22.Ciemność

692 21 11
                                        

Stanęłam kilka metrów od auta. Z auta wychylił się...Jack. Zaczął padać deszcz. Spojrzałam do góry, i deszcz zaczął kapać mi na twarz. Chłopak machnął na mnie ręką żebym wsiadła do auta. Wysiadałam szybko lecz byłam już lekko mokra. Zobaczyłam że mój znajomy miał coś co sam mi dał jakiś czas temu. Już chyba był po swojej dawce, bo wyglądał jakby był chory psychicznie. Odpowiedziałam mu o tym co się działo u mnie.Nie wiedziałam co robie, i tłumaczyłam mu każdą rzecz która się działa w domu, nawet tą z Victorią.On po pewnym czasie zaproponował mi swoją dawkę proszku, którego sam się wcześniej nawciągał. Tętno mi przyspieszyło.

-No co Ab? Brałaś to kiedyś przecież, nie pamiętasz?-zapytał z głupawym uśmiechem. Jego źrenice były bardzo powiększone.

-P-pamiętam- wyjąkałam patrząc cały czas na Jack'a

-Czemu się jąkasz? Jeszcze nic nie brałaś.- śmiał się do mnie chłopak, bałam się go lekko.

-Heh..nie wiem

-To co, masz.- bałam się że jak nie przyjmę to coś mi zrobi, nie myliłam się. Byłam na tyle zdesperowana że wzięłam to od niego.
Pociągnęłam kilka razy i nie wiedziałam co robię i co mówię.
Kręciło mi się w głowie i chyba... zemdlałam, albo usnęłam?
Nic nie widziałam, jedyne co to ciemność.
Po dość krótkim czasie,jak dla mnie, zobaczyłam ulicę i kałuże deszczu w której leżałam.... leżałam w kałuży! Auta nie było. Byłam strasznie obolała, wszystko mnie bolało i nie wiedziałam czemu.
Podniosłam się lekko na łokciu. Usłyszałam w głowie jakiś dziwny głos, który mi mówił "Nie poddawaj się Abby, jesteś silna" kojarzyłam ten głos. Podobny głos miała....moja mama.
Odrazu po tej myśli zaczęłam się rozglądać. Chyba za szybko bo szyja zaczęła mnie strasznie boleć. Starałam się podnieść. Kiedy mi się wreszcie udało, zaczęłam iść powoli chodnikiem. W pewnym momencie, zatrzymało się obok mnie jakieś auto. Z jednej strony się cieszyłam a z drugiej byłam smutna że to nie oni. Było to auto w złym stanie. Kierowca też nie wyglądał najlepiej ale zapytał mnie czy gdzieś mnie podwieźć. Chłopak był w gdzieś w wieku Hailie, może starszy o kilka lat.
Przyjęłam jego propozycję i powoli wsiadłam do samochodu. Irytowało mnie trochę jedno słowo które mówił praktycznie w każdym zdaniu.

-Co tu robi księżniczka Shane'a? - zapytał chłopak patrząc kątem oka na mnie.

-Ksieżniczka Shane'a.- z lekką irytującą powtórzyłam jego słowa i patrzyłam cały czas w okno.

-No bo jesteś narzeczoną Shane'a, c'nie?

-Yhym...- nie chciałam się na niego patrzeć, czuć od niego było mocno papierosami.
Nie gadaliśmy ze sobą praktycznie nic. Zapytał tylko raz czy podwieźć mnie pod rezydencje i jak mi się żyje z Monetami.

Jechaliśmy koło jakiegoś lasu. Było dużo drzew z dużymi pniami. Przyglądałam się im uważnie, gdy nagle kierowca odpiął pasy, skręcił w stronę drzew i otworzył drzwi od swojej siostry.

-No to powodzenia, c'nie- i wyskoczył za auta.
Nie wiedziałam co się dzieje. Siedziałam już skulona na fotelu gdy auto uderzyło w jedno z drzew. Usłyszałam pękające szkło i poczułam jeszcze gorszy ból. Kiedy wszystko rozmazywało mi się w oczach, usłyszałam tylko rozmowę tego chłopaka.

-No siema Vic. Kuzyneczka załatwiona.- zaczął się śmiać i już go nie słyszałam. Nic nie słyszałam oprócz chwilowego piszczenia w uszach. Nic nie słyszałam, nic nie czułam.
Czy to możliwe że... umarłam?

Dylan:
Wszedłem do chwilowo pokoju Vic. Usłyszałem rozmowę. Miała włączoną na głośno mówiący bo siedziała i się malowała, na szczęście tyłem do mnie. Stałam i słuchałem.

-No siema Vic. Kuzyneczka załatwiona.- powiedział chłopak którego głos dobrze znałem. To był...Ryder.
Chłopak zaczął się śmiać po czym dorzucił że połowa kasy za nią bierze on. Przecież.... Victoria miała jedną kuzynkę, którą była....o ku**a...Abby!!
Podszedłem do dziewczyny co chyba zobaczyska bo aż podskoczyła. Patrzyła na mnie jakby zobaczyła ducha. Ale jej wzrok złagodniał kiedy do mnie podeszła.
Stanęła na przeciwko mnie. Lekko mnie pchnęła na łóżko tak że siedziałem. Podeszła i pocałowała mnie w usta.
Szybko ją odepchnąłem.

-Co ty robisz?! Ja mam narzeczoną!- krzyczałem na nią. Ona uknuła plan żeby zabić Abby. Musimy ją szybko znaleźć.

-Oj nie przesadzaj.- wywróciła oczami i usiadła z powrotem na krześle by dokończyć się malować.

-Gdzie jest Abby?!?!

-A...a no tak Abby jest już z mamą. Już jej nie uratujecie a ja mam wreszcie spokój.- podszedłem do niej i lżej niż chłopaków walnąłem ją w buzie. Wyszedłem z pokoju i skierowałem się do Shane'a. Do Tonego napisałem żeby przyszedł do bliźniaka.
Wszystko wyjaśniłem. Chłopaki nie chcieli mi wierzyć ale jak powiedziałem że to z pomocą Rydera to dziwnie mi uwierzyli. Na początku spojrzeli na siebie i wstali szybko z miejsc, rzucając się w stronę drzwi. Ja dzwoniłem do Vincenta a Tony do Will'a. Hailie wyszła z pokoju. Patrzyła na nas jak w pośpiechu zbieramy się do wyjścia. Tłumaczyłem jej żeby została w domu, że zaraz wrócimy. Shane wziął swoje kluczyki do auta i na nikogo nie czekając wsiadł do auta włączając lokalizacje Abby. Ja wsiadłem z Tony'm do mojego auta i ruszyliśmy za Shanem, który jechał tak szybko że ledwo go dogoniłem. Will z Vincem jechali daleko za nami. Shane nie panował już nad sobą. Miał takie nerwy że nie patrzył na nic tylko jechał przed siebie. Było tak ciemno że gdyby nie światła to by nie było nic widać.
Do Tony'ego zadzwonił Vince. Kazał zadzwonić do Shane'a żeby się ogarnął, bo od niego nie odbiera.

Tony:
Wykręciłem szybko numer Shane'a. Odebrał.

-Czego?

-Idioto ogarnij się, zwolnij!- krzyczałem do niego, on był jak w jakimś transie.

-Nie ma opcji.- rozłączył się i przyspieszył.
Kiwnąłem do Dylana kiedy się na mnie spojrzał. Dylan dodał gazu. Will z Vincentem też. Ten idiota sam się zabije.

Jechaliśmy cały czas za Shane'm, który pędził tak szybko że z dwa razy najechał tak na kałuże, że oblał osobę która szła chodnikiem.

Dojechaliśmy. Na miejscu stał już Shane, policja i karetka.
Karetka to w sumie już odjeżdżała. Shane wsiadł z powrotem szybko do auta i odjechał za karetką gdzie prawdopodobnie była Abby.
My zostaliśmy tam gdzie dojechaliśmy. Auto było w stanie fatalnym.Rozwalona maska z której ulatniał się dym, szyba cała wybita. Policja mówiła że nie wiadomo ile jest szans na przeżycie Abby. I pomyśleć że to nasza wina...
Will i Vincent kazali nam jechać do szpitala gdzie została przewieziona Abby. Nie wiadomo co Shane zrobi. Wsiedliśmy do auta Dylana, dostaliśmy nazwę i adres szpitala i pojechaliśmy. Przez drogę nie gadaliśmy nic.

Pod szpitalem stało już niebieskie Lamborghini Shane'a. Weszliśmy do środka i podeszliśmy do jakiejś pielęgniarki chyba, która podała nam sale gdzie została przewieziona Abby i szybkim krokiem kierowaliśmy się w jej stronę. Gdy doszliśmy do sali, w której miała być Abby, zobaczyliśmy że jedzie pielęgniarka z łóżkiem szpitalnym a za nią idzie Shane.

Dylan:
Podbiegliśmy do brata i zaczęliśmy wypytywać co się stało. Shane miał już w oczach łzy.
Przytuliłem go lekko ramieniem. Kiedy powiedział co się dzieje sam miałem łzy w oczach....
Abby jest w śpiączce. Nie wiadomo na ile ale nie krócej niż 2 tygodnie. Posiedzieliśmy tu chwilę więc stwierdziliśmy że wracamy.. oprócz Shane'a. On chciał zostać.
Wychodząc ze szpitala, poprosiłem pod nosem żeby Abby się wybudziła. Spuściłem głowę w dół i weszliśmy do auta.
Pojechaliśmy do domu i zobaczyliśmy płaczącą Hailie na kanapie, którą pocieszał Will. Tony poszedł prosto do pokoju, co uczynił bym normalnie też ja, ale trzeba było załatwić sprawę z jedną osobą....

(Cześć, ogólnie chciałbym podziękować mojej przyjaciółce i pomysłodawczyni mysiale_q, za wymyślenie tak cudownego pomysłu na ten i kilka wcześniejszych rozdziałów. Dziękuję bardzo, a wam życzę miłego czytania. Buziaki ❤️)

Prawie jak MonetOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz