21.Papiery Vincenta

697 26 5
                                        

Siadłam z Anją a ona podała Vincentowi dwie torebki a Lissy ściągnęła malutkie różowy plecaczek z żółtymi kwiatami i podała Vincentowi. Mężczyzna był w szoku i spojrzał zdziwiony na Anje która teraz siedziała i się śmiała ze mną. W jednej torbie były ciuchy Linsday, a w plecaku dziewczynki były jej zabawki które wyrzuciła z plecaka zaraz po tym jak Vincent powiesił ten sam plecak na krześle. Był załamany. Podszedł do Lissy podniósł ją na rękach i zaczął ją podrzucać do góry, potem położył dziecko na kanapę i zaczął ją łaskotać a ona przez swój śmiech próbowała przebić zdanie " tatusiu przestań". Anja wpatrywała się w nich jakby się zapatrzyła. Zaszkliły się jej oczy.

-Jak to zrobiłaś?- zapytała mnie po ciuchy tak żeby jej mąż nie usłyszał. Była w szoku, tak jak i ja. On naprawdę jak chce, to umie.

-Ja z nim tylko gadałam że powinien z Lissy spędzać więcej czasu.- przytuliła mnie i powiedziała mi do ucha cisze "dziękuję". Anja jest dla mnie jak siostra.
Patrzyłyśmy jak Vince się bawi z córką. Wreszcie zadzwonił mu telefon. To Will. Vince odebrał i mówił tylko "yhym" "tak wiem" aż wreszcie powiedział "już idę". O nie, nie będzie praca zabierać mu czasu z córką i żoną, jeszcze w dzień ich powrotu. Wstałam jak najszybciej mogłam podskoczyłam i wyrwałam mu telefon z ręki. Anja nie mogła uwierzyć w to co zrobiłam, aż otworzyła oczy i usta. Usta szybko zasłoniła ręką, to samo zrobiła Lissy. Chciała papugować swoją mamę. Vincent musiał chwilę popatrzeć żeby zrozumieć co się właśnie stało. Jak zrozumiał to patrzył na mnie zszokowany.

-Heeej Will!- powiedziałam do słuchawki patrząc na Vincenta i się uśmiechać.

-A-abby?- on chyba też nie wiedział jak to się stało że z Vincenta przeszło na mnie.

-Tak, tak to ja. Co chciałeś od Vincenta?- chwilę milczał als wreszcie się odezwał.

-To sprawy o....- oczywiście mu przerwałam, jak to ja kiedy wiedziałam co chcę powiedzieć.

-To sprawy organizacji, tak wiem, alee- to są ważne dla mnie osoby. Dla nich zrobię wszystko.- dzisiaj Vincent spędza czas z rodziną, a jako jego asystentka, mam zamiar go wyręczyć.

-Od kiedy ty jesteś moją asys...- mówił Vince cicho żebyśmy tylko my to usłyszały.

-Cicho!- czy ja właśnie uciszyłam Vincenta Moneta? Chyba tak...ale się posłuchał. Usiadł obok Anji i założył nogę na nogę. Widziałam że Anja spojrzała na swojego męża a on jej tylko pokiwał lekko głową, biorąc córkę na kolana.

-Emm..okej. W sumie to coś co raczej mogłabyś zrobić. Musisz iść wydrukować papiery, wyśle je ci na maila. Musisz wydrukować i położyć na biurku Vince'a.- tłumaczył mi Will a Vince tylko zakrył sobie twarz ręką na co Lissy odrazu zaczęła chichotać.

-Doobra to lecę. Dzięki Will. Pa pa!- pożegnałam się uprzejmie i się rozłączyłam. Oparałam się o framugę drzwi tak jak to robiłam ostatnio tylko dzisiaj uniosłam głowę wysoko z dumnym uśmiechem.- No... to ja już pójdę a wy się pobawcie z córką.
Miałam już iść gdyby mnie Vincent nie zatrzymał.

-Abby.- zwrócił się do mnie.- telefon.
Wyciągnął rękę w moją stronę. A no tak zabrałabym mu telefon tak jak Tonemu fajki.
Podeszłam do niego i położyłam lekko telefon na jego ręce. Vincent wstał żeby podejść do Lissy. Przyszło mu coś na telefon. Anja wyciągnęła mu telefon z ręki o schowała do torebki którą ściągnęła z krzesła. Powiedziała coś w stylu "nie teraz Vince". Poszłam na górę uśmiechnięta od ucha do ucha. Przechodziłam obok pokoju który został mi zabrany. Wywróciłam z irytacją oczami i go minęłam. Weszłam do gabinetu Vincenta. Wyjrzałam szybko przez okno. Mężczyzna wyciągnął wózek z bagażnika jednego z czarnych aut. Dostałam wiadomość od Anji.

Prawie jak MonetOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz