Rozdział 2

414 12 4
                                        

- Tak tęskniłam! - wydarła się blondynka gdy tylko mnie zobaczyła

- Spokojnie skarbie, minął jeden dzień - parsknełam

- No i co?! - oburzyła się - I tak tęskniłam.

Postanowiliśmy że zejdziemy na dół na drinka. Weszliśmy do kuchni, Alien zaczęłam nam robić drinka. A ja zauważyłam Shane obściskującego się z jakąś małą dziwką. no, cóż. Po chwili dziewczyna podała mi drinka i już nie zwracałam na nich uwagi.

- Za nas i udany wieczór! - zachichotała dziewczyna

Po jakimś czasie byliśmy trochę wystawione. Więc Alien wpadła na genialny pomysł żeby wskoczyć do basenu. Tylko ze ja kurwa nie mam w czym. Dziewczyna pociągnęła mnie za rękę i zaraz znalazłyśmy się obok wielkiego basenu. Na szczęście nie było tu dużo osób. Moja przyjaciółka od razu wskoczyła, ja jednak nie miałam zamiaru paradować przed połową szkoły w koronkowej bieliźnie.

Przy basenie było coraz więcej osób. Alien nadal sobie nic z tego nie robiła, jednak wiem że jutro będzie żałowała. Chciałam już wyjść gdy nagle zauważyłam jego jak mi się przygląda.

Jebany Shane.

Zaczął do mnie podchodzić, wiedziałam że będzie chciał mi dogryźć.

- Pani maruda niszczyciel dobrej zabawy nie dołączy do swojej przyjaciółki?

- Nie mam zamiaru - uśmiechnęłam się sztucznie

- a może jednak? - zaczął do mnie podchodzić. On. chciał. mnie. wrzucić. do. basenu.

zaczęłam cofać się do tyłu, jednak on przyspieszył kroku. kurwa, muszę coś zrobić. Jestem niższa i mniejsza od niego więc to postanowiłam wykorzystać.

Gdy był już na tyle blisko mnie i basenu. Zamachnełam się z całej siły i wepchnęłam go do basenu.

0:1 dla mnie lamusie

Byłam dumna z siebie. Jednak zauważyłam jak wychodzi z basenu i jest cały czerwony. To się nie może dobrze skończyć. fuck.

Biegłam ile miałam sił w nogach. niech ktoś mi pomoże! Zauważyłam że biegnie za mną.

cholera.

Teraz tego żałuje.

Byłam już na schodach. To się źle skończy. Gdy stwierdziłam że go zgubiłam, usiadłam na łóżku w jednym z pokoi gościnnych.

Wtedy drzwi z hukiem się otworzyły. W głębi duszy modliłam się żeby to nie był on.

- Ty debilko! Pożałujesz tego! - Gdy tylko mnie zobaczył zaczął się wydzierać.

- Należało ci się - zaczęłam chichotać - to był jeden z najpiękniejszych widoków.

Nie odezwał się już, co mnie zdziwiło. Ewidentnie teraz planuje zemstę.
Podszedł niebezpieczne blisko, nadal nic nie mówiąc. Byłam zaskoczona, nie wiedziałam co robić.

Stałam jak słup soli, a on skorzystał z okazji i wytarł we mnie całą mokrą koszulkę. Nie wiem jak on to zrobił, ale również byłam mokra. Co za chuj!

- Co ty tak się zestresowała - uśmiechnął się szyderczo - chyba nie myślałaś że cię pocałuje.

dopiero teraz doszło do mnie co mi zrobił.

- Żebym dostała jakieś bakterii? - odparłam - nigdy, fuuuj..

- Wiem że codziennie o tym myślisz przed snem - zaczął się nabijać

- Chciałbyś - prychnełam

- To jeszcze nie koniec - ostrzegł mnie - Jeszcze się zemszczę - i wyszedł z pokoju.

Nie wątpię.

•••

Obudziłam się rano w swoim łóżku. Nawet nie pamiętam co się działo wczoraj po tym jak Shane wyszedł z pokoju w którym się we mnie wytarł. Wstałam z bólem głowy i zaczęłam rozglądać się po moim pokoju. Nawet się nie przebrałam. Zauważyłam mój telefon na komodzie i obok torebkę. Wstałam z jękiem i wzięłam telefon do ręki.

Sobota, 11:36

Jak na mnie to nie tak źle. Weszłam na Instagrama i zauważyłam zdjęcia z wczorajszej imprezy. Kompletnie nie pamiętam co się stało potem z przyjaciółką. Powinnam do niej napisać.

DO: PIZDA<3

Hej słońce ❤️, pamiętasz co się wczoraj działo? bo ja nie za bardzo..

Pewnie jeszcze śpi. Postanowiłam że zejdę na dół. Musiałam wziąć tabletkę bo czułam się tak jakby głową miała mi zaraz wybuchnąć.

- Dzień dobry, skarbie - przywitała się że mną mama

- Dzień dobry.

- Jak się spało? - zachichotała

- ha. ha. bardzo śmieszne mamo

- śmieszne to było to jak musiałam cię prowadzić do góry po schodach o 4 bo sama nie potrafiłaś.

uh, co za wstyd. Dobrze że moja mama jest strasznie wyluzowana do takich rzeczy. inaczej umarła bym na miejscu.

- Mamy dzisiaj kolację u Lucy - Lucy to matka Shein'a bardzo ją lubię. traktuje ją jak drugą mamę.

- Na którą?

- Na 18 - uśmiechnęła się łagodnie.

- Gdzie mała?

- Jest dzisiaj u koleżanki na noc, nie będzie jej na kolacji u Lucy.

- okej, idę odpocząć.

•••
17:21

Stoję przed lustrem w czarnej eleganckiej sukience do kostek z lekkim dekoltem, który uwydatnia moje piersi, ale nie są bardzo odkryte oraz rozcięciem na prawej nodze do uda. włosy mam rozpuszczone i wyprostowane. Mój makijaż składa się z kresek, tuszu do rzęs i rzelu do brwi. Szpilki w kolorze sukienki. Wszystko jest idealnie do siebie dopasowane.

idealnie.

- Czekam w samochodzie! - usłyszałam krzyk mamy z dołu

- już idę!

•••

15 minut później byliśmy na miejscu.
Wyszłam z samochodu, w drzwiach już stała Lucy. Przywitaliśmy się i weszliśmy do środka.

Kobieta zaprowadziła nas do jadalni w której był duży stół i ciemne krzesła. W pokoju były białe ściany oraz jedno duże okno.

- Laur, mogła byś pójść po Shane'a? - poprosiła Lucy. Na co ja tylko przytaknełam. Skierowałam się w stronę schodów.

Byłam już przy jego pokoju i bez pukania weszłam. Stal tam on w spodniach i rozpiętej koszuli.

Jego ciało było idealnie wyrzeźbione. Było idealne. Wyglądał jak jakiś pieprzony Bóg. Przyglądałam mu się dłuższą chwilę, a on mnie.

Pieprzony Shein.

- Ślinka zaraz ci pocieknie - skomentował

- dupek - odpowiedziałam - też mi się przyglądałeś - wzruszyłam ramionami.

- podziwiałem najbrzydszą istotę jaką widziałem.

- spierdalaj!

Wyszłam i trzasnęła drzwiami. Co za skurwysyn. Jeszcze dzisiejszego wieczoru pożałuje że tak powiedział i zmieni zdanie. Czas wcielić mój plan w życie.

~~~
Dobranoc aniołki ❤️

Dar losuOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz