Kluczowym momentem tego rozdziału jest scena, którą wszyscy chyba dobrze znają z komiksów. Nie wiem, kto jest autorem. Ale marnotrawstwem byłoby nie wykorzystać tego i nie rozpisać w ff.
Nie dam rady – jak zamierzałam – zmieścić końca drugiej części w jednym rozdziale, więc będą w sumie dwa lub trzy.
Jak mówiłam, trzecią część będę póki udostępniać na blogu. Jeżeli przybędzie komentujących czytelników, wróci też na Wattpad. W trzeciej części, zaczynającej się od polowania, będzie bardziej rozwinięta kwestia złotego rdzenia, który przecież Mo XuanYu jednak posiadał. Pojawi się również temat Lan XiChena oraz poszukiwania małżeńskie Jiang Chenga.
***
Lan WangJi i Wei WuXian zdecydowali, że za dwa dni wrócą do Zacisza Obłoków. Chcieli sprawdzić, jak przygotowani są juniorzy do polowania. W końcu miało to być największe wydarzenie od kilku lat.
Jiang Cheng chyba ostatecznie pogodził się z tym, że są małżeństwem, bo zaprosił ich następnego dnia na obiad. Ostrzegł tylko Wei WuXiana, że mają się zachowywać. Choć znając jego, szczerze się tego obawiał. Przysposobiony brat i przyzwoitość – to od zawsze chyba kłóciło się ze sobą.
– Jak myślisz, Lan Zhan? Będzie zupa z lotosu na żeberkach? – mówił Wei WuXian, obejmując jego ramię, gdy szli do apartamentów Przywódcy Sekty Jiang. – Dzień dobry paniom – pozdrowił mijane, znajome już kultywatorki.
Te, widząc ich, zaczerwieniły się i uciekły.
– Znasz te osoby? – zapytał Lan WangJi.
– Tak. I podsłuchałem co nieco. Lubią cię. Szkoda, że ja nie mam takiego powodzenia. – Wei WuXian wydał usta, udając niepocieszonego.
– Nie powinno się podsłuchiwać.
Lan WangJi przypomniał mu tę zasadę, żeby przestał mówić takie rzeczy, choć tak naprawdę sam kilka razy ją tutaj złamał. Choć może nie do końca złamał. W Przystani Lotosów niektórych rzeczy nie dało się po prostu nie usłyszeć. Wiedział na przykład, że niektóre kultywatorki to właśnie jego Wei Yinga lubiły. Mówiły o nim, że jest uroczy. Jednak nie zamierzał mu o tym wspominać. Lepiej, żeby nie wiedział. Takie rzeczy powinien słyszeć tylko od niego.
– Nie moja wina, że mam dobry słuch. Ale są dobre strony. – Wei WuXian przytulił się mocniej do ramienia swojego męża i spojrzał z łobuzerskim błyskiem w oczach. – Mogę lepiej cię pilnować. Wyglądasz tak nieskazitelnie i niewinnie w tych swoich białych szatach, że wszystkie kobiety pewnie chciałyby ukraść twoją cnotę.
Rozejrzał się, po czym kiedy przekonał się, że nikogo nie ma w pobliżu, jego ręka znalazła się na pośladku Lan WangJi'ego. Towarzyszył temu dźwięczny śmiech.
– Bezwstydny.
– Lan Zhan, nie chcę mówić kto jest bardziej bezwstydny i napalony, gdy jesteśmy w sypialni.
– Wei Ying – niski pomruk Lan WangJi'ego zabrzmiał niebezpiecznie. – Prowokujesz.
– Ach, Lan Zhan, Lan Zhan. Jeszcze się nie przyzwyczaiłeś, że uwielbiam cię prowokować? – Wei WuXian uśmiechnął się i pocałował go. – Robię to, odkąd spotkaliśmy się po raz pierwszy w Zaciszu Obłoków. Czy to nie dlatego od razu wzbudziłem twoje zainteresowanie?
Lan WangJi nie wiedział, co odpowiedzieć. W końcu z jego ust wydobyło się to, co zawsze:
– Mn.
CZYTASZ
WangXian
FanfictionWiększość ff będzie się opierała na wydarzeniach po tych z novelki, choć część rozdziałów ma to, czego mi osobiście zabrakło w novelce - częściowa perspektywa Lan WangJi'ego. Będzie też trochę scen uwodzenia przez Wei WuXiana (w nowym wcieleniu), k...
