Muszę zrobić ten przeskok. Inaczej ciężko byłoby połączyć wszystko w całość. Co było w międzyczasie wszyscy wiedzą. Czasami wrócę do niektórych rzeczy we wspomnieniach.
Ten rozdział jest krótki, ponieważ traktuję go jako prolog do drugiej części.
***
Rok później Lan WangJi nadal nie puszczał Wei Wuxiana, który tak jak wtedy obejmował jego szyję i oplatał nogami biodra. Różnica była jedna, choć niezwykle istotna. Całowali się namiętnie pod jednym z drzew w Yiling.
Dookoła biegały trupy.
– Lan Zhan! – powiedział zaczepnie Wei WuXian, gdy na moment oderwali się od siebie. Oczy mu błyszczały, a przy pasie zakołysał się czarny flet z ciemnoczerwoną zawieszką. – Twoje serce tak szybko bije. Może powinienem zabrać cię do medyka?
– Nie ma takiej potrzeby.
– A czy... – Wei WuXian położył rękę na jego talii. – Masz jakąś inną potrzebę? – zapytał niewinnie.
– Zdecydowanie. – Lan WangJi chwycił go mocniej, kładąc ręce na pośladkach i podnosząc wyżej.
– No wiesz co? – Wei WuXian udał zawstydzonego. – Chodziło mi o jakieś picie lub jedzenie. A ty od razu...
Lan Zhan zupełnie zignorował jego słowa. Odkąd byli razem, nauczył się nie słuchać bezsensownego paplania swojego partnera. Kopnął jakieś zabłąkane, chodzące zwłoki, które zagrodziły mu drogę i zabrał Wei WuXiana.
– Błagam, oszczędź mnie – zawodził teatralnie Wei WuXian, dobrze wiedząc, że tym jeszcze bardziej go sprowokuje. – Hanguang–Jun! Gdzie twoje maniery? Nie było jeszcze nawet trzeciego pokłonu! Twój wuj naprawdę utopi cię w klatce dla świń!
– Codziennie znaczy codziennie – skwitował Lan WangJi.
Odkąd Wei Ying wyznał mu w świątyni Guanyin miłość, wszystko się zmieniło. No, może nie wszystko, bo już wcześniej byli nierozłączni i spali w jednym łóżku. Ale potem doszło coś jeszcze. Pocałunki. Mnóstwo pocałunków. I seks. Kochali się absolutnie codziennie. I chociaż Wei WuXian czasami narzekał, on dobrze wiedział, że tego chciał. Sam rozkładał przed nim nogi.
Teraz Wei WuXian przypomniał mu to, o czym myślał od dawna. Od miesięcy nie odwiedził Zacisza Obłoków. Starał się unikać wuja, który pewnie chciałby go uwięzić i rozmawiać miesiącami. Czasami spotykali na polowaniach juniorów Sekty Lan i od nich wiedział, że wuj nawet teraz nie mógł pogodzić się z taką porażką. A tą porażką był konkretnie on – Lan WangJi. Jego najlepszy uczeń, duma, nieskazitelny wzór do naśladowania, wybrał taką drogę życia. Życia razem z Patriarchą Yiling, Wei Yingiem.
– Lan Zhan! – usłyszał i uniósł głowę.
– Słucham.
– No właśnie nie słuchasz! – burknął Wei WuXian. – Mówię do ciebie od dwóch minut, a ty mnie ignorujesz. Nie będę tego tolerował! – Zmarszczył nos, wydął usta i na pozór obrażony, odwrócił głowę.
– Trzeci pokłon – usłyszał w odpowiedzi.
– Co? – zamrugał zaskoczony.
Znów jakieś zwłoki wypełzły przed nimi. Lan Wangji, nadal jedną ręką przytrzymują Wei WuXiana, drugą wyjął z pochwy Bichena. Niebieski miecz szybko zrobił porządek na ich drodze.
– Co powiedziałeś?
Wei WuXian musiał mieć pewność, że się nie przesłyszał. Trzeci pokłon... Już wtedy, w przystani Lotosu życzył sobie zarezerwować trzeci pokłon dla osoby obok, którą był właśnie Lan WangJi. Ale nigdy tego głośno nie zaproponował. A teraz on...
– Nie chcesz? – zapytał zmartwiony Lan WangJi.
Wei WuXian odgonił talizmanem kolejne zwłoki zbliżające się do nich. Czy one koniecznie musiały im teraz przeszkadzać? W tak ważnej chwili? Nie mogły poczekać?
– Chcę! – wykrzyczał szczęśliwy. – Chcę... – powtórzył szeptem wprost do ucha Lan WangJi'ego, obejmując go jeszcze mocniej.
Lan WangJi uśmiechnął się delikatnie.
– To co teraz? – zapytał.
– Teraz... – Wei WuXian udawał że się zastanawia. – Teraz to znajdź jakieś krzaki, gdzie nie będzie chodzących zwłok!
CZYTASZ
WangXian
FanfictionWiększość ff będzie się opierała na wydarzeniach po tych z novelki, choć część rozdziałów ma to, czego mi osobiście zabrakło w novelce - częściowa perspektywa Lan WangJi'ego. Będzie też trochę scen uwodzenia przez Wei WuXiana (w nowym wcieleniu), k...
