– Uciekaliśmy przed policją.
– Wy co?! – wykrzyknęła Jade przez telefon. – Nie było mnie na tylko jednej twojej walce a wy już uciekaliście przed glinami?
***
WCZORAJ
– Daj ręce do góry – ze stęknięciem uniosłam kończyny w górę a Jay założył na mnie czarną bluzę. – szybciej! – wykrzykną i naciągną materiał za mój brzuch. Potem przewiesił moją torbę przez głowę i wziął mnie pod pachę.
Nie chciało mi się iść więc nawet mogłam się oddać w ręce policji byleby nie ruszać dupy jednak Jay nie miał takiego zamiaru i ciągną mnie przez tłum w stronę wyjścia na tyły.
W biegu dopadł się do drzwi mojego auta, otwierając drzwi kluczykiem. Wiedziałam, że jego auto zostało na parkingu.
– Oddam ci za mandat. – powiedziałam najwyraźniej jak potrafiłam.
– Co? Jaki mandat? Znowu coś majaczysz?
– Pewnie psy coś ci zostawią na aucie. – wzruszyłam ramionami. – Może wezwanie na komisariat?
Dla mnie było to oczywiste ale do nich wszystko dochodziło później.
– Kurwa. – zaklął szpetnie puszczając mnie. Kazał mi trzymać się auta. Wyją kluczyki z kieszeni i ruszył do auta, które stało niedaleko.
Myślał co zrobić. Ale czasu było mało a wyjść prawie wcale.
W porę zobaczyłam jak z tylnych drzwi wychodzi cała ekipa. Ares trzymał Andreasa, szybko się ewakuowali.
– Hej, Amory! – wykrzesałam z siebie całą siłę by to wykrzyknąć.
Zawołany chłopak z opóźnieniem spojrzał w moją stronę. Nie chcąc dalej drzeć ryja machnęłam do niego ręką. Ten zaczął biec do mnie.
– Co tam? – zatrzymał się obok mnie.
– Mógłbyś mnie zawieść? – zapytałam – Jayce ma też swoje auto a ja nie wiem czy nie zejdę za kółkiem.
– Jasne. Daj kluczyki. – odpowiedział od razu bez zastanowienia.
– Nie wiem co mam teraz zrobić – wyznał Jayce oglądając się za siebie. Jeden radiowóz stał a policjanci łapali jak najwięcej osób. Aut było jeszcze trzy. Jeździły z kogutami w różne strony gdzie uciekali ludzie. W tym jedno w naszą stronę – Kurwa mać.
– Jedź Jay. Nie ma czasu – wykrztusiłam do przyjaciela. Za bardzo się przejmował. Teraz trzeba było działaś szybko.
– Nie zostawię cię przecież.
– Będzie ze mną. Przysięgam, że bezpiecznie odstawię ją do domu. – obiecał Amory i złapał się za serce. – Słowo harcerza.
Jayce spojrzał za psami jeszcze raz przemyślając to wszystko.
– Okej. – rzucił szybko o obszedł auto. – Ale przynajmniej napisz, że dotarłaś do domu. – potem otworzył sobie drzwi od strony kierowcy.
– Jeśli nie zasnę. – powiedziałam. Amory szybko otworzył mi drzwi od strony pasażera. Po tym jak wsiadłam zatrzasną je za mną i pobiegł do drugiej strony. Kiedy usadowił się na fotelu przekazałam mu kluczyki.
– Cześć mała. – powiedział sobie pod nosem zapewne w stronę auta wkładając kluczyk do stacyjki. Ufałam mu w sprawie mojego auta. Nieraz widziałam go jak kręcił bączki na wyścigach.
Pomruk auta niezmiernie usatysfakcjonował chłopaka bo on sam też mrukną.
– Mmmm, spójrzmy co my tu mamy. – kątem oka widziałam jak wbija wsteczny a potem czułam jak tym razem ja wbijam się w fotel. Amory sprawnie wykręcił się z rzędu aut i nie zważając na tłum ludzi zmienił bieg i docisną gaz wyjeżdżając z tego gówna. Została za nim tylko chmura dymu.
CZYTASZ
Fight To Five
RomanceCAŁA POWIEŚĆ JEST POPRAWIANA FIVE#1,#2 „Był wszystkim. Światłem i ciemnością. Życiem i śmiercią. Smutkiem i radością. Jasnym i ciemnym. Prostym i skomplikowanym. „ To dawno przestało wyglądać tak jak powinno. Upominające się o siebie długi zmarłyc...
