31.Ojciec

545 18 14
                                        

Obudziłam się kiedy do pokoju wbiegł Shane.
Zaczął krzyczeć coś, ale go nie rozumiałam przez łzy, które zlatywały z jego różowych od płaczu policzków. Tony zerwał się z łóżka jak poparzony. Podszedł do brata i kazał mu się ogarnąć.

-A-abby, H-hailie...i-ich...- wyjąkał chłopak

-Co z nimi do cholery?!?!- krzyczał drugi z bliźniaków

-Zostały porwane, do ch**a!!!

Nie wiedziałam co się dzieje, wyskoczyłam z łóżka przeciskając się obok nich żeby zbiec na dół i sama zobaczyć czy to prawda. Słyszałam za sobą krzyk Tonego, ale nie obchodziło mnie to co mówi. Chciałam wiedzieć czy to prawda.

Wbiegłam do salonu gdzie był już wkur***ny Dylan, spięty Will i rozmawiający z dwoma nieznajomymi facetami Vincent. Zaraz doszli chłopaki. Moją pierwszą myślą było podejście do Dylana, jednak szybko zrezygnowałam z tego pomysłu patrząc na jego stan.
Kolejny pomysł to podejście do Willa, bo Shane nic nie powie, Tony wie tyle ile ja, Dylana lepiej nie pytać a Vince...z nim nie gadam.
Podeszłam do Willa szybkim krokiem i patrząc na jego oczy, zauważyłam w nich zmartwienie, stach i przejęcie. Ale jedna rzecz złapała mnie najbardziej za serce. W jego oczach błyszczały łzy. Łzy które trzymał mocno w oczach i za nic ich nie chciał wypuścić. W moich oczach tak samo pojawiły się łzy które Will zauważył, bo praktycznie odrazu mnie przytulił.

-Będzie... dobrze.- mówił tak jakby nie był zbytnio przekonany co do tego co mówi.

-Will, jak to się stało?- spytałam go szybko

-Rano wstały we dwie i stwierdziły że chcą się wybudzić, więc zeszły na dół żeby zrobić sobie kawe. Niestety, nie wiem jakim cudem, ale ktoś na nie tam czekał...

-Kto to był?!- byłam tak strasznie przejęta. Przecież ta osoba może im zrobić poważna krzywdę!

-Twój ojciec!- krzyknął do mnie wkurzony Dylan który robił coraz większe kroki w moją stronę.
Odsunęłam się od Willa tak, że stałam od niego jakiś metr dalej. Nie mogłam w to uwierzyć. Ojciec żeby się zemścić na mnie, porwał dziewczyny. Czemu?!

-T-to nie możliwe...- zaczęłam- to nie mógł być on. J-jak?...

-No nie wiem. Może córeczka tatusia ma z nim układ, że przyjedzie tutaj, poda się za siostrzyczke Abby i pomoże mu uprowadzić Hailie, a przy okazji jeszcze Abby?! Tak czy nie?!

-Nie!- nie wierzyłam że mnie oskarża za to.- nie mam z nim żadnego układu!

-Ah tak? Jesteś pewna?- podchodził do mnie coraz bliżej.

-T-tak.

-Przekonamy się, oddamy mu ciebie w zamian za dziewczyny. Okej?

-T-tak, oczywiście.

Zrobię wszystko żeby je uratować. Nawet jeśli bym miała poświęcić życie.

-Żadnych zamian, Dylan.- powiedział Will patrząc na brata z morderczym wzrokiem.

-Powinna zapłacić za to, że one są tam a ona tu.

-To nie jej wina jełopie.- tym razem odezwał się Tony. Szedł w stronę Dylana powoli.

-Ta, a ty co? Przyjechał księciuniu na białym koniu i teraz będziesz ją bronił?!

-Przynajmniej ku*wa nie szukam winnej osoby przez to, że sam nie umiałem dopilnować żeby te je**ne drzwi były zamknięte!!!- krzyczał stając już na bardzo małą odległość od Dylana- byłeś tu przecież do ch**a! Byłeś na siłowni!! Nie spałeś!!

-Ogarnijcie się. Oboje.- mówił Will, już nie tak łagodniejsze jak do Hailie, Abby czy nawet do mnie.

-To trzeba było tak samo wstać wcześnie, a nie leżeć sobie wygodnie w łóżeczku.- Dylan nie słuchał i dalej ciągnął dyskusje. Ręce zacisnął w pięści i gdyby nie jedna osoba, Tony by oberwał.

Prawie jak MonetOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz