Rozdział 7

341 15 2
                                        

Dzień w szkole minął dosyć spokojnie. Niestety, przez resztę dnia nie widziałam się z Shane 'm. Miałam z nim dzisiaj wrócić do domu, ale skoro go nie ma to muszę wrócić na nogach. Założyłam na uszy czarne słuchawki i ruszyłam przed siebie.

Przechodziłam obok boiska gdy zauważyłam Shane 'a który na swoich kolanach trzymał jakąś dziewczynę i żarliwie się całowali. Zabolało. Ja już go nie rozumiem, raz zachowujemy się w swoim towarzystwie jakbyśmy byli razem a na następny dzień on mnie unika. O co mu chodzi.

Poszłam prosto do swojego pokoju rzucając na przywitanie krótkie hej. Moja mama stała w kuchni i robiła sałatkę, a malutka siostrzyczka jej towarzyszyła.

Gdy weszłam do pokoju, od razu rzuciłam się na łóżko. Jednak po chwili usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Gdy drzwi się uchyliły stanęła w nim moja mama.

- Skarbie coś się stało? - widziałam po jej minie że ją zmartwiłam moim zachowaniem.

Nie nic się nie stało - posłałam jej niewinny uśmiech - Coś chciałaś?

- Masz gościa.

Wygramoliłam się z łóżka i poszłam na dół. Stała tam moja przyjaciółka. Miała na sobie czarny top i tego samego koloru dresy. Włosy rozpuściła i wyprostowała.

- Zabieram cię na zakupy słońce - uśmiechnęła się do mnie, przytulając się na przywitanie.

- W takim razie zaraz wracam - Pobiegłam do pokoju i wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy. Zgodziłam się iść z Alien ponieważ wiedziałam że nie odpuściłaby. Długo się z nią nie widziałam poza szkołą, a przydało by mi się komuś wygadać.

Wychodziłyśmy właśnie z trzeciego sklepu w galerii. Nogi zaczęły już mnie boleć więc postanowiliśmy że usiądziemy w kawiarni. Razem z blondynką zamówiłyśmy sobie kawę i ciasto. Prowadziłyśmy żywą rozmowę przez dłuższy czas. Zresztą jak zawsze, z blondynką nigdy tematy do rozmów mi się nie kończyły.

- Łączy cię coś z Shane 'm? - wypaliła blondynka. I tak chciałam z nią o tym porozmawiać, jednak okazało się to trudniejsze niż się wydawało. Gdy się nie odezwałam, dziewczyna zaczęła mi się przyglądać - Czyli tak?

- Alien.. - zaczęłam, jednak nic mi sensownego nie przychodziło do głowy - nie wiem..

- Jak to nie wiesz? - Teraz jej mina automatycznie zrobiła się poważna.

- Całowaliśmy się.

- I co dalej?

- Ja... - westchnęłam - nie wiem, dzisiaj rano się całowaliśmy. Przyjechałam z nim nawet do szkoły, ale potem zniknął, a na koniec jak wracałam zobaczyłam go z inną.

- Chyba się nie zakochałaś, prawda? - znów się nie odezwałam - prawda?

- Nie, raczej nie - zaczęłam - Po prostu to jest takie dziwne. Nigdy się za bardzo nie lubiliśmy a teraz nagle się do siebie zbliżyliśmy..

Dziewczyna upiła łyk kawy, po czym westchnęła.

- Nie boisz się że będziesz cierpieć?

- Boję się.. - przytuliła mnie - Ale będzie dobrze, prawda? - dziewczyna mi przytaknęła. Dokończyliśmy nasze ciasta i postanowiłyśmy wracać.

****

Kończyłam sałatkę którą moja mama wcześniej zrobiła. Dziewczynka oraz moja mama pojechały i prawdopodobnie mama wróci jutro rano, a mała pewnie jest u babci. Swoją drogą mam cudowną babcię i długo jej nie odwiedzałam. Stęskniłam się za nią.

Wkładałam talerz do zmywarki, ale usłyszałam pukanie do drzwi. Gdy uchyliłam drzwi zobaczyłam w nich czarnowłosego dupka.

- Możesz łaskawie mnie wpuścić czy będę musiał tutaj tak stać? - Właśnie chciałam mu odpyskować i zamknąć drzwi, ale chłopak był szybszy i wpił się w moje usta. Nie odwzajemniłam pocałunku, a odepchnęłam chłopaka. Niech sobie nie myśli że będzie mnie całować kiedy mu się podoba a potem iść do innej - Coś się stało?

- Zanim mnie pocałujesz, zdezynfekuj usta następnym razem - uśmiechnęłam się sztucznie i próbowałam go wypchać ale złapał mnie za nadgarstki i utkwiłam bez ruchu.

- Zazdrosna jesteś? - chłopak najwidoczniej sobie nic z tego nie robił co wkurzyło mnie jeszcze bardziej. Próbowałam się wyrwać ale to na nic - Przecież my nawet nie jesteśmy razem, tylko się całowaliśmy przecież to nic... - nie dałam mu dokończyć.

- Po prostu kurwa wyjdź! - wyrwałam mu się i odeszłam kawałek dalej. Na twarzy chłopaka teraz wymalowany był szok - Nie mam humoru.

Chłopak się wycofał i trzasnął drzwiami. Jego słowa tak cholernie mnie zabolały. Najgorsze jest to że to on miał racje. Nie byliśmy razem. Poczułam jak po moim policzku zaczyna płynąć słona łza. Szybko ją wytarłam i udałam się pod prysznic.

****

Następnego ranka źle się czułam, wcale nie miałam ochoty iść do szkoły. Wykonałam podstawowe czynności i ubrałam za pastelowo-różową bluzę z kapturem. Do tego niebieskie podarte jeansy. Miałam nadzieję że nie będzie go dzisiaj w szkole. Wróciliśmy do punktu wyjścia.

W szkole starałam się skupić na lekcjach co mi za bardzo nie wychodziło. Ból głowy i ciągłe gawędzenie dziewczyny nad uchem, miałam dość. Teraz miałam mieć biologię. Siedzę na niej z Shane 'm. Miałam nadzieję że chociaż on sobie odpuści i nie będzie truł mi dupy.

Gdy zadzwonił dzwonek, każdy wszedł do klasy. Kolor ścian w sali był bardzo ładny, błękitny. Za ławkami stał regał i zamykana na kluczyk żółta szafka, w której najpewniej były przybory do chemii. Każdy zajął swoje miejsca i wtedy zauważyłam że nie ma chłopaka. Ucieszyłam się z tego faktu, bo w końcu mogłam pobyć sama ze sobą.

Jednak mój spokój nie trwał długo bo drzwi od sali otworzyły się a w nich stanął Shane. Nie spojrzał na mnie ani razu. Co akurat mnie zdenerwowało jeszcze bardziej. Będzie mnie znowu ignorował bo wywaliłam go z MOJEGO domu. Super.

Kiedy zadzwonił dzwonek chłopak pośpiesznie wyszedł z klasy. Pewnie do jakieś nowej dziwki. Kiedy stanęłam z blondynką w łazience założyłam kaptur na głowę a wtedy wypadła z niego jakaś mała, żółta karteczka. Alien ją natychmiast podniosła i przeczytała. Zaczęła chichotać. Zaciekawiło mnie co tam może pisać więc wyrwałam dziewczynie kartkę na której był napis.

'' Nie ładnie wyrzucać ludzi z domu. ''

Ha. Ha. Co za dupek. Zasłużył sobie.

- Kogo wyrzuciłaś z domu?

- Shane 'a.

Musiałam dziewczynie opowiedzieć co do najmniejszego szczegółu, bardzo ją ciekawiło dlaczego wyrzuciłam pana dupka z domu.

Reszta dnia minęła spokojniej. Gdy wyszłam przed szkołę dostałam sms 'a.

OD: Debil

Wracasz ze mną. Chodź na parking.

Nie chciałam z nim wracać, ale na dworze robiło się coraz zimniej. Stwierdziłam że chce być szybciej w domu więc się zgodziłam.

Gdy weszłam na parking zobaczyłam go opierającego się o swoje czarne auto. Postanowiłam że bez słowa wsiądę do samochodu. Po chwili chłopak wsiadł na miejsce kierowcy i ruszył. Tyle że w przeciwnym kierunku niż mój dom.

- Chce do domu - jęknęłam - Gdzie jedziemy?

- W końcu postanowiłaś się do mnie odezwać? - powiedział z chrypką nie spuszczając wzroku z jezdni, na co mnie przeszedł dreszcz.

- To ty mnie unikałeś cały dzień.

- Nie unikałem.

- Nie mam humoru na kłótnie - westchnęłam - To gdzie jedziemy?

-----------------------------------------------------------------------------------------------

Cześć aniołki! Mam nadzieję że rozdział wam się spodobał. Następny prawdopodobnie będzie jutro. Dziękuje osobą które napisały mi gdzie robię błędy to bardzo pomaga. Do zobaczenia za niedługo! <3

Dar losuOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz