Rozdział 4

8.4K 218 30
                                        

VICTORIA

Następnego dnia obudziłam się z posmakiem żółci w gardle, a moja głowa błagała wręcz o tabletkę przeciwbólową. Jednak nie miałam tu żadnych leków i musiałam poprosić o nią. Może gosposia miała jakieś tabletki. Otworzyłam wreszcie oczy, a poranne słońce uderzyło w mnie przez co musiałam zmrużyć lekko powieki. Czułam jak moje mięśnie były napięte co oznaczało, że musiałam nie wygodnie się ułożyć.

Wspomnienia ostatniego wieczoru wdarły się do mojej głowy przypominając sobie w ogóle jak trafiłam do łóżka. Mój porywacz pomógł mi w łazience, a następnie zaniósł do łóżka co było dla mnie totalnym zdziwieniem. Przypomniały mi się zasady jakie zaczął ustalać jednak nie dokończył ponieważ pobiegłam do łazienki jakby się za mną paliło. Parsknęłam pod nosem przypominając sobie jego słowa.

Nagle drzwi się otworzyły, a do pokoju weszła gosposia, która nazywała się Anabell jak wcześniej wspomniał mężczyzna. Kobieta w podeszłym wieku z siwymi włosami spiętymi w kok oraz stroju pracowniczym składającym się z sukienki sięgającym za kolano w kolorze czarno białym. Patrzyła na mnie z lekkim uśmiechem.

— Dzień dobry — przywitała się, a ja odpowiedziałam jej skinieniem głowy — Życzy sobie Panienka coś specjalnego na śniadanie? — spojrzałam na nią i zaczęłam się zastanawiać co odpowiedzieć.

— Wystarczą grzanki i jakiś sok jak jest — odpowiedziałam w końcu, a kobieta szerzej się uśmiechnęła.

— Oczywiście. Jakiś konkretny smak soku?

— Wystarczy pomarańczowy.

Staruszka pokiwała głową na znak zgody i wyszła zostawiając mnie samą. Zebrałam się po chwili z łóżka przypominając sobie jedną z zasad by być posłuszna, jeśli tak się nie stanie będę denerwować mężczyznę czego nie chciałam. Może uda mi się uśpić jego czujność i jakoś stąd ucieknę. Właśnie tego się trzymałam gdy poszłam umyć zęby, a następnie się ubrać. Wybrałam jasne dżinsy z dziurami na kolanach oraz białą bluzkę na długi rękaw. Wczoraj się nad tym nie zastanawiałam, ale dziś przez moją głowę przebiła się myśl jakim cudem ubrania były w moim rozmiarze ponieważ nie zdradzałam nikomu moich wymiarów. Widocznie musiały być kupowane na oko.

— Śniadanie czeka — usłyszałam głos Anabell więc spojrzałam w jej stronę. Nawet nie usłyszałam jak weszła do środka.

— Dziękuję, zaraz zejdę.

Związałam włosy w wysoki kucyk i ruszyłam do wyjścia. Wędrowałam długim korytarzem, a następnie zeszłam po schodach kierując się prosto do jadalni. W oddali zobaczyłam już siedzącego przy stole bruneta, który skierował swój wzrok w moją stronę. Po chwili zajęłam swoje miejsce obok niego i uspokoiłam drżenie rąk.

— Jak się dziś czujesz? — jego pytanie zbiło mnie z pantałyku. W ogóle nie sądziłam, że padnie dziś takie zdanie w moim kierunku, a tym bardziej z ust mojego oprawcy.

— W porządku — odpowiedziałam i dostrzegłam, że obok mnie stały ciepłe grzanki oraz kilka dodatków do nich. Złapałam jednak za dzbanek, w którym był sok pomarańczowy i nalałam trochę do swojej szklanki. Wybiłam go jednym haustem i spojrzałam na chłopaka obok, który patrzył na mnie z uniesioną brwią. O dziwo nie miał na sobie garnituru ani koszuli tylko szare dresy i czarną koszulkę na krótki rękaw, przez co dostrzegłam kilka tatuaży zdobiących jego ręce.

— Dziwnie się zachowujesz — jego głos rozbrzmiał w moich uszach.

— Próbuję się przełamać by coś zjeść.

— Znów nie jesteś głodna? — zapytał, a ja pokręciłam głową i spojrzałam na przygotowane śniadanie. Czułam jak mój żołądek kręci już fikołki sprawiając, że coraz bardziej odechciewało mi się jeść — Spróbuj małymi kroczkami — po tych słowach nałożył na mój talerz grzankę posmarowaną masłem oraz z wędliną i pomidorem. Spojrzałam na jedzenie i wzięłam przypieczony chleb między palce i wzięłam gryza. Starałam się z całych sił nie zwymiotować — Naleje ci jeszcze soku — jak powiedział tak zrobił, napełniając moją szklankę napojem.

DARK THIRST Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz