Rozdział 10

3.4K 228 30
                                        

Baekhyun po zjedzeniu kolacji, położył się spać. Chanyeol jeszcze nie. Chciał załatwić kilka spraw przez telefon, ponad to się umyć.

Gdy stanął przed lustrem, bez ubrań, delikatnie się uśmiechnął. Był z siebie dumny. Dumny z tego, jak szybko stał się katem dla uroczego chłopaka.

×××


– Tutaj mieszkam – powiedział jak zawsze z obojętnością, stając przez drzwiami mieszkania w apartamentowcu, w centrum Seulu. Luhan jedynie zerknął przed siebie, po czym znowu spuścił wzrok.
Otworzył przed nim drzwi, a oczom chłopaka, gdy znowu uniósł głowę, ukazał się nowoczesny, jednak niezbyt bogato urządzony salon. Był przytulny i właściwie, nic w nim nie zachwycało. Meble były w kolorach czarno białych, podłogi były szare. Ściany szaro białe.
– Usiądź. Zrobię ci coś do picia. Uspokoisz się – skierował się do niewielkiej kuchni, gdzie wstawił mleko.

Lu w tym czasie jednak nie usiadł, a zaczął oglądać zdjęcia w ramkach, postawionych na meblach. Na zdjęciach był ten mężczyzna, wraz z jakimś małym chłopcem, oraz mężczyzną. Całkiem przystojnym mężczyzną. Byli szczęśliwi. Nastolatek jedynie poczuł nagły napływ smutku. Usiadł na kanapę. Zamierzał zapytać o to, jednak później.
Dostał w ręce kubek gorącej czekolady na mleku.

– Powiedz mi – usiadł w fotelu naprzeciwko – Dlaczego próbowałeś popełnić samobójstwo?

Każda pojedyncza kropla deszczu, uderzała w jego ciało z jakby to coraz większą siłą. Każdy ten mały cios zdawał się być jak wbijanie sztyletu. Zdawało mu się, że te krople uderzają z hukiem o małe, wątłe ciało, leżące pod jego nogami. Jego łzy, mieszające się z deszczem, zdawały się wypalać na niewinnym ciele dziury, tak duże, jakie w sobie miał ten chłopak, skrzywdzony przez życie. Wiedział, że nie jest niewinny. Że zasłużył na swój marny, żałosny los.

Sceny z przeszłości przeskakiwały w głowie Luhana tak szybko, że nawet nie zdążył omieść ich myślami.

– Młody, odpowiesz? – z zamyślenia wytrącił go głęboki głos.

– Nazywam się Lu Han. Lub... Po prostu Luhan – powiedział cicho. Wbił wzrok w oczy mężczyzny, jakby chciał w nich znaleźć coś, co byłoby odpowiedzią na wszystkie zagadki świata – Chciałem wszystko skończyć. W końcu każdy ma swój limit, prawda?

– Prawda, Luhan. Jednak pamiętaj, że nie można się szybko poddawać. Wcale nie można się poddawać. Mam na imię Sehun. I pomogę ci. Gdzie mieszkasz?

– W Seulu, na obrzeżach...

– Z kim?

– Z... – zawahał się. Sam nie wiedział, jak to wszystko ująć – Z kimś, kto na papierku jest moim ojcem i z jego dziwką. Do tego z ich bachorem, któremu poświęcają wszystko – powiedział to za jednym tchem, chcąc to z siebie wyrzucić jak najszybciej.

– Rozumiem. Czyli... Problemy w domu i brak wsparcia popchnęły cię do próby samobójstwa? – chciał go rozgryźć. Cieszył się, że chłopak mówi mu to, a nie płacze i milczy.

– Popchnęło mnie życie. Czuł się pan kiedyś jak zwykły śmieć, niepotrzebny, zbędny i obojętny wszystkim? – powiedział to bez emocji. Czuł się właściwie... Pusto.
Mężczyzna zerknął na zdjęcia, zdobiące pokój. Na jego twarz wkradł się smutny uśmiech.

– Przykro mi, ale nie.

TOY [HARD CHANBAEK]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz