Rozdział 12

3.3K 214 114
                                        

Była dokładnie ósma dwanaście, gdy Baekhyun z bólem podniósł się do siadu. Biodra i lędźwie zdawały się palić cholernym ogniem. Syknął cicho i z lekkim trudem ruszył do kuchni. Chanyeol jeszcze spał. Jego oddech był równy i spokojny. Wydawał się niewinnym, uroczym facetem, dbającym o "swoje", jednak był zupełnie inny. Był sadystycznym potworem.

Wstawił wodę na herbatę i oparł się o blat stołu, patrząc za okno. Na wolność. Mógł uciec, lub spróbować uciec. Ale... bał się, lub nie chciał. Sam tego nie wiedział. Nie mógł pojąć tych wszystkim uczuć, które nim miotały w każdej chwili, gdy był blisko swojego porywacza.

Z zamyślenia wyrwało go chrząknięcie, na co odwrócił się w stronę dźwięku. Wiedział, kto to, bo nikogo oprócz nich, w domu nie było. Szybko odwrócił głowę, czując na sobie jego wzrok.

– Zrób mi kawę – z niewinnym i delikatnym uśmiechem podszedł bliżej, po czym niezbyt delikatnie ścisnął jego pośladek. Pochylił się nad jego uchem i dodał, głębokim tonem – szmato.

Ciało młodszego przeszedł dreszcz. Drżącą dłonią zdjął czajnik z palnika i szybko dolał trochę wody.

– Dzisiaj pojedziemy do Sehuna. Do tego, którego ugryzłeś. I go przeprosisz.

– Nie chcę tam jechać. Boję się go – powiedział cicho, patrząc za okno. W jednym momencie, starszy znalazł się nad nim i trzymając go za włosy i ręce, przycisnął jego głowę do blatu. Kroczem naparł na pośladki chłopaka, okryte tylko bokserkami – Puść mnie... Chanyeol, proszę...

– Jesteś niegrzeczną suką. Będę musiał cię chyba wytresować – mruknął mu do ucha i poruszył biodrami z dużą siłą. Chłopak cicho mruknął, zaciskając powieki. Ten odsunął się i dał mu bardzo silnego klapsa. Byun aż podskoczył z bólu. Słysząc gwizdanie czajnika, ze łzami w oczach na szybko przygotował kawę i zalał kubek z nią i z herbatą. Park zadowolony usiadł do stołu, ze swoją kawą.

×××

– Dzień dobry, maluchu – te słowa przywitały Luhana, gdy tylko otworzył oczy – Zrobiłem śniadanie. Chodź. Porozmawiamy – Sehun posłał mu przyjazny uśmiech, a nastolatek grzecznie wstał. Oh podał mu jeszcze swoją bluzę i jakieś już za małe dla niego samego spodenki. Dla Lu były w sam raz. W za wielkiej bluzie wyglądał uroczo. Poszli do kuchni, gdzie na stole stały już gotowe naleśniki, a obok nich, dżem, nutella, owoce, bita śmietana i różne inne rzeczy. Do tego kakao. Chłopak usiadł do stołu i powoli zabrał się za smarowanie naleśnika nutellą. Ułożył go w trójkąt i zaczął jeść widelcem – Będziemy mieć dzisiaj gości. Przyjedzie tu mój przyjaciel ze swoim... chłopakiem – nie chciał straszyć chłopaka nazwą "zabawka", czy "niewolnik". Wiedział jednak, że będzie musiał uprzedzić o tym Parka, żeby ten zdążył nauczyć Baeka, jak ma się zachowywać.
Dzieciak, który siedział przed nim,był cudowny.  Ból, jakiego musiał doświadczyć, sprawił, że wyglądał jak śmierć, ale mimo to, Sehunowi się spodobał. Ze względu na fakt, że znał osoby o ciężkim życiu, całkowicie chciał się powstrzymać przed zrobieniem sobie z niego zabawki. Zamierzał delikatnie zasugerować mu, że by tego chciał. Chociaż właściwe, wobec Hana czuł coś więcej, niż pożądanie. Chciał się nim opiekować, naprawić jego życie i poprawić jego stan. Uśmiechnął się pod nosem widząc, jak ten siłuje się z otworzeniem słoika dżemu. Był przesłodki. Wziął od niego słoik i otworzył go bez większego problemu.

–Poluzowałem... Dziękuję – zarumienił się delikatnie i posmarował drugiego naleśnika, znowu układając go w trójkąt. Oh zaśmiał się przyjaźnie, co rzadko mu się zdarzało.

– Jesteś taki słodki, Lulu – oparł dłoń na podbródku i sięgnął po suchego naleśnika, zwijając go w rurkę i jedząc ze spokojem.

TOY [HARD CHANBAEK]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz