— Wiem, że robisz to specjalnie — jęknął Amadeus, uderzając w czoło zeszytem z nutami. Skronie mu już pulsowały od tych fałszów.
— Najwyraźniej nie mam predyspozycji do tego, by pięknie grać — westchnęła Elena i przyłożyła pięć palców do klawiatury. Pianino wydało z siebie piskliwe dźwięki.
— Dosyć mam już tego! — wykrzyknął i podniósł się z obszernego fotela, na którym wysłuchiwał jej marnego popisu. Podszedł do komody i podniósł znajdujący się na niej zegar z mosiądzu utrzymany w antycznym charakterze. Bogato zdobiony, z misternie wykończonymi elementami, harmonizował się z figurką orła nad tarczą zegarową. Amade odwrócił zegarek i przekręcając odpowiednie śrubki, przestawił wskazówki, by wskazywały jedenastą godzinę. — Koniec lekcji, wychodzę stąd — rzekł, po czym zabrał swoje zeszyciki z nutami i opuścił pokój.
***
Amade wrócił do domu. W swoim pokoju zastał Philippa, swojego kuzyna. Leżał on znudzony na szezlongu, a głowa zwisała mu ku podłodze, przez co jego krucze włosy wydawały się postawione na baczność. Pianista zignorował go. Przywykł do tego, że jego kuzynek spędza większość czasu w jego sypialni, jak gdyby nie miał własnej, i niczym najwierniejsza kochanka wyczekuje jego powrotu. Amadeus rozsiadł się w fotelu i przymknął ociężałe powieki.
— Już wróciłeś z lekcji? — zdziwił się Philipp.
— Nie widzisz?
— Wyglądasz, jakbyś przybył z plantacji. Zbierasz u nich winogrona czy uczysz brzdękania? — zapytał Philipp, kręcąc głową. Młodzieniec zasiadł na drugim fotelu. Na stoliczku rozdzielającym go od kuzyna znajdowała się pozostawiona przez niego zimna już kawa. Zanurzył w gorzkim naparze wargi, a potem kruche ciasteczka leżące przy spodeczku.
— Chyba nigdy nie czekałam tak na Boże Narodzenie — westchnął Amade.
— Zawsze możesz zrezygnować wcześniej — szepnął zachęcająco, zanurzając w kawie łakoć.
— Nie. Wolę już znosić Elenę niż ciebie. Wypominałbyś mi do końca życia, że miałeś rację — mruknął, krzyżując ramiona na piersi.
— Nie obwiniaj mnie za swoje cierpienia. To wuj polecił cię tamtej rodzinie. Jak on to ci powiedział? — Philipp podrapał się po głowie, wygładzając nastroszone włosy. — Pora byś spożytkował czas. Leżenie w łóżku i głaskanie kota jest dobre dla starych panien, a nie... — Zaczął się śmiać, przez co nie był w stanie dokończyć wypowiedzi. Po dłuższej chwili chichotów zaczerpnął świeżego powietrza i odchrząknął. — Pełnego zapału młodzieńca — dokończył i ponownie wybuchnął śmiechem, omal nie ześlizgując się przy tym z fotela.
— Skończyłeś? — zapytał z kamienną twarzą Amadeus. Wygłupy kuzyna w ogóle go nie bawiły.
— Nie — odparł, nie mogąc się uciszyć. — Co prawda zażartowałem wtedy, że jeśli wytrzymasz choć do Bożego Narodzenia, to przez kolejny kwartał odpuszczę sobie flirty z tymi pięknymi pannami z ziemi o głęboko zakorzenionej religii, ale nie spodziewałem się, że weźmiesz to na poważnie.
— Baw się, póki możesz, bo już niedługo ktoś tu będzie wiódł przykładne życie.
— Och, kuzynku, wystarczy, że ty aspirujesz do roli mnicha. To pewnie dlatego masz ciągle taki kiepski humor — rzekł i wziął łyk kawy.
— Wiesz, co wymyśliła Elena? — zapytał, odchodząc od tematu.
— Przepis na ciasteczka, które się nie rozpadają po zamoczeniu w naparze? — zapytał cichutko. Amade, usłyszawszy jego słowa, zmarszczył czoło i spojrzał na niego pytająco.
CZYTASZ
Winny ród
Historical FictionHiszpania XIX wieku Álvarezowie należą do śmietanki towarzyskiej Madrytu. Całe bogactwo zawdzięczają prowadzonej od pokoleń plantacji winogron oraz wytwarzanemu winu. W jednej chwili jednak beztroskie życie tej starej, szacownej rodziny zostaje zakł...
