czym prędzej wyszłam z autobusu. Przyspieszyłam kroku żeby nie musieć patrzeć na tych wszystkich ludzi stojących przed budynkiem.
Chłopak również przyspieszył jednak zatrzymał się na głos Matta.–Siema stary! –przybili sobie piątkę– nie gadaj że musisz jeździć z tą kretynką? Gościu, ty na prawdę masz pecha.
–Um, taa..Niewzruszona jego słowami ruszyłam pod sale w której miała odbyć się pierwsza lekcja. Na fizyce niestety znów musiałam siedzieć z Lukiem.
–Kurde, to jest trudniejsze niż się wydawało.–chłopak próbował rozgryźć zadanie które mieliśmy wykonać.–mogłabyś mi pomóc?– spojrzał z nadzieją wypisaną na twarzy.
Wzięłam głęboki wdech i rozpisałam na kartce zadanie, krok po kroku tak żeby zrozumiał. Podałam mu kartkę. Przyglądał się chwilę, coś zapisał w zeszycie i odwrócił się do mnie uradowany.
–Dzięki Sky! Jestem ci winny przysługę.
***
Nadeszła ostatnia i jednocześnie jedna z gorszych lekcji - wf. Nienawidziłam tej lekcji. Nie czułam się komfortowo przebierając się w szatni pełnej dziewczyn z klasy dlatego zawsze robiłam to w toalecie. Jak codzień ćwiczyłam w długich, czarnych, dresowych spodniach i bordowej bluzie na długi rękaw. Przez mój ubiór część osób dziwnie się na mnie patrzyła jednak mi to nigdy nie przeszkadzało. Gdzieś miałam opinie ich wszystkich.
Na sali musiałam zostać chwilę dłużej ponieważ musiałam dać nauczycielowi od tego przedmiotu zwolnienie z zajęć na których mieliśmy jechać na basen. Pan od wf spojrzał na mnie krzywo ale przyjął zwolnienie. Wróciłam do szatni w której na szczęście nikogo już nie było. Nikogo ani niczego. Łącznie z moimi ubraniami.
Kurwa.
Podeszłam do torby która jako jedyna z moich rzeczy została. Nad torbą wisiała kartka:
"Pozwalasz sobie na za dużo zdziro"
Oderwałam kartkę i wyrzuciłam ją do koszta. Zabrałam torbę i ruszyłam na przystanek znajdujący się kilka minut od szkoły. Kiedy wyszłam na zewnątrz chłód rozszedł się po całym moim ciele. Potarłam ramiona, naciągnęłam rękawy bluzy tak, żeby zakrywały całe dłonie i przyspieszyłam kroku. Z każdej strony dobiegał do moich uszu śmiech i wyzwiska.
"Szmata w szmatach!", "Z którego przytułku się wyrwałaś?", "Na lepsze cię nie stać?"Zarzuciłam kaptur bluzy na głowę. Na przystanku znalazłam się 10 minut przed czasem. Podkuliłam nogi owijając je ramionami i oparłam głowę o kolana. Usłyszałam skrzypienie desek co znaczyło, że ktoś usiadł obok mnie.
–Co się stało? -podniosłam wzrok by zobaczyć zmartwioną minę Luka.
–Nic.
–Jeśli nic by się nie stało, nie siedziałabyś teraz w stroju od wf na przystanku.
–Odpierdol się.Chłopak nie odpowiedział. Przez moje ciało przeszedł zimny, nieprzyjemny dreszcz spowodowany niska temperaturą. Chłopak wstał, zdjął kurtkę i założył mi ją na ramiona.
-Spoko, nie musisz dziękować.–prychnęłam na jego słowa.
Dziękuję, Luke.

CZYTASZ
Don't touch me, please
Short Story-Nie dotykaj mnie - powiedziała poważnym tonem. -Dlaczego? O co ci chodzi? - Nie odpowiadając ruszyła przed siebie. Bez namysłu złapałem ją za nadgarstek. Poczułem jak cała się spięła. Powoli odwróciła twarz, w jej oczach pojawiły się łzy. -Nie do...