***
— Kurwa! — wrzasnęła moja współlokatorka, wybudzając mnie ze snu.
Otworzyłam leniwie oczy i rozejrzałam się po pokoju. Nie było tutaj Lucy, a krzyk był okropnie donośny. Po chwili jednak drzwi się uchyliły.
— Zalało nas — oznajmiła z miną jakby wróciła ze spotkania ze skunksem.
— Jak to? Zalało? — spytałam zdezorientowana, patrząc na Lucy jak na największą wariatkę.
— No chodź to ci pokaże.
Z niechęcią wynurzyłam się ze swojego wygodnego łóżka i ruszyłam za swoją przyjaciółką.
Nasza łazienka była zalana. Dosłownie. Nie było tam suchej nitki. Wanna była pełna wody, a podłoga pływała. Kosz na pranie ociekał kroplami wody, a stopy Lucy odziane w skarpetki w kolorze szarym były czarne od wilgoci.
Złapałam się za głowę modląc się by to był największy mój koszmar. Ale nie był gdy jedną moją nogę oblała nowa fala wody wypływająca z wanny.
— Kurwa — bąknęłam, wychodząc z łazienki. — Co teraz?
Lucy pokiwała bezsilnie głową i otworzyła szeroko swoje jasno brązowe oczy. Oparłam brodę o kuchenny blat i czekałam aż jakiś świetny pomysł wpłynie do mojej głowy.
— Zadzwonię do właściciela — odchrząknęła Lucy, zmierzając do swojego pokoju.
Niedługo później usłyszałam tylko jej głośny wrzask, który słyszeli zapewne na Alasce.
— O ja pierdolę — powiedziałam, zasłaniając dłonią usta i patrząc na zalany już pokój mojej przyjaciółki.
Dywan, który gościł na szarych panelach był tak mokry, że pod nogami czułam kałuże. Łóżko się ślizgało, a ubrania rzucone na ziemi były przemoczone do takiego stopnia, że można było z nich wykręcać wodę na kolejny tydzień.
Ruszyłam biegiem do pokoju, który jeszcze był suchy i dorwałam akurat dzwoniący telefon.
— Dzień dobry, tutaj wynajemca mieszkania. Doszły mnie słuchy, że zaczęło zalewać. Prosiłbym o odstąpienie od umowy, a ja zwrócę koszty za następne miesiące, które miały być tutaj spędzone. Będę na miejscu za piętnaście minut — wyjaśnił właściciel naszego mieszkania i nie dopuszczając już mnie do słowa, rozłączył się.
— Pocieszę cię — oznajmiłam, zwracając na siebie uwagę zmarnowanej przyjaciółki. — Nie tylko nas zalało — zakpiłam, puszczając do rozwścieczonej Lucy oczko.
Kilka minut później gdy próbowałyśmy wysuszyć zalaną już kuchnie przez nasze drzwi wszedł właściciel.
— Dzień dobry — powiedział z okropnym spokojem.
Obie z Lucy spojrzałyśmy na niego ze złością wymalowaną na twarzy i błagałyśmy o cierpliwość do samych siebie.
— Dobrze. Tutaj umowa odstępująca, a w kopercie kwota, którą zapłaciły panie z góry — oznajmił, wykładając na blat papiery. — Mogą się panie teraz spakować i podpisać.
Kiwnęłyśmy do siebie z Lucy głowami i w tym samym momencie ruszyłyśmy podpisać papiery.
Od razu po tym właściciel poprosił nas o klucze do mieszkania i wyszedł dając nam pół godziny na spakowanie, gdyż później miała przyjechać tutaj firma ubezpieczeniowa.
— Zajebie się kiedyś. Nicholasa nie ma w tym stanie nawet! — krzyczała Lucy, pakując moje rzeczy.
— Przecież pojedziemy do Megan — uspokajałam swoją przyjaciółkę.
CZYTASZ
The Lawyer #1
Romancepierwsza część serii „law and business" Igrała ogniem z samym diabłem, choć pokryta była benzyną. - Panno Mitchell.... - Kiedy skończysz mówić do mnie po nazwisku? - Kiedy będzie ono brzmiało Wilson. I wtedy wiedziałam, że dotarłam do piekła. Al...
