Paryż vol.1

256 21 18
                                        

*Anita pov*

-Ej! Kamraci!-wołał cafe arabica-Jesteśmy w Paryżu!

-Aaaaa! Ale cudnie!-krzyczę.

Zawsze marzyłam, żeby pojechać do Paryża. W końcu to światowa stolica mody, kuchni oraz przede wszystkim miłości! Moi towarzysze również są tym bardzo podnieceni, niczym gimbusy oglądające po kryjomu porno dziadka zboczeńca. Uznałam, że to trochę pedalskie, że chłopcy tak bardzo cieszą się tym Paryżem. Może mają w tym jakieś interesy...

Później

Malik zaparkował pod wieżą Eiffla. Wysiedliśmy z busu i zaczęliśmy podziwiać metalową konstrukcje.

-Chodźcie wiedziemy na sam szczyt !- proponuje Żabson.

-Ok! Doskonały pomysł- wturuje Taco.

-Ja pasuje- mówi Arabisko- mój kolega z młodzieńczych lat ma tutaj niedaleko budkę z kebabem. Zamierzam go odwiedzić ̶i̶ ̶d̶o̶k̶o̶n̶a̶ć̶ ̶z̶a̶m̶a̶c̶h̶u̶.

-Jak wolisz- odpowiada Żabson.

Montana opuszcza nas w podskokach. Patrzę na ulicę, na park w oddali, na to wszystko co mnie otacza. Szkoda, że ReTo tego nie widzi. Chciałabym żeby tu był, ze mną...

-Anita, to idziesz czy nie?-pyta Quebo.

-Jaa..-zaczynam- niee..chyba..

-Kurwa mów jak człowiek, bo zaraz sprzedam cie byle jakiemu napalonemu starcowi!- Kuba nieźle się wkurwił.

-Nie -mówię stanowczo- chcę być sama...znaczy z Reto...

Patrzą się na mnie jak na idiotkę. Znowu bredzę jak menel po 2 butli Finlandi, a nie czekaj taki to dawno piach gryzie.. Uciekam. Biegnę przed siebie. Skoro nie mogę zwiedzać Paryża z kimś kogo kocham, to nie będę w ogóle tego robić!

*ernest junior pov*

-Dziecko zaczekaj!-woła Kłebo za Anitą.

-Zostaw ją- mówię nieco zazdrosny.-Jeśli ją kochasz to daj jej odejść.

I może wpaść pod samochuj- pomyślałem.

-Pojebawszy? Nie rób ze mnie pedofila, chciałem tylko żeby kupiła nam jakieś wino jak będzie wracać.

-Ha Ha- woła Cypis- wino jest dla pedałów! Stuprocentowe hetero samce alfa piją tylko czystą wódę!

***********************************************************************************

*Mosa mosa a sziwo seri mata pov*

Gdzie ten Abdul miał tą budkę- pytam swego wewnętrznego ja, błądząc wśród lichych knajpek w jakiejś niżowej paryskiej alei. Nagle widzę wielki napis Prawdziwy kebab u prawdziwego araba. Jahha. To tutaj. Pcham szklane drzwi i wchodzę do środka. Czuje swąd tureckich faweli, ahhh dom, cudowny dom.

-شرف!- krzyczę w stronę ciapacza golącego wołowinę.

-Ghawsi? To ty?- woła zszokowany.-Niech no cię uściskam mordo ty moja!

Podchodzę do kolegi i witam się z nim. Tak dawno go nie widziałem.

-Montana, jeśli pragniesz mogę dać ci jedzenie- proponuje- na koszt firmy!

-عاهرة! Stary co ty- wołam wkurwiony- nie rób ze mnie jakiegoś żydka! Jestem bogaty, zapłacę za siebie.

-Jak wolisz.

**************************************************************************************

*Anita*

Biegnę ulicami Paryża. Na oślep, waląc przy tym przechodni.

Rap Battle [UKOŃCZONE]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz