Rozdział 9

7.4K 184 11
                                        

VICTORIA

Od zdarzenia na imprezie minęły dwa dni. Głowa wciąż mnie bolała jakby ktoś wiercił mi czaszkę. Luke wczoraj zadzwonił do jakiegoś lekarza, który mnie przebadał pod każdym kątem i wykluczył wstrząśnienie mózgu. Przepisał mi jedynie jakieś tabletki przeciwbólowe, które w ogóle nie pomagały, a mnie aż kręciło się od nich w głowię więc cały czas siedziałam w pokoju i Annabell przynosiła mi jedzenie do sypialni. Jadłam już coraz więcej i na szczęście nie wymiotowałam.

Spojrzałam na zegarek, który stał niedaleko mnie i zobaczyłam godzinę szóstą wieczorem. Czułam się już trochę lepiej oprócz tego bólu głowy więc postanowiłam, że zejdę na dół i zobaczę co porabia gosposia i może uda mi się znaleźć w tym domu coś słodkiego bo miałam ogromną ochotę na cukier.

Wyszłam z pokoju od razu kierując się do kuchni gdzie usłyszałam śpiewny głos kobiety, a następnie brzęk piekarnika. Weszłam do środka widząc uradowaną staruszkę, która zaciągała się zapachem świeżo upieczonego ciasta.

— Cześć — odparłam, a kobieta odwróciła się w moją stronę z szerokim uśmiechem na ustach — Co tam masz? — wskazałam ruchem głowy na blachę przed nią.

— Robię ciasto owocowe.

— Brzmi apetycznie — odparłam i usiadłam na jednym z hokerów przy wyspie kuchennej — A kiedy będzie gotowe?

— Za dwie godzinki. W sam raz na kolację — przytaknęłam na jej słowa i dostrzegłam, że obok mnie w misce stoją truskawki, za pewne uszykowane do ciasta. Zgarnęłam jedną między palce i wsadziłam sobie do ust — Nie podjadaj moja droga — zaśmiała się i spojrzała w moją stronę. Zaprzestałam przeżuwać i uniosłam ręce w geście obronnym.

— No przepraszam — odparłam z uśmiechem gdy patrzyła na mnie z uniesioną brwią — Chciałam się zapytać czy jest coś słodkiego? — kobieta wskazała dłonią na szafkę niedaleko mnie więc wstałam na równe nogi i otworzyłam ją. Przed moimi oczami ukazała się masa słodkości. Od czekolad, po cukierki i ciastka. Zgarnęłam z sobą to pierwsze i zamknęłam za sobą mebel.

Słodkość była o smaku karmelowym z mleczną czekoladą więc otworzyłam ostrożnie opakowanie i złamałam sobie trzy kostki. Pożegnałam się z kobietą i ruszyłam w stronę wyjścia z kuchni. Gdy weszłam do holu spostrzegłam jak dwójka ochroniarzy niesie ogromne, kartonowe pudła, a za nimi zmierza Luke.

— Postawcie je w jej pokoju — rozkazał, a mężczyźni ruszyli schodami na górę. Spojrzałam na Sinnera z zmarszczonymi brwiami i wsadziłam sobie do ust kostkę czekolady. Brunet spojrzał na mnie z uśmiechem i odłożył kluczyki od auta na stolik przy wejściu.

— Co to za kartony? — zapytałam gdy skończyłam przeżuwać słodkość.

— Twoje rzeczy. Dziś zabrałem je z twojego mieszkania — po jego słowach poczułam jak moje oczy rozszerzają się do wielkości piłeczek golfowych — Pomyślałem też, że chciałabyś odzyskać to — sięgnął do kieszeni garniturowych spodni i podał mi telefon, który od razu poznałam po różowym pokrowcu. To była moja komórka — Ale bez żadnych numerów, jasne? — wzięłam od niego mojego IPhona i w szoku przytaknęłam na jego słowa.

— Jak wszedłeś do mojego mieszkania? — zapytałam po chwili zastanowienia — Chyba nie wyważyłeś drzwi? — spojrzał na mnie z politowaniem.

— Wiesz, że istnieje coś takiego jak klucz? — zaśmiał się i stuknął mnie delikatnie w czoło — A wy chowacie go pod wycieraczką. Banalne. — otworzyłam szeroko usta ze zdziwienia i odwróciłam się za siebie dostrzegając, że ruszył w stronę kuchni. Pędem ruszyłam za nim.

DARK THIRST Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz