Rozdział 8 - Tu jest pies!

1K 90 71
                                        


Rozdział z dedykacją dla osoby, która napisała mi przepiękny komentarz na priv.

Nie napiszę nicku, szanuję Twoją wolę pozostania incognito.


Autorzy fanfików nie pobierają za swoją pracę żadnych profitów. Jeśli lubisz i szanujesz moją pracę, zostaw komentarze na temat treści. Dziękuję. 


***


Wei WuXian w końcu puścił ramię Lan WangJi'ego.Przecież mieli spotkać się z jego bratem. ZeWu–Jun był liderem sekty, w jego towarzystwie nie wypadało się wygłupiać.

Dotarli już prawie do Hanshi, gdy nagle rozległ się przerażający odgłos. Odgłos szczekania!

Wei WuXian odruchowo cofnął się, zamierzając uciekać w przeciwnym kierunku. Miał pecha. Potknął się o kamień i wylądował na tyłku.

– Co robisz? – Lan WangJi spojrzał na niego zdziwiony.

– P... p... pies! – wydukał z jękiem Wei WuXian. Był przerażony.

– W Zaciszu Obłoków nie ma psów.

W tym momencie szczekanie rozległo się jeszcze raz. Znacznie bliżej. A potem jeszcze jeden raz. Chwilę później pies o czarnej sierści stanął naprzeciw siedzącego na ziemi Wei WuXiana. Mimo, że dzieliła ich pewna odległość, doskonale widział jego kły.

– Lan Zhan, ratuj! – wyjęczał.

A potem, sam chyba nie wiedząc, co dokładnie robi, odsunął poły jego białej, zewnętrznej szaty i schował się pod nią. Na szczęście szaty Lan WangJi'ego były na tyle obszerne, żeby mógł się zmieścić. Na wpół martwy ze strachu objął jego nogę, przytulając się do biodra.

– Wróżka! – usłyszał głos Jin Linga.

Chwilę później inny głos zdyscyplinował go.

– Jin Ling! Wracaj tutaj. I nie krzycz!

Wei WuXian znał ten głos bardzo dobrze. Jing Cheng. Co on tutaj robił?

Lan WangJi nie bardzo wiedział, co zrobić. Wei WuXian aż tak bardzo bał się psów?

Najpierw spojrzał na duchowego psa, który pod tym jego spojrzeniem nagle stał się jakiś tak uległy, a potem, ignorując konwenanse, zwrócił się bezpośrednio na Jin Linga.

– Zabierz go stąd. W Zaciszu Obłoków nie można trzymać zwierząt.

– Hanguang–Jun. – Jin Ling skłonił się. – Wróżko, chodź!

Jiang Cheng zacisnął usta i zmełł cisnące się na usta przekleństwo. W końcu był na terenie sekty Gusu Lan. Co jednak nie przeszkadzało mu rzucić niechętnego spojrzenia Lan WangJi'emu. Gdy ich wzrok się spotkał, można było zauważyć iskry złości. Obaj mieli do siebie aż taką urazę.

Nie zdążyli jednak nic powiedzieć, bo drzwi Hanshi się otworzyły, a w nich stanął ZeWu–Jun.

– Przywódco Sekty Lan – zareagował Jiang Cheng, składając ręce w ukłonie.

– Przywódco Sekty Jiang – przywitał się w ten sam sposób Lan XiChen.

– Bracie. – Lan WangJi również się ukłonił.

Lan XiChen przez chwile patrzył na nich, a potem uniósł w zdziwieniu brwi.

– WangJi? – Wskazał jego szaty, pod którymi, co było dobrze widać, ktoś się chował. – Co...

WangXianOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz