X. Wieczór w operze

879 235 1K
                                        

— Miejmy to już z głowy. Pokaż mi, co zapamiętałaś ze wczorajszej lekcji — polecił Amadeus.

— Proszę bardzo — powiedziała Elena. Powstała od fortepianu, otworzyła drzwi i pchnęła je z całych sił, by zamknęły się z trzaskiem. — Tylko twoje wyjście utkwiło mi w pamięci. Odtworzyłam to właściwie, mistrzu?

— Bądź łaskawa zasiąść tam, gdzie przed chwilą — rzekł po wzięciu kilku głębszych oddechów. Mimo narastającego zirytowania starał się nie dać sprowokować i utrzymać już tyle razy przez nią nadszarpnięte nerwy na wodzy. — I otwórz zeszyt z nutami na czwartej stronie.

Elena westchnęła ciężko. Zasiadła na małym taboreciku, przekartkowała zeszyt, po czym ułożyła palce na klawiaturze. Omiatając znudzonym spojrzeniem nuty rozproszone po pięciolinii, zrozumiała, iż to skomplikowany utwór. Poczęła uderzać palcami w klawisze, wygrywając nierytmiczną melodię, wcale nie starając się, aby uderzyć w odpowiedni akord.

— Dość — Amadeus poderwał się z miejsca po pierwszym fałszywym dźwięku. Podszedł do niej i zamknął zeszyt z nutami. — Poćwiczymy coś innego. Na początek powinnaś o czymś zapomnieć.

— O czym?

— O moim nazwisku — odparł. — Gdyby ktoś kiedyś zapytał cię, kto taki uczył cię tego wszystkiego, odpowiadaj, że wyleciało cię z głowy, jak wszystko to, co do ciebie mówię. Myślę, że nie będziesz miała z tym większego problemu.

— Myślisz tylko o tym, żeby nie zniszczyć swojego dobrego imienia. Jesteś okropny.

— Cóż, ty też nie jesteś zbyt uprzejma.

— Gdybyś był inny, ja też inaczej bym się zachowywała — fuknęła gniewnie i powstała ostentacyjnie od fortepianu.

— To samo mówiłaś moim poprzednikom? — zapytał flegmatycznie.

Nie odrzekła mu nic. Rozsunęła jedną z szuflad komody, zagłębiła w niej dłonie, a gdy jej palce zaplotły się na papierośnicy i pudełku z cedrowymi zapałkami, wyszła na balkon.

***

— Héctor zdziwi się, gdy nagle Hiddleston poprosi go o rękę córki. Może powinnaś poruszyć z nim ten temat — zasugerował Marcos, spoglądając na siostrę.

— Żyję w małżeństwie od ćwierć wieku, więc zdradzę ci pewną tajemnicę — odezwała się Josefina, odwodząc wzrok z powoli obumierających rabat kwiatów widzianych z tarasu. — Nieważne, jaki plan miałaby żona, w każdym mąż o wszystkim dowiaduje się ostatni — wyznała. — Zresztą Héctor nie chcę słyszeć o jej małżeństwie. Nie dopuszcza do siebie myśli, że prędzej czy później jego szczęście zniknie z domu rodzinnego. Jego naiwność wzbudza we mnie współczucie.

— W takich chwilach mam ochotę paść na kolana i podziękować Bogu — wyznał, wznosząc wzrok ku błękitnemu niebu, częściowo przysłoniętemu przez wiszący nad ich głowami balkon. — Dziękuję, Panie, że uchroniłeś mnie przed tym szatańskim paktem, który wdzięcznie zwą sakramentem małżeństwa. — Uraczył siostrę spojrzeniem. — A Elena? Oboje doskonale wiemy, jak gorąca krew płynie w jej żyłach. Nie jest posłuszna i zapewne nie postąpi niczym Rafael, który pokornie przyjął wybór Any na swą małżonkę — powiedział z niepokojem. Obawiał się, że buntownicza natura siostrzenicy pokrzyżuje jego plany, które miały zapewnić mu potrzebne do spłacenie swych zadłużeń pieniądze. William Hiddleston zapowiedział mu, że w zamian za jego odpowiednie pociągnięcie sznurkami, ofiaruje mu znaczną część posagu dziewczyny, na którym nie zależało mu nadto.

— To prawda, moja droga córka i posłuszeństwo to dwie drogi, które nigdy się nie spotkały — westchnęła ciężko Josefina, powstając z krzesła. — Każdy ma jednak jakieś słabości. Elena wcale nie jest wyjątkiem.

Winny ródOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz