No to zaczynamy.
-Tim, jak ci się udało porwać Hailie?- zapytałam stanowczo. Ojej, to ja wiem jak się czuje Vincent.
- Może opowiem wszystko od początku- chłopak widać że się bał, ponieważ bawił się palcami. Nie dziwie mu się. - odkąd się dowiedziałem że moja mama jest chora, próbowałem zrobić wszystko żeby zdobyć pieniądzem. Chodziłem do pracy, czasem się zdarzało że chodziłem do szkoły rano, kończyłem szkołe mniej więcej o 15, i odrazu jechałem do pracy gdzie siedziałem do 21, przy rozkładaniu towaru na sklepie. Nic z tego nie wychodziło, bo pieniądze dostawałem marne. Spotkałem kiedyś mężczyznę, który mi powiedział że za porwanie Hailie dostanę sporo kasy.
- Dokładnie ile ci powiedział?- słuchałam uważnie każdego szczegółu. Próbowałam od niego wydobyć jak najwięcej.
- Powiedział, że Hailie jest warta 300 000.- zamurowało mnie. Jak można wyceniać osobę na tak dużą kwotę.
-Co było dalej - starałam się być bardzo poważna. Zawsze umiałam z kimś gadać, tak żeby mi wszystko ładnie wyśpiewał.
- Stwierdziłem że jeśli Hailie jest tyle warta, to się z nią zakoleguje i dostanę obiecane pieniądze. Jak poznałem Hailie, naprawdę, przysięgam na swoją mamę. Bardzo ją polubiłem, jak pomyślałem że mógłbym jej zrobić krzywdę robiło mi się niedobrze.- mówił ze łzami w oczach.
-Ale w końcu tak czy siak ją porwałeś.- czy to na pewno byłam ja? Ja tak umiem się zachowywać?
- Tak, porwałem ją. Ten facet mi zagroził że jak tego nie zrobię, to nie zobaczę więcej swojej mamy. Musiałem to zrobić. W szkole, przed weselem, Hailie mi się chwaliła że idzie na wesele swojego brata. Wiedziałem że Hailie ma lokalizację w telefonie, skorzystałem z okazji i znalazłem miejsce gdzie odbywało się przyjęcie. Hailie wyszła wtedy do samochodu po coś. Przy pierwszej lepszej okazji, przyłożyłem jej do ust coś co dostałem od tego typa.
-Coś usypiającego?...- zapytałam coraz bardziej przerażona tym co przeżyła Hailie.
-Otóż to. Zabrałem ją do swojego samochodu.
Obudziła się jak byliśmy już na miejscu. Posiedziała tam maksymalnie 15 min. Nie dotykałem jej, przysięgam. Nie chciałem jej zrobić krzywdy.
-To czemu mówiłeś że lepsza jestem ja?
- Chciałem was przestraszyć. Wiedziałem że nie jesteś sama... bałem się. A resztę sama już znasz.- głowę spuścił w dół.- przepraszam...
- Nie powinneś mnie przepraszać, tylko Hailie.- szkoda mi się go zrobiło, robił to dla swojej mamy. Wiem co musiał czuć.
- Oczywiście że ją przeproszę, nie liczę na to że mi wybaczy. A co będzie ze mną....- był smutny i zawieszony sobą.
-Porozmawiam o tym z chłopakami. Najpierw w sprawie Hailie a w mojej sprawie pójdzie gładko.- uśmiechnęłam się do niego lekko- będzie dobrze, zaufaj mi.
-O-okej- uśmiechnął się leciutko ale sztucznie.
Nasza rozmowa wyglądała dosłownie jak przesłuchanie na komisariacie albo jak jedna z tych rozmów z Vincentem kiedy ktoś coś odwali.
Kiwnęłam w stronę szyby za którą stali chłopaki, dałam im znać że to koniec rozmowy. Dostałam wiadomość od Shane'a.
Shane❤️😍
Dzisiaj
Już?
20:24
Tak, tylko spokojnie Shane
20:24
Po chwili zobaczyłam w drzwiach świętą trójce.
- Chodź.- Nakazał mu Tony.
Chłopak wykonał polecenie, wstał i podszedł do chłopaków. Dylan, Tony i Tim , poszli zaprowadzić Tima do auta, a ja z Shanem
Zostaliśmy w gabinecie. Stałam przy biurku, aż kiedy wyszli usiadłam z ulgą na krzesło.
Shane podszedł do mnie położył mi ręce na barki.
- Zmęczona?- zapytał mnie miło. Chociaż nie widziałam jego twarzy, to wiedziałam że się uśmiecha.
-Lekko...- byłam naprawdę zmęczona, psychicznie najbardziej. Potrzebowałam jechać do domu, położyć się na łóżko, włączyć sobie coś w telewizji i odpocząć.
- Właśnie widzę. Poradziłaś sobie super.- przechylił się i dał mi buziaka w policzek. - jedziemy do domu?
- Możemy...- odwróciłam się na fotelu w stronę Shane'a. Wyciągnął rękę w moją stronę a ja ją chętnie przyjęłam i wstałam. Nie puszczałam ręki chłopaka. Czułam się przy nim bardzo dobrze. Po dzisiejszym dniu byłam bardzo zmęczona.
Była godzina 22 , wsiedliśmy do niebieskiego Lamborghini Shane'a a chłopak patrzył się na mnie kiedy tylko miał okazję. Pod koniec drogi, złapał mnie za rękę i uśmiechnął się do mnie patrząc wciąż na ulicę. Dojechaliśmy do domu, Shane zaparkował w garażu i weszliśmy do domu. W drzwiach rzuciła się na mnie Hailie. Zaczęła mi dziękować i ściskała mnie mocno. Chwilę potem, poszłam na górę do mojego pokoju. Shane powiedział że zostanie jeszcze na dole, ale mówił że jak się wyszukuje to żebym do niego przyszła. Tak też zrobiłam.
Poszłam się umyć, przebrałam się w piżamę. Miałam szarą bluzkę z krótkim rękawem i długie czarne spodnie od piżamy. Rozpuściłam włosy, zmyłam makijaż, umyłam buzie i poszłam do Shane'a
Weszłam do pokoju, Shane jeszcze nie przyszedł.
Położyłam się na łóżku, włączyłam telewizje i szukałam coś fajnego. Za chwilę wszedł Shane. Przyniósł chrupki, żelki oraz sobie cole a mi sok pomarańczowy. Ale na tym się nie skończyło. Podał mi talerz z dwoma tostami.
-Shane...-nie miałam ochoty jeść nic, chociaż byłam lekko głodna.I on o tym wiedział.
-Nie marudź, masz zjeść. Sam robiłem. Chcesz żeby moja praca poszła na marne?- zrobił słodkie oczka i patrzył tak na mnie.
-Okej... już zjem- podniosłam się z pozycji leżącej do pozycji siedzącej a obok mnie położył się Shane. Wziął pilota leżącego obok mnie.
-Nic nie ma w telewizji.- powiedziałam do niego z kawałkiem tosta w buzi.
-A kto powiedział że w telewizji trzeba szukać. Zawsze można włączyć coś na Netflixie czy gdzieś tam.
Shane szukał jakiegoś filmu, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. Shane zaprosił osobę do środka. Był to Tony.
-Hej, jak się czujesz Ab?- zapytał łagodnie jak na niego.
-Jest okej.- uśmiechnęłam się lekko chociaż bolała mnie strasznie głowa.
-Shane mówił że się źle czujesz.- spojrzałam na Shane'a wzrokiem ,, skąd ty to wiesz " a on na odpowiedź kiwną mi tylko głową.- wziąłem ci coś na ból głowy. Przeważnie bierzemy to na kaca ale Hailie też to chyba brała jak ją bolał łeb.
Tony rzucił mi opakowanie tabletek na kolana i kierował się w stronę drzwi.
- Dzięki Tony. - rzuciłam w jego stronę szybkie podziękowanie.
-Spoko, a teraz siedźcie sobie czy coś tam.- pożegnał się i wyszedł.
Po 10 min użerania się nad jedzeniem odłożyłam pusty talerz na biurku chłopaka.
Położyłam się obok, a Shane odrazu się mnie zapytał co oglądamy. Zaproponowałam mu jakąś tam część Barbie.Nie protestował. Włączył wyznaczoną przeze mnie bajkę.
Gdy się zaczęło, Shane otworzył chrupki ja sobie żelki. Zjadłam kilka i odłożyłam je na szafkę nocną po mojej stronie. Shane zostawił chrupki na swojej szafce. Poszedł do toalety i po chwili wrócił. Położył się koło mnie a ja odrazu się do niego przytuliłam.
Minęła połowa filmu a ja robiłam się coraz bardziej śpiąca.
- Idź spać. - nakazał mi Shane kątem oka widział że usypiam.
Jak kazał tak zrobiłam leżałam przytulona do chłopaka więc bardzo szybko usnęłam. Przy nim czułam się bezpieczniej.
Niestety, około 3 w nocy się obudziłam. Śnił mi się koszmar który mnie obudził. Po przebudzeniu usiadłam na łóżku i łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Odrazu obudził się Shane. Przestraszył się i usiadł koło mnie.
-Hej, hej, hej. Abby co się stało? Abby, popatrz na mnie.- cały czas do mnie mówił, próbując mnie uspokoić.
Popatrzyłam na niego, a on w tym samym momencie mnie przytulił.
-No już, już dobrze. Cii.... spróbuj usnąć.- uspokajał mnie jak tylko potrafił. Posadził mnie sobie na kolana, położył moją głowę na jego ramię a ja się przytuliłam i głaskana po plecach, usnęłam, znowu tak szybko jak wcześniej.
(Mam nadzieję że nie jest najgorszy, zawsze możecie mi pisać różne pomysły, lub co byście zmienili, buziaki ❤️)
CZYTASZ
Prawie jak Monet
Teen FictionW życie rodziny Monet powraca stara przyjaciółka świętej trójcy-Abby Evans, ich relacja powróci na nowo przez jej przeprowadzkę do Stanów, nawiążą się nowe relacje: przyjacielskie, miłosne, także nie zabraknie nowych wrogów.Zapraszam
