Rozdział 13

7.3K 155 15
                                        

VICTORIA

Kolejnego dnia, wieczorem razem z chłopakiem idziemy do klubu, który należy do niego. Będą tam jak to powiedział? Wielkie szychy tego miasta, więc on także musi tam być, a ja jako jego "narzeczona" muszę mu towarzyszyć.

Ubrana byłam w czerwoną sukienkę na ramiączkach i dekoltem w serek, dosięgała mi ona do połowy ud. Na nogach miałam czarne pończochy, a stopy podkreślały czarne koturny. Nigdy się tak nie ubierałam. Czułam się po prostu dziwnie w takich ubraniach. Za dużo odsłaniały, ale musiałam się tak ubrać. Moje włosy były wyprostowane i sięgały mi do pasa, a na twarzy znajdował się lekki makijaż. Zgarnęłam jeszcze torebkę z łóżka i ruszyłam schodami na dół.

W salonie czekał już na mnie brunet. Ubrany był jak zwykle w czarne spodnie od garnituru, lakierki na stopach i czarna koszula do tego. Na szyi miał zawieszony srebrny łańcuszek z krzyżem. Jego postawa wskazywała na to, że jest spokojny i wyluzowany. No a jak, że by inaczej. Podeszłam bliżej, a na jego twarzy zagościł nie wielki uśmiech, następnie sięgnął po coś do kieszeni i po chwili wyjął z niej czerwone pudełeczko.

- Załóż to - podał mi rzecz, a ja nie pewnie ją przyjęłam - Powinien ci się spodobać - otworzyłam wieczko i od razu moim oczom ukazał się srebrny pierścionek zaręczynowy z wielkim diamentem po środku - Jeśli masz być moją narzeczoną to musisz mieć pierścionek - może i to wszystko było sztuczne, ale w tamtej chwili poczułam przyjemne ciepło na sercu. Wyjęłam biżuterię z pudełeczka i założyłam sobie na palec.

- Wykosztowałeś się - powiedziałam przyglądając się kamieniu na mojej ręce. Racja, miałam pomóc mu w tym kłamstwie, ale nie wspominałam nic o tym, że nie wtrącę kilku swoich uwag. Wciąż miałam go na świeczniku. - Ujdzie w tłoku - uśmiechnęłam się szyderczo, a mężczyzna uniósł swój prawy kącik ust - Chodźmy więc - po tych słowach opuściliśmy dom mijając bandę ochroniarzy, którzy strzegli całego terenu oraz nas.

Podeszliśmy do czarnego Mclarena i zajęliśmy swoje miejsca. Tym samochodem jeszcze nie jechałam, ale już na pierwszy rzut oka przyciągał uwagę i to jaką. Nic dziwnego, że facet ma tak wypasioną furę skoro w czystych interesach to on nie robi. Po chwili Luke ruszył z miejsca z piskiem opon i udał się w stronę wyjazdu.

***

Gdy tylko weszliśmy wiedziałam, że nie powinnam tu być.

Wszystko krzyczało luksusem - od lśniących czarnych podłóg, odbijających rozproszone światła, po aksamitne zasłony, które dzieliły klub na dyskretne strefy. Powietrze było gęste od zapachu drogich perfum, dymu cygar, i czegoś jeszcze... jakby pod całą tą elegancją kryło się coś gnijącego.

Nie było tu kolejek, przypadkowych spojrzeń, potknięć na wysokich obcasach. Wszyscy wyglądali, jakby przyszli dokładnie po to, co ich czekało. Bogaci. Piękni. Zblazowani.

Mężczyźni w garniturach od projektantów i dziewczyny, które ledwo mogły być pełnoletnie, ale nosiły się, jakby rządziły światem. Ich uśmiechy były sztuczne, spojrzenia puste, a kieliszki - zawsze pełne..

On szedł przede mną pewnym krokiem, nie oglądając się. Jakby znał każdy centymetr tego miejsca. Jakby był jego częścią. A ja? Ja czułam się przezroczysta. Obca. I chyba właśnie dlatego nikt na mnie nie patrzył.

W głębi klubu pulsował parkiet, ale nikt tam się nie bawił - oni występowali. Tańczyli, jakby ktoś ich obserwował. Może rzeczywiście tak było. Zresztą wszystko miało tutaj oczy. Kamery. Ludzie. Ściany.

Gdy przechodziliśmy obok baru, poczułam na sobie czyjś wzrok. Odwróciłam się, ale nikt nie patrzył. Albo robił to na tyle dobrze, że nie mogłam go zobaczyć.

DARK THIRST Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz