— Już nie wymyślaj. Ostatnim razem pozwoliłem ci pozostać w domu, ale tym razem nie ma takiej możliwości.
— Tato, dobrze wiesz, że nienawidzę przyjęć. Po co mnie tam ciągniesz? — zapytał Amadeus, przewracając oczami.
— Jestem już gotowy! — wykrzyknął zadowolony Philipp, wchodząc do pokoju. Mężczyzna stanął przed lustrem i poprawił kołnierz koszuli. — Cóż to za przystojny młodzieniec. — Pogładził swoje odbicie.
— On też idzie? — zapytał Amade, wzdychając.
— Dlaczego miałbym go nie zabrać?
— Nie wiem, może by nie przysporzyć sobie wstydu?
— Wypraszam sobie, zawsze zachowuje się przykładnie — oburzył się Philipp.
Amadeus, mimo niechęci, wybrał się z ojcem i kuzynem na bal. Nie miał zresztą innego wyboru, bo Alexander nie chciał pozwolić synowi kolejnego wieczoru spędzić w pokoju, skoro nadarzyła się taka świetna okazja do wyjścia. Według niego nie był w wieku, w którym można sobie pozwolić na leniuchowanie. Z życia powinno czerpać się pełnymi garściami, zwłaszcza w młodości.
***
— Kiedy wracamy? — zapytał Amade, gdy przekroczyli próg sali balowej.
— Nie zachowuj się jak dziecko — powiedział roześmiany Philipp, biorąc z tacy dwa kieliszki szampana. — Napij się, może poczujesz się lepiej.
— Wypij za mnie — odparł i oddalił się w nieznanym kierunku.
— Jak chcesz. — Wzruszył ramionami i opróżnił najpierw pierwszy kieliszek, potem drugi.
Philipp czuł się w towarzystwie wprost wybornie. Uwielbiał nawiązywać kontakty z ludźmi, szczególnie z przedstawicielkami płci przeciwnej. Uważał, że był stworzony do brylowania na salonach, o czym sobie przypominał, ilekroć spojrzał w lustro. Bal dobroczynny organizowany przez Maresol Palacios gromadził w jednym miejscu znamienitych gości, którzy przybywali, by pokazać się z jak najlepszej strony, nie szczędząc pieniędzy podczas aukcji mającej na celu zebrać środki na szczytny cel. Philipp był przekonany, że dzisiejszy wieczór na długo zachowa się w jego pamięci.
Rafael zatrzymał się na dłuższą chwilę przy stole ze słodkim poczęstunkiem. Na pozłacanych paterach pyszniło się tak wiele łakoci, iż nie mógł się zdecydować, czego pierw skosztować. Wszystko wyglądało tak kusząco, że najchętniej pożarłby wszystko. Anę znudziło oczekiwanie na niego. Podniosła się z sofy i wolnym krokiem ruszyła w stronę, w którą dobry kwadrans temu odszedł jej mąż.
— Jestem ciekawa, która z tych podlotków zaciągnie pierworodnego Álvarezów przed ołtarz. Wyprzystojniał w tej Francji. Spadkobierca niemałej fortuny, dobrze wykształcony, młodziutki... Jest świetną partią. Jego ślub będzie wspaniałym wydarzeniem — westchnęła z zachwytem señora Sandoval. — Ale zaproszą nas, prawda? — zapytała niespokojnie zasiadającą obok przyjaciółkę.
— Oczywiście, moja droga — zapewniła z przekonaniem dama w seledynowej sukni. — Przecież na ślub Rafaela otrzymaliśmy zaproszenie. Dlaczegóż tym razem mieliby nas pominąć?
— Racja — powiedziała z ulgą i zanurzyła usta w filiżance herbaty. — Swoją drogą biedny chłopiec. Tylko patrzeć, jak się rozwiedzie, bo po cóż mu żona, która nie może urodzić dziecka?
— Pamiętasz, jak poprzedniego roku rozwodzili się Terrazasowie? — spytała z kpiną Sofía. — Przed całym towarzystwem wywlekali swoje brudy, zrzucając winę za rozpad małżeństwa na małżonka.
Ana nie słuchała ich dalszej wypowiedzi. Schowana za kolumną, w pełni zasłaniającą jej chude ciało, przygryzła wargi. Nie chciała, aby z jej wąskich warg wypełzło łkanie. Wystarczy, iż na jej licach pojawiły się łzy. Słowa tych kobiet bardzo ją zabolały. Martwiło ją to, że przez rok małżeństwa nie udało jej się zajść w ciążę, lecz nie sądziła, iż kogoś zainteresuje to niepowodzenie. Przez cały ten czas jednak powtarzała sobie, że jeszcze Bóg ją pobłogosławi, jeszcze spełni się w roli matki. Ona urodziła się wiele lat po ślubie, a jej rodzice nigdy nie stracili nadziei na to, iż któregoś dnia pojawi się na świecie owoc ich miłości.
CZYTASZ
Winny ród
Fiksi SejarahHiszpania XIX wieku Álvarezowie należą do śmietanki towarzyskiej Madrytu. Całe bogactwo zawdzięczają prowadzonej od pokoleń plantacji winogron oraz wytwarzanemu winu. W jednej chwili jednak beztroskie życie tej starej, szacownej rodziny zostaje zakł...
