Jedenaście

127 6 0
                                        

- Nie.

- Ale na pewno? - dopytywałam.

- Mówię, że nie, to nie.

Siedzieliśmy z Hudsonem przy stoliku jednej z kawiarni nad oceanem. Piliśmy mrożoną herbatę i patrzyliśmy na ludzi przechodzących się plażą. Przy okazji mu opowiadałam jak minęło mi przedpołudnie na zakupach z jego matką. W końcu udało nam się wspólnie gdzieś wyjść i pogadać o tym, co się działo przez pierwszy tydzień szkoły. Przy okazji zaczęłam go wypytywać o jego przyjaciół i temat zszedł na Rinworth'a. Chciałam bardziej subtelnie wypytać o jego wady i sekrety, ale nie wyszło, bo pan mądrala od razu wyczuł mój spisek. Czemu Hudson nie może być stereotypową blondynką. Mimo że ma brązowe włosy.

No i znowu żarty o blondynkach, kiedy sama nią jestem. Wspaniały pomysł, Mar.

- Nie możesz mi powiedzieć nawet grama? - Podniosłam rękę i przyłożyłam do siebie palec wskazujący i kciuk.

- Mari. - obniżył okulary przeciwsłoneczne, które miał na oczach i spojrzał w moje oczy. - Może jesteśmy przyjaciółmi, od dawna jak się dowiedziałaś, i wiele o sobie wiemy, ale nie wypytujemy siebie o wszystko jak dziewczyny.

- To mógłbyś może go popytać. Jak dziewczyna dziewczynę. - podsunęłam.

- Jeśli chcesz się czegoś o nim dowiedzieć, to sama go o to zapytaj. Ale on nie lubi mówić o sobie.

- Prędzej wulkan wybuchnie, niż spokojnie ze sobą pogadamy. - burknełam.

- Widziałem. - przyznał. - Naprawdę nie umiecie się dogadać?

- Serio o to pytasz? - Zmrużyłam oczy i po przekrzywiłam głowę w bok. - Z nim nie da się dogadać. Do tego nazwał mnie francuskim pieskiem.

- Nie chce cię urazić.. - Przeczesał dłonią włosy i pociągnął za ich końcówki. - Większość tak mówiła.

- Ale nie nazwali mnie tak jawnie. Nie obchodzi mnie to co ludzie mówią za moimi plecami, dopóki nie powiedzą mi tego w twarz. On to zrobił. I nazwał mnie irytującą, a sam jest najbardziej irytującą osobą na tym świecie.

- Oboje stawiacie mnie w bardzo niezręcznej sytuacji. - westchnął, zdjął okulary i przetarł oczy dłonią.

- On wie, że boje się ryb, za to ja wiem, że prawie mdleje na myśl o żabich udkach. Ale potrzebuje czegoś więcej.

- Serio prawie zemdlał? - spytał i przygryzł dolną wargę, żeby się nie roześmiał.

- Musiałam go prawie z podłogi zbierać. - dodałam rozbawiona. - Ale nie w tym rzecz. Powiedz mi coś. - nalegałam.

- Z tym ci nie pomogę. - Spojrzał na mnie zielonymi oczami. - To mój przyjaciel. Nawet jakby powiedziałby mi o swoich lękach, nie powiedziałbym ci.

- Wiesz co. - burknełam, przewracając oczami w tym czasie.

- Pamiętaj, że nadal się nie lubimy. - Zaśmiał się i napił swojej herbaty. Prychnęłam pod nosem. - Właśnie. Mówiłaś, że masz urodziny w październiku. Kiedy konkretnie? Trzeba coś zorganizować.

- Przestań. - mruknęłam. - Wystarczy, że Cassian się domyślił. Tobie nie powiem.

- Dlaczego?

- Bo to zły moment na świętowanie urodzin, okej? - przypomniałam z westchnieniem.

- Mała imprezka może poprawić ci humor. Możemy ją połączyć z imprezą halloweenową.

Gdybyś tylko wiedział. Pomyślałam i uśmiechnęłam się pod nosem.

- To naprawdę zły pomysł. - ciągnęłam. - Nie chce żadnej imprezy.

Destiny - (Zawieszone)Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz