12. Sabriel Reversed

545 35 3
                                        

*Sam jest archaniołem,Gabriel jest człowiekiem*

Sam's P.O.V.

Jako Anioł zawsze trzymałem się na uboczu. Lubiłem rozmyślać, marzyć i fantazjować, byleby nie żyć rzeczywistością. Jako Archanioł powinienem być pełny życia, ale zawsze doskwierała mi samotność, czułem pustkę w środku, która powiększała się z każdym dniem coraz bardziej.
Wszyscy wokół mnie wciąż rozmawiali  o nowym dziele Boga.
Ceniłem to i po dowiedzeniu się podstawowych informacji o tych stworzeniach zostawiłem temat. Nie miałem nic oczywiście do samego Boga,ale po prostu nie interesowały mnie one specjalnie.
Była jedynie jedna rzecz, którą u nich kochałem,a mianowicie kreatywność. Wydane przez nich książki były wspaniałym zabijaczem czasu, którego tu u góry miałem aż nadto. Inni Archaniołowie uważali mnie za dziwaka przez to, iż tak wielbiłem ich dzieła, znałem wszystkie tytuły i ciekawostki z Ziemii, choć bywałem na niej tylko,gdy było to potrzebne.
Zdążyłem już jednak przywyknąć do bycia tym "innym" .Moi bracia nigdy mnie nie akceptowali i nie oczekiwałem już po nich tego. Zdawać by się mogło, że jesteśmy przecież w niebie, miejscu idealnym i pełnym spokoju oraz zgody, a czasem wydawało mi się, iż żyjemy na ciągłym polu walki między sobą. Byłem tu wyśmiewany praktycznie za wszystko: ubiór,gust, charakter,czy po prostu niewyróżnianie się.
Moje dni mijały, więc na czytaniu książek, szczególnie tych niedocenianych.
Po jednym z takich dni zostałem wezwany przez Boga do misji. Nakazał mi pilnować braci Novak. Dowiedziałem się jedynie, że posiada on dla nich wielką misje, a ja mam utrzymać im bezpieczeństwo. Zamurowało mnie. Dlaczego powierzał mnie do takich zadań? Nie miałem pojęcia o ludzkości, ani tym bardziej o ich zasadach bezpieczeństwa. Czy w ogóle mnie zaakceptują?

Gdy zszedłem na Ziemię ujrzałem jednego z nich kradnącego właśnie paczkę żelek ze sklepu.
Czy naprawdę Bóg miał zamiar powierzyć im ważną misję? Może pomyliłem osoby? Zresztą jak mam tam podejść? "Siemka, jestem Archaniołem, wasze życie to żart,a ja mam zapewnić żebyście nie umarli, bo kiedyś będziecie kimś." Tak zdecydowanie zachęcające.
W głębi serca poczułem mały ucisk. Przynajmniej oni mieli mimo wszystko przed sobą jakąś przyszłość,a ja? Po tym zadaniu znowu wrócę do książek i bycia nikim.
Wszedłem w ciało pewnego bardzo religijnego człowieka o brązowych włosach i ruszyłem w stronę budynku braci, po drodze wymyślając jak mam zacząć naszą świetną rozmowę. Zauważyłem, że moje ciało zaczęło sie trząść. Sam, jesteś Archaniołem, a boisz się zwykłej gadki z jakimiś kmiotami z ulicy? Błagam Cię!
Tak zdecydowanie wewnętrzna rozmowa dużo mi da. Bardzo dojrzałe.
Zapukałem do drzwi małego motelu na skraju miasta. Dlaczego właściwie pukałem? Mogłem rozwalić je jednym pstryknięciem palca,cale jakaś wewnętrzna mentalność mi zabraniała. Cholerni ludzie. Jak oni z tym wytrzymywali?
Ujrzałem uchylające się drzwi.
-A ty to kto? -uslyszałem głos chłopaka z paczką żelków.
-Przychodzę w pokoju.-zacząłem.
Brawo Sam, bo to przecież nie jest logiczne.
-Mhm.-odparł krótko wciąż żując słodycze.- coś jeszcze?
-Jestem Sam.- poczułem jak coś ściska mój żołądek od środka. - Będę zapewniał wam bezpieczeństwo.
Oczy mężczyzny rozszerzyły się zanim wybuchnął wielkim śmiechem.
-A ty co? Z opieki społecznej? Naprawdę,kim jesteś?
No jasne, Sam. To raczej nie zbyt normalne żeby losowy gościu mówił takie rzeczy. Dobra, uspokój się. Wdech,wydech,wydech. Cholera, jak to szło?
-Jestem Archaniołem.- wydukałem ledwo słyszalnie.
Chłopak zakrztusił się swoim żelkiem. Bałem się, że znów zacznie mnie wyśmiewać. Nie wiem dlaczego tak się tym przejmowałem.
-Kim?
-Archaniołem Bożym. Jesteście stworzeni do wielkiej misji.
-Nie wyglądasz za bardzo na pierzastego przyjaciela, który chciałby skopać mi dupsko.- zaśmiał się lekko.
Jego śmiech był cholernie słodki. Tak tylko mówię.
Nie wiedziałem co mam zrobić. Ujawniłem na sekundę swe potężne, złote skrzydła,a źrenice mężczyzny rozszerzyły się niemiłosiernie.
-Wow.
Poczułem rozlewające się po moim ciele ciepło. Czy mu się podobały? Nikt nigdy nie był nimi zainteresowany.
Sam, ogarnij się. To zwykły człowiek,jasne ze imponują mu byle jakie skrzydła.
-Mogę wejść? -spytałem chowając moje skrzydła niepewnie.
-Jasne.- uśmiechnął się lekko nadal w szoku.
Wyglądał jakby nic go nie miało już zdziwić w życiu. Nie wiem czego się zresztą spodziewałem, oklasków?
Nie byłem tak pewny i zdecydowany jak Michał,czy inni Archaniołowie. Byłem po prostu niedoskonały.

Destielowe SabrieleOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz